fot. twitter.com/WAT_edu

80 lat temu Niemcy zamordowali w Palmirach 198 więźniów Pawiaka

80 lat temu, 17 września 1940 r., Niemcy zamordowali w Palmirach k. Warszawy 200 więźniów Pawiaka. Była to kolejna odsłona zbrodni dokonywanej przez Niemców w palmirskim lesie.

Las na skraju Puszczy Kampinoskiej Niemcy nieprzypadkowo wybrali na miejsce kaźni – do września 1939 r. w lasach Kampinosu mieściły się składy amunicji Wojska Polskiego, a część terenu była ogrodzona drutem kolczastym i zamknięta dla osób postronnych. Niemcy rozpoczęli serię masowych egzekucji ludności cywilnej już na początku grudnia 1939 r., kilka tygodni przed egzekucją w Wawrze. Ofiarami zbrodni w Palmirach byli głównie więźniowie Pawiaka i aresztu gestapo w alei Szucha.

Pierwsze egzekucje odbyły się 7 i 8 grudnia 1939 r. Niemcy rozstrzelali wówczas kolejno 80 i 70 osób. 14 grudnia popełniono następną zbrodnię, mordując wtedy 46 osób. Pod koniec marca 1940 r. dokonano masowych aresztowań wśród inteligencji: działaczy politycznych i społecznych, nauczycieli, prawników, urzędników, lekarzy, duchownych. Egzekucje z 1940 r. były elementem Nadzwyczajnej Akcji Pacyfikacyjnej (Akcja „AB”), która rozpoczęła się 30 marca 1940 r. Nasilenie działań eksterminacyjnych to czas od maja do lipca 1940 r. Największą skalę miały czerwcowe egzekucje dokonywane 20-21 czerwca – zginęło wówczas 358 osób. Chociaż w czasie narady odbywającej się 23 lipca 1940 r. generalny gubernator Hans Frank obwieścił zakończenie akcji „AB”, egzekucje w palmirskich lasach trwały. Kolejna egzekucja odbyła się 30 sierpnia – rozstrzelano wówczas 87 osób.

Do kolejnej masowej egzekucji doszło 17 września 1940 r. Barbara Wiśniewska-Sokołowska była świadkiem wywiezienia skazańców z więzienia. Tak opisała ten moment: „Tej nocy była burza. Ciężkie grzmoty przewalały się nad więzieniem. Oślepiające błyskawice raz po raz rozdzierały ciemności. Szum ulewnego deszczu zanosił się łkaniem. W przerwach jęczał porywisty wiatr. Twarzami przywarłyśmy do krat, kiedy przed bramę zajechała +buda+ oświetlając reflektorami zalaną jezdnię. Szare sylwetki, smagane deszczem, wskakiwały pospiesznie do wozu” („W więzieniu mokotowskim i na Pawiaku”).

Wczesnym rankiem dwaj mieszkańcy pobliskiej wsi Pociecha – Józef Pamięta i Piotr Fijoł – wyszli na grzyby. W pewnym momencie usłyszeli głosy zbliżającej się grupy ludzi oraz płacz i krzyki kobiet. W protokole PCK spisanym ze świadkami przez protokolantkę czytamy: „Przebijał jakiś głos przemawiający do wszystkich, ale mimo bliskiej odległości nic zrozumieć nie mogli z powodu lamentowania kobiet. Robiło to wrażenie, że ktoś ich żegna”.

PAP

drukuj