fot. PAP/Łukasz Gągulski

Była więźniarka Auschwitz B. Dagan: Gdzie był świat, który nic nie robił, żeby ocalić tyle tysięcy ludzi?

Gdzie żeście wy wszyscy byli, gdzie był świat, który widział i słyszał i nic nie robił, żeby ocalić tyle tysięcy ludzi? – pytała była więźniarka obozu w Oświęcimiu Batszewa Dagan podczas poniedziałkowych obchodów 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu Auschwitz.

Czworo byłych więźniów – Batszewa Dagan, Elza Baker, Marian Turski oraz Stanisław Zalewski – wygłosiło przemówienia podczas poniedziałkowej uroczystości 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu Auschwitz. Ceremonia odbyła się w namiocie przy bramie głównej byłego obozu Auschwitz II-Birkenau.

„Trudno mi ukryć moje uczucia. Stoję tutaj i nie wiem, czy to jest prawda, czy sen, że jestem z wami 75 lat po mojej wielkiej eskalacji cierpienia w tym miejscu. (…) Byłam schutz sträfling numer 45 554. Schutz sträfling po niemiecku to więzień pod ochroną, ale tam, to znaczy tu w tamtej rzeczywistości, słowo to nie oznaczało ochrony. Nie było tam czegoś takiego, jak troska o człowieka czy godność ludzka. Przeciwnie – nawet szukając w słowniku nie znajdziesz słowa, zwrotu na określenie tego, jak deptano godność człowieka” – powiedziała Batszewa Dagan.

„A więc po co to słowo więzień i dodawany jeszcze dodatek pod ochroną – schutz sträfling? Ile pogardy w tym diabelskim świecie, gdzie godność człowieka traktowana była jak brud” – kontynuowała.

Dagan wskazała, że numer, który wytatuowali jej w obozie na ręce, jest dzisiaj tak samo dobrze widoczny jak wówczas.

„Trudno mi powiedzieć, co sprawiło mi większy ból, wytatuowanie numeru czy utrata włosów. (…) Dawały mi poczucie kobiecej urody warkocze uczesane w koronę na głowie. Były gładkie, przyjemne w dotyku. Były moje, a ich właśnie dotknęła zbrodnicza ręka. Zabrali mi tę koronę i zrobili ze mnie inne, smutne, żałosne stworzenie” – opowiadała.

„Moja dłoń dotknęła gołej czaszki, stałam przed oknem, odbił się w niej kontur twarzy, obca postać, czy to jestem ja, gdzie moja korona?” – mówiła była więźniarka.

Przypomniała, że włosy stawały się surowcem na materace i dywany.

„Strzyżenie motywowano różnie, że będą wszy na głowie, ale nad wszystkim była ich zmowa – pozbawić mnie ludzkiego oblicza. Włosy zabrane mi pod przymusem odrastały zgodnie z naturą i wbrew wszystkiemu, wraz z nimi ukryte żyło w sercu marzenie, a może nadejdzie jeszcze jutro. Jutro nadeszło, ale wspomnienia pozostały” – zaznaczyła.

Wspominała, że pracowała w czterech komandach. Opowiadała, że w pierwszym komandzie zbierała pokrzywy, a jej ręce krwawiły. Następnie była w kartoffelkomandzie. Kiedy zachorowała na świerzb, była „pierwszą, najlepszą, kandydatką do komina”.

„Kiedy doktor Mengele segregował nas, to myśmy się ustawiali nago w rzędzie i tak żeśmy szli na śmierć. A ja powiedziałam, że nie pójdę i się schowałam pod pokrywą łóżka i jakoś się ocaliłam z tego” – wspominała.

Kolejne komando, w jakim się znalazła zajmowało się pracą na rewirze (obozowy szpital), gdzie zadaniem Dagan było zabijanie palcami wszy. Po przebytych chorobach dostała się do komanda, które przez więźniów nazywane było „Kanada”. Pracowała w „Kanadzie” aż do likwidacji obozu. Gromadzono tam wszystkie rzeczy, które przywieźli ze sobą więźniowie ze wszystkich krajów.

„>>Kanada<< miała jeden plus, że tam było co jeść. A co mogliśmy tam jeść? To, co ludzie przywieźli, bo powiedzieli ludziom w różnych krajach, że jadą pracować i żeby sobie zabrali prowianty. I my schorowane, chude, chore – jadłyśmy te rzeczy. Czy można jeść takie rzeczy? A wtedy było można wszystko” – oceniła.

„Ja w rękach trzymałam węgierskie ubrania i na początku płakałam, a później musiałam się przyzwyczaić, że to ma być moja robota. A na tych wielkich górach ubrań z całego świata znalazłam fotografię moich nauczycieli z Łodzi” – mówiła.

Wspominała też, że jedna z Belgijek nauczyła ją francuskiego.

„Bez ołówka, bez papieru, bez niczego. Ja się uczyłam i skończyłam Auschwitz-Birkenau z płynnym francuskim. A drugiej rzeczy, której się nauczyłam, to wiersze i melodie, które tworzyli więźniowie i więźniarki. (…) Jedną z nich była Krystyna Żywulska. Jej wiersz stał się naszą modlitwą. Nauczyłam się tego wiersza – (…) >>Wymarsz w pole<<. Nam był on znany, jako >>wymarsz za bramę<< i stał się naszą modlitwą” – wspominała.

„Pomogło mi przeżyć to, że zdecydowałam zrobić coś dla siebie i sama wybierać to, co chcę, a nie to, co mi rozkazują” – zaznaczyła.

Batszewa Dagan powiedziała, że „głównym źródłem siły były szalona żądza zemsty za tyle mąk, za tyle skarg, bagnety w mózg, sztylety w kark. Myśl o zemście stała się źródłem siły, aby znieść długie dni i noce ludzkich cierpień”.

„Jeszcze jedna rzecz, która pomogła żyć w tym piekle to była przyjaźń, bo można było sobie znaleźć grupę ludzi, która pomagała jeden drugiemu, a więc Holokaust, Shoah to nie są tylko straszne rzeczy, a są sprawiedliwi świata, którzy pomagali i chowali” – mówiła.

Zaznaczyła, że „nie była wyzwolona 27 (stycznia). Już słyszałyśmy kanony ruskiej armii, ale wtedy to nie było wyzwolenie, tylko wygnali nas na marsz”.

„Tam w piekle był to sen ściętej głowy – sen o wolności. Tam serce biło krzykiem zemsty za tyle cierpień, za czekanie w kolejce na śmierć z góry przeznaczonej, a kraje świata nie czyniły nic. I do dziś mam to uczucie, gdzie żeście wy wszyscy byli, gdzie był świat, który widział i słyszał i nic nie robił, żeby ocalić tyle tysięcy?” – pytała.

„Chciałabym płakać, bo tylko łzami mogę oblać tę przeszłość. Kiedy widzę tylu ludzi, wy jesteście naszym pocieszeniem, że wy wszyscy postaracie się, żeby pamięć tego miejsca i innych miejsc, gdzie ludzie poszli na śmierć niewinną ze wszystkich narodów, że wy będziecie odpowiedzialni za to, żeby takie nieszczęście się nie powtórzyło w historii świata” – zakończyła swoje przemówienie.

Batszewa Dagan urodziła się w 1925 r. w Łodzi jako Izabella Rubinstein. Po wkroczeniu Niemców rodzina uciekła do Radomia. Tam trafili do getta, w którym kobieta związała się z tajną organizacją młodzieżową Haszomer Hacair. Z jej ramienia jeździła do getta warszawskiego, skąd szmuglowała do Radomia gazetkę „Pod Prąd”.

W 1942 r. uciekła z getta i dzięki fałszywym dokumentom przedostała się na teren Niemiec. Po kilku miesiącach została aresztowana i wysłana do Auschwitz. Przebywała tam do początku 1945 r., kiedy wraz z innymi więźniarkami została ewakuowana do Ravensbrueck, a później do Malchow. 2 maja 1945 r. została wyzwolona przez armię brytyjską.

Krótko po wojnie przeniosła się do Palestyny, gdzie wraz z mężem Paulem przyjęła nazwisko Dagan. Pracowała jako przedszkolanka, a następnie jako psycholog i wykładowca w seminarium nauczycielskim. Jej osiągnięciem jest stworzenie filozofii i unikalnej metody psychologiczno-pedagogicznej pomagającej przekazywać dzieciom i młodzieży wiedzę o Shoah. Jest autorką wielu publikacji dla dzieci i młodzieży wykorzystywanych w nauczaniu o Holokauście.

27 stycznia przypada Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu.

PAP

drukuj