Bliżej Europy narodów

W wyborach lokalnych, które 3 maja odbyły się na Wyspach Brytyjskich (Anglia i Walia), spektakularny sukces odniosła Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP).

Powstała ona w 1993 roku na fali niezadowolenia, jakie ogarnęło część Brytyjczyków z racji kierunku i charakteru jednoczenia Europy, co znalazło swój wyraz w traktacie z Maastricht. Swoją genezę partia tłumaczy następująco: „UKIP powstała w 1993 roku, aby walczyć o wystąpienie Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej. Nie dlatego, że nienawidzimy Europy albo cudzoziemców lub kogokolwiek innego, ale dlatego, że Unia jest niedemokratyczna, kosztowna, apodyktyczna – i nigdy nie zapytano nas, czy chcemy do niej należeć. Ale UE jest tylko oczywistym symptomem innego realnego problemu – zawłaszczenia naszej demokracji przez potężną, obcą polityczną ’elitę’, która zapomniała, że jest po to, aby służyć ludziom”.

Przez dwadzieścia lat od momentu swojego powstania UKIP funkcjonowała jednak na marginesie wewnątrzbrytyjskiego życia politycznego. Lepiej wiodło się jej natomiast w wyborach do Parlamentu Europejskiego. W 1999 r. uzyskała 7 proc. głosów i 3 mandaty, w 2004 r. – 16,1 proc. głosów i 12 mandatów, w 2009 zaś 16,5 proc. głosów i 13 mandatów. Mimo wyraźnej tendencji zwyżkowej wyniki wyborów lokalnych stanowiły jednak zaskoczenie. UKIP uzyskała w nich bowiem 23 proc. głosów i znalazła się na trzecim miejscu po wigach (laburzyści) – 29 proc. głosów, i po torysach (konserwatyści) – 25 proc. głosów. Zepchnęła natomiast na czwarte miejsce liberalnych demokratów (14 proc. głosów), uczestników koalicyjnego rządu Davida Camerona. Komentatorzy polityczni natychmiast pośpieszyli z diagnozą, że oznacza to koniec tradycyjnego dwupartyjnego systemu politycznego Wielkiej Brytanii.

Unia do zmiany

Żeby zrozumieć przyczyny sukcesu UKIP, której charyzmatycznym przywódcą jest znany z nieortodoksyjnych wystąpień w parlamencie europejskim Nigel Farage, należałoby zapoznać się z jej stanowiskiem programowym. W deklaracji „W co wierzymy” brytyjscy niepodległościowcy stwierdzają: „Wierzymy w prawo narodu brytyjskiego do tego, by rządził się sam, zamiast by był rządzony przez niewybieralnych biurokratów z Brukseli. Wierzymy w minimalny rząd, który broniłby wolności jednostki i zabierałby jej tak mało pieniędzy, jak to tylko jest możliwe, i który nie wtrącałby się w nasze życie. Wierzymy w demokrację przeniesioną na naród poprzez krajowe i lokalne referenda w kluczowych sprawach, tak aby prawa stanowione były przez wolę ludu, a nie poprzez fanaberie klasy politycznej”.

UKIP podnosi szereg problemów wewnętrznych, takich jak: gwałtowny wzrost przestępczości w brytyjskich miastach, utrata miejsc pracy z powodu niekontrolowanej imigracji, niepewność jutra w związku z brakiem zabezpieczenia materialnego na starość, spadek wartości pieniądza i wzrost obciążeń podatkowych oraz wyalienowanie się klasy politycznej z narodu. „Przepaść otwiera się między rządzącą elitą a społeczeństwem. Każda z głównych partii establishmentu ma charakter socjaldemokratyczny i nie daje wyborcom możliwości realnego wyboru” – czytamy w jednym z dokumentów programowych. Zgodnie z założeniami, które legły u podstaw powołania partii do życia, UKIP twierdzi, że uratowanie narodu brytyjskiego zależy od wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. W ten sposób Brytyjczycy odzyskają samorządność i demokrację. Jak bowiem stwierdza się w dokumencie „Za czym się opowiadamy”, komisarze z Brukseli „dyktują nam 75 proc. naszych praw. Żadne z nich nie może być uchylone przez parlament. Nie możemy głosować na tych, którzy tworzą to prawo [unijnych komisarzy] – nie możemy też ich odwołać”. Władze Unii kontrolują już kwestie imigracji, przedsiębiorczość i zatrudnienie, służby finansowe, rybołówstwo, rolnictwo, ład i porządek, energię i handel, a teraz dążą do kontroli nad polityką zagraniczną i nad podatkami.

„Opuszczając UE, zaoszczędzimy 45 mln funtów dziennie, a ponadto 60 mld funtów na rok, które ponosimy z racji istnienia unijnych barier handlowych, regulacji dotyczących przedsiębiorczości, kosztów rozdętej administracji i zniszczenia naszego przemysłu przetwórstwa rybnego” – wyliczają przywódcy UKIP zarówno koszty brytyjskiego członkostwa w UE, jak i ewentualne zyski w przypadku opuszczenia Unii przez ich kraj. Podkreślają także, że londyńskie city nie może zostać poddane unijnej kontroli.

Po pierwsze, patriotyzm

Pozostałe propozycje UKIP dotyczą spraw wewnętrznych. W dziale „Ochrona granic i obrona kraju” niepodległościowcy domagają się zamrożenia na pięć lat potoku imigrantów napływających na Wyspy. Chcą także podtrzymania statusu Wielkiej Brytanii jako mocarstwa atomowego i zwiększenia nakładów na armię. W dziale obrona przed przestępczością rzucają hasło „zero tolerancji wobec zbrodni”, ale równocześnie proponują odrzucenie europejskiego nakazu aresztowania.

Podkreślają także kwestie wierności tradycyjnym wartościom, które teraz podlegają korozji: „Nasze dzieci są nauczane, żeby wstydzić się naszej przeszłości. Multikulturalizm podzielił nasze społeczeństwo. Polityczna poprawność tłamsi wolność słowa”.

Partia Nigela Farage’a odwołuje się do patriotyzmu Brytyjczyków i wskazuje na aktualne i praktyczne znaczenie takiej postawy. Stwierdza się bowiem: „UKIP jest partią patriotyczną, która na pierwszym miejscu stawia Brytanię. Aby wesprzeć upadające euro, władze UE próbują teraz zawładnąć podstawami naszej narodowej gospodarki – kontrolą nad podatkami i budżetem. Tylko UKIP jest w stanie dać siłę narodowi brytyjskiemu, żeby odzyskał samorządność”.

Europa traci

Fenomen UKIP musi być rozpatrywany na dwóch płaszczyznach: brytyjskiej i ogólnoeuropejskiej. W kręgach anglosaskich można spotkać się z opinią, że ciągle mamy do czynienia z dwoma spojrzeniami na Europę i dwoma koncepcjami jednoczenia Starego Kontynentu: kontynentalną i insularną. Tę pierwszą reprezentują Niemcy i wspierający ich Francuzi, tę drugą Brytyjczycy czy szerzej – Anglosasi, bo jest ona obecna także w kręgach amerykańskich. Różnice można ująć następująco: superpaństwo czy wolny rynek. Koncepcja europejskiego superpaństwa zakłada biurokratyzm i ograniczanie wolności jednostki, koncepcja wolnorynkowa jest naturalnie tego zaprzeczeniem, podkreślając, że zmorą Europy jest deficyt wolności zarówno gospodarczej, jak i politycznej.

Zwolennicy Europy wolnorynkowej dostrzegają ponure perspektywy, jakie czekają europejskie superpaństwo. Europa, jeśli nadal będzie podążać tym kursem, który narzuca jej niemiecko-francuski tandem, wejdzie w stan uśpienia, stan gospodarczego i cywilizacyjnego letargu, w jaki – na pewnym etapie swojej historii – popadły Chiny. Plastycznie przedstawił ten problem inny konserwatysta brytyjski Daniel Hannan. Ponad 500 lat temu – stwierdził on – gdyby ktoś odwiedził Chiny, zobaczyłby kraj o wysokiej, jak na owe czasy, technologii, o wysokiej wynalazczości, zdecydowanie górujący nad Europą. Można by przypuszczać, że to Chińczycy opłyną Afrykę i odkryją Portugalię. Tak się jednak nie stało. A to dlatego, że Chiny stały się wysoce zbiurokratyzowanym, opodatkowanym i w najwyższym stopniu zreglamentowanym imperium. Natomiast Europa rozwijała się w różnorodności rywalizujących ze sobą państw, przyswajała sobie i była miejscem nowych wynalazków i technologii, popierała przedsiębiorczość balansującą czasami na granicy awanturniczości, co w efekcie doprowadziło ją do niebywałego rozwoju. Ale – podkreśla Hannan – tragedią naszego pokolenia jest, że znowu Chiny i Europa podążają w przeciwnych kierunkach. Tylko że obecnie to Chiny rozwijają u siebie samorządność, stymulują przedsiębiorczość i wolny handel, znoszą restrykcje w obszarze gospodarki. Wprost przeciwnie postępuje Europa: „nie ma już mandarynów w Chinach, za to pełno jest ich w Brukseli. Powtarzamy błędy dynastii Ming. Stajemy się nowym, wysoce zreglamentowanym, zamkniętym systemem i dlatego zarówno potęga, jak i dobrobyt przesuwa się z Europy do Chin”.

Europa traci także dystans w stosunku do Stanów Zjednoczonych. Daniel Hannan przypomniał dane statystyczne. W 1970 r. udział 15 państw EWG w produkcji światowej wynosił 36 procent. W 2011 r., mimo rozszerzenia Wspólnoty o nowe kraje członkowskie, ten udział spadł do 26 proc., a prognozy na 2020 rok mówią o obniżeniu tego wskaźnika do 15 procent. W tym samym czasie udział USA w światowej produkcji wzrósł z 26,3 proc. w 1970 r. do 26,7 proc. w 2011 roku.

Czy można fenomen UKIP potraktować na płaszczyźnie ogólnoeuropejskiej jako przykład „budzenia się Europy”? (Na marginesie: w latach 70. XX wieku takiego terminu używano w stosunku do Chin). Znany francuski dziennik „Le Figaro” powściągliwie opisał wyborcze wydarzenia na Wyspach Brytyjskich ani na jotę nie przekraczając granic politycznej poprawności. Natomiast komentarze internautów (na blisko 90 wpisów) w zdecydowanej większości świadczą o przyjęciu zwycięstwa UKIP z entuzjazmem. Pisano zatem, że taki wynik wyborów jest efektem polityki kanclerz Angeli Merkel. Nie zapominano także dodać, że wynik Marine Le Pen (przywódczyni Frontu Narodowego) w wyborach prezydenckich jest identyczny z wynikiem UKIP – również 23 procent. Wspomniano o rozczarowaniu funkcjonowaniem UE w krajach zachodniej i południowej Europy. Wyrażano także przekonanie, że stanowi to zapowiedź nowej ery: Europy narodów.

Autor jest kierownikiem Zakładu Studiów nad Geopolityką Uniwersytetu Wrocławskiego.

 

Prof. Tadeusz Marczak

drukuj