fot. flickr.com

Analfabetyzm wtórny w epoce smartfonów

Jeszcze nigdy w historii Polacy nie mieli tak łatwego dostępu do wiedzy i narzędzi pomagających w poprawnym pisaniu. Smartfony automatycznie poprawiają błędy, a niemal nieograniczony dostęp do internetu sprawia, że w każdej chwili można zajrzeć do bezpłatnych obszernych słowników. Mimo to poziom kompetencji językowych w społeczeństwie nie rośnie. Jest wręcz przeciwnie. Badania prowadzone na przestrzeni ostatnich lat pokazują jego wyraźny spadek. Wbrew pozorom problemem nie jest wyłącznie to, co zauważalne na pierwszy rzut oka – wulgaryzacja i niepotrzebne zapożyczenia, ale coś znacznie poważniejszego: analfabetyzm wtórny i analfabetyzm funkcjonalny.

Zmiany w oświacie wprowadzane przez resort edukacji za czasów minister Barbary Nowackiej budzą uzasadnione obawy dotyczące poziomu kształcenia. Bez wątpienia odchudzanie podstawy programowej odbywa się kosztem wartościowej wiedzy. Warto jednak się zastanowić, jak wiele z wiadomości przyswojonych w szkole zostaje w głowach Polaków w dorosłym życiu. Szczególnie zaś należy się zastanowić nad stanem ojczystego języka.

Wiele osób zapytanych, co jest największym problemem związanym z użytkowaniem języka polskiego, odpowiedziałoby zapewne, że wulgaryzmy i zapożyczenia. Nie sposób dyskutować z tym faktem. Owszem, wulgaryzacja języka jest zauważalna i idzie w parze z normalizowaniem zjawisk, które do niedawna uchodziły za margines (m.in. poprzez tzw. patostreamy czy gale freakfightowe). Z kolei jeśli chodzi o zapożyczenia, pochodzące w znacznej większości z języka angielskiego, mamy do czynienia z terminami technicznymi i tzw. korpomową, ale też ze słowami czy zwrotami spopularyzowanymi przez zagraniczny (albo raczej na tym etapie wręcz globalny) slang młodzieżowy i subkulturę internetową.

Jednak jest jeszcze jeden istotny problem związany z czystością języka – niedbalstwo, nieprzestrzeganie zasad ortografii, interpunkcji, składni oraz ignorowanie znaków diakrytycznych. Jest to problem nagminny – wystarczy wejść w sekcję komentarzy pod niemal dowolnym polskojęzycznym wpisem w mediach społecznościowych lub filmem w serwisie YouTube. Niektóre z nich są bardzo trudne do rozszyfrowania, choć w teorii napisano je po polsku. Może to wskazywać na pewien rodzaj analfabetyzmu wtórnego, czyli sytuacji, w której informacje przyswojone w ramach edukacji zostają zapomniane. Zauważalny jest również problem analfabetyzmu funkcjonalnego.

Aby nie bazować wyłącznie na dowodach anegdotycznych, warto przytoczyć wyniki koordynowanego przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) Międzynarodowego Badania Umiejętności Dorosłych PIAAC z 2023 roku. Dane są zatrważające. Według nich aż 39 proc. dorosłych Polaków osiąga bardzo niski poziom rozumienia tekstu, 38 proc. ma trudności z zadaniami matematycznymi, a aż 48 proc. – czyli niemal połowa – ma problemy z rozwiązywaniem problemów wymagających analizy informacji. W porównaniu z edycją tego samego badania z roku 2012 zauważono silny spadek kompetencji Polaków. Ich wyniki w czytaniu ze zrozumieniem spadły aż o 31 punktów, a w rozwiązywaniu zadań matematycznych – o 21 punktów. Na 31 państw, jakie objęło badanie, Polska znalazła się w grupie krajów o najniższych wynikach kompetencji dorosłych, obok Włoch, Portugalii i Chile. Analfabetyzm funkcjonalny nie jest jedynie problemem z obszaru edukacji. Utrudnia on zrozumienie przepisów prawa, analizę przekazów medialnych oraz świadome uczestnictwo w debacie publicznej. To spore zagrożenie dla budowania roztropnego społeczeństwa obywatelskiego, w którego stronę powinien zmierzać naród polski.

Na ten bardzo smutny obraz warto nałożyć również statystyki dotyczące czytelnictwa. Jak podaje Biblioteka Narodowa, tylko 41 proc. Polaków w roku 2024 przeczytało przynajmniej jedną książkę w ciągu roku. To oznacza, że prawie 60 proc. Polaków nie przeczytało w ciągu roku żadnej książki. Według raportu Biblioteki Narodowej najczęstszą formą kontaktu z tekstem nie jest czytanie książek, ale treści zamieszczanych w internecie, takich jak np. teksty prasowe na portalach informacyjnych.

Nietrudno dopatrzeć się w tym analogii do lamarckowskiego twierdzenia o zanikaniu nieużywanych organów. Stwierdzono wszak, że brak ćwiczeń umysłowych powoduje zanik połączeń nerwowych w mózgu, a jedną z form ćwiczenia umysłowego jest czytanie. Do tego zmniejsza się też zasób słów. Kiedy jedynymi dłuższymi tekstami, z jakimi styczność ma odbiorca, są np. wspomniane teksty prasowe zamieszczane w internecie, nietrudno zauważyć, że będzie on miał styczność ze słownictwem ograniczonym przez określony styl.

Zastanawiać może jednak inny przejaw współczesnego analfabetyzmu wtórnego, zauważalny zwłaszcza w przestrzeni internetowej. Jest nim ignorowanie znaków diakrytycznych. Źródeł „mody” na pisanie bez użycia polskich znaków można dopatrywać się w pierwszej dekadzie lat 2000, w czasach, kiedy wśród form pisanej komunikacji cyfrowej dominowały SMS-y. Wówczas używanie polskich znaków mogło prowadzić do znacznie wyższych opłat za tę usługę. Teraz to już przeszłość, a jednak nadal wielu Polaków nie używa polskich znaków. Na szkodliwość tej tendencji zwracają uwagę współczesne autorytety polskiego językoznawstwa, takie jak prof. Jan Miodek. Co ciekawe, nie wymarła ona pomimo wszechobecności autokorekty w smartfonach. Podobnie jest – niestety – z błędami ortograficznymi.

Paradoks analfabetyzmu wtórnego polega więc na tym, że spadek kompetencji językowych następuje w epoce, w której dostęp do wiedzy i narzędzi wspierających poprawność językową jest łatwiejszy niż kiedykolwiek wcześniej.

Zastanawiając się nad kondycją polszczyzny w tym kontekście, zaznaczyć należy, że nie chodzi o językowy perfekcjonizm ani drobiazgowe tropienie błędów. Te się zdarzają. Do tego język jako twór żywy cały czas się zmienia i ewoluuje. Przykład tego mieliśmy na początku bieżącego roku, kiedy Rada Języka Polskiego wprowadziła zmiany w pisowni podyktowane chęcią uproszczenia, ujednolicenia oraz unowocześnienia zasad ortograficznych. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy zmiany w używanym na co dzień języku nie są wynikiem ewolucji, lecz zaniku kompetencji. Jeśli naród przestaje czytać, przestaje również myśleć w sposób pogłębiony. Wtedy nawet dostęp do najnowocześniejszych narzędzi nie jest w stanie zastąpić czegoś znacznie ważniejszego – sprawnego posługiwania się własnym językiem.

Szymon Górko/radiomaryja.pl

drukuj