fot. twitter.com/derka61

A. Dera: List ambasadorów w sprawie społeczności LGBT w Polsce to manifest ideologiczno-polityczny

To manifest ideologiczno-polityczny, bardzo nieprofesjonalny – tak list podpisany przez kilkudziesięciu ambasadorów dotyczący społeczności LGBT w Polsce, ocenił prezydencki minister Andrzej Dera.

W niedzielę ambasadorzy kilkudziesięciu krajów w Polsce wyrazili w liście otwartym poparcie dla wysiłków na rzecz podniesienia świadomości społecznej na temat problemów dotykających m.in. społeczności gejów, lesbijek, osób biseksualnych, transpłciowych i interpłciowych (LGBT) w Polsce. Sporządzanie listu koordynowała Ambasada Królestwa Belgii w Polsce; poinformowała o nim w niedzielę na twitterze ambasador USA Georgette Mosbacher.

„Wydaje mi się, że jest to taki manifest ideologiczno-polityczny podpisany przez ambasadorów. Moim zdaniem bardzo nieprofesjonalny” – mówił prezydencki minister w TVN24.

Według niego ambasadorowie zachowali się tak, jakby wykazywali „w swoim liście nie wiadomo do kogo skierowanym”, iż nie znają stanu prawnego danego państwa – powiedział.

„Wmawia się coś, co nie jest faktem” – powiedział Andrzej Dera, dodając, że nie spotkał się z dyskryminacją osób, które same określają się jako to środowisko.

Zdaniem Andrzej Dery w tej chwili trwa ofensywa ideologii gender, którą stosują środowiska LGBT.

„Mówimy o ideologii LGBT, ale tak naprawdę chodzi o ideologię gender, którą te środowiska przejęły i stosują jako swoją” – stwierdził.

Zaznaczył, że są nawet katedry gender na uniwersytetach.

„Jest to ideologia, która zmienia istniejący stan społeczny, który mamy, chce zmienić pojęcie rodziny. To co to jest, jak nie ideologia?” – pytał.

Na pytanie, czy dwóch mężczyzn nie może stworzyć rodziny, Andrzej Dera odpowiedział: „Ale jak mogą urodzić cokolwiek, mężczyzna z mężczyzną to jest związek, a nie rodzina”.

Dodał, że uczono go, że gdy mężczyzna z kobietą biorą ślub, to zawierają związek małżeński, a dopiero, gdy rodzi się im dziecko, to stają się rodziną, a do tej pory jest to małżeństwo.

„Nie można nikogo wykluczać. W polskim systemie prawnym wszyscy są równi wobec prawa, nie można dyskryminować ludzi z różnych względów i tutaj nie widzę problemu – polskie prawo pod tym względem jest bardzo precyzyjne” – podkreślił.

Natomiast – dodał – „można się bronić przed wpływem ideologii, która chce zmienić to, co mamy w Polsce”.

„Mamy prawo się bronić. Jeśli środowisko nie chce tej ideologii, żeby ona przychodziła do przedszkoli czy szkół, to ma prawo się przed tym bronić” – stwierdził prezydencki minister.

Według niego nie powinno być publicznego uzewnętrzniania, afirmacji, prywatnych, intymnych spraw, do jakich należą sprawy seksualne.

„Przede wszystkim te środowiska robią te marsze. (…) obraża się tam katolików, moją wiarę (…). Jakoś wtedy ci ambasadorzy nie piszą, że obrażają uczucia innych, że naruszają prawo i naruszają konstytucję, tylko broni się tych, którzy są agresorami i narażają uczucia innych osób” – powiedział Andrzej Dera.

W liście otwartym ambasadorzy podkreślili m.in., że uznają „przyrodzoną i niezbywalną godność każdej jednostki, zgodnie z treścią Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka” a „szacunek dla tych fundamentalnych praw, zawartych w zobowiązaniach OBWE oraz obowiązkach i standardach Rady Europy i Unii Europejskiej, jako wspólnot praw i wartości, zobowiązuje rządy do ochrony wszystkich swoich obywateli przed przemocą i dyskryminacją oraz do zapewnienia im równych szans”.

Jak wskazali, aby to umożliwić, „a w szczególności, aby bronić społeczności wymagających ochrony przed słownymi i fizycznymi atakami oraz mową nienawiści”, konieczna jest wspólna praca na rzecz niedyskryminacji, tolerancji i wzajemnej akceptacji. Zdaniem ambasadorów dotyczy to szczególnie sfer takich jak edukacja, zdrowie, kwestie społeczne, obywatelstwo, administracja publiczna oraz uzyskiwanie oficjalnych dokumentów.

„Prawa człowieka są uniwersalne i wszyscy, w tym osoby LGBT, mają prawo w pełni z nich korzystać. Jest to kwestia, którą wszyscy powinni wspierać” – oświadczyli w liście ambasadorowie.

PAP

drukuj