fot. PAP/Leszek Szymański

Ceny paliw rosną, inflacja idzie w górę, a premier nadal próbuje wymusić na prezydencie podpisanie szkodliwej ustawy

Inflacja w Polsce przyspiesza, a kierowcy coraz głębiej sięgają do portfeli. Ceny paliw w ciągu roku wzrosły o ponad jedną trzecią, a perspektywy na październik nie napawają optymizmem. Wokół wysokich cen na stacjach trwa też polityczny spór. Rząd i Pałac Prezydencki wzajemnie przerzucają się odpowiedzialnością.

Według szacunku GUS ceny towarów i usług we wrześniu były o 4 procent wyższe niż przed rokiem, a w porównaniu z sierpniem wzrosły o 0,7 procent. Obecna sytuacja nie sprzyja odwróceniu trendu.

 – Takie apogeum to będzie koniec roku i pierwszy kwartał 2027 roku, wtedy wszyscy mieszkańcy odczują i to drastycznie podwyżki cen, np. żywności – mówił Paweł Dołkowski, ekonomista.

Rosnąca inflacja to efekt rosnących cen surowców. Przede wszystkim paliw, które we wrześniu były aż o 36 procent droższe niż przed rokiem.

 – To się przełoży do cen wszystkich towarów i usług, bo przecież koszty transportu są we wszystkim, więc nie ulega wątpliwości, że to rządzący rozkręcają spiralę inflacyjną – zauważył Zbigniew Kuźmiuk, poseł PiS.

Rządowa pomoc w formie programu CPN skończyła się miesiąc temu. Polacy coraz głębiej muszą zaglądać do portfeli, by znaleźć pieniądze na tankowanie, bo cena za litr benzyny przekroczyła już osiem złotych, a diesla dziewięć. Rządzący obwiniają jednak prezydenta.

 – Karol Nawrocki celowo próbuje swoim działaniem, politycznym działaniem, doprowadzić do wyższej inflacji w naszym kraju – stwierdził Tomasz Trela, poseł Lewicy.

Każdego dnia premier zwraca się do prezydenta.

–  Podpisuj prezydencie – powiedział Donald Tusk.

Chodzi o drugą ustawę o opodatkowaniu nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych. Pierwsza, identyczna, została zablokowana. Prezydent odesłał ją do Trybunału Konstytucyjnego i wskazał, że zakładała wsteczne opodatkowanie, co jest niezgodne z polskim prawem. Mimo to premier atakuje.

 – Upór ze strony Pałacu Prezydenckiego będzie kosztował ludzi kolejne tygodnie bardzo wysokich cen na stacjach benzynowych, jeśli nie dostaniemy tego podpisu – wskazał premier RP.

Rzecznik prezydenta, Rafał Leśkiewicz, odpowiedział, iż szef rządu bierze miliony kierowców za zakładników, bo w imię politycznej wojny nie chce przyjąć propozycji głowy państwa, która po prostu obniża marże na stacjach.

 – Rząd mówi, że po wejściu w życie ustawy rządowej ceny paliw spadną o około złotówkę. Propozycja  prezydenta gwarantuje obniżenie cen paliw od 1,70 zł do ponad 2 zł na litrze – wyjaśnił Rafał Leśkiewicz.

Pałac Prezydencki utrzymuje, że obóz władzy od trzech lat nieudolnie prowadzi politykę fiskalną państwa, dlatego nie ma w budżecie pieniędzy na obniżkę cen paliw i dlatego rząd próbuje wprowadzić dodatkowy podatek. Prezydent tańszego paliwa poszukuje w obniżeniu marż koncernów paliwowych. Rząd straszy, że skutkiem mogą być niedobory na rynku. Były prezes Orlenu, Daniel Obajtek, wskazał, że nadmiarowe zyski ma wyłącznie Orlen, bo jako jedyna spółka w Polsce posiada rafinerię. Największa marża przy obecnych zawirowaniach geopolitycznych ma być właśnie na marży rafineryjnej. Były prezes spółki ma dla premiera gotowy plan działania.

 – Bez problemu Pan dziś może z tej firmy, która ma nadmiarowe zyski, a ma nadmiarowe zyski, bo za pierwsze półrocze miała 15 miliardów zysku, może ustawowo zabrać parę miliardów i za te miliardy zamrozić cenę i nie musi Pan absolutnie zwalać na prezydenta – akcentował Daniel Obajtek.

Jeśli ceny paliw nie spadną, a inflacja dalej będzie rosła, to Rada Polityki Pieniężnej może podnieść stopy procentowe. Najbliższe posiedzenie Rady odbędzie się w przyszłym tygodniu.

TV Trwam News

drukuj