Zwolnienie za obronę pracowników

Antyzwiązkowa kampania rządu i większości mediów skłania pracodawców do walki ze związkami i łamania praw pracowniczych – uważa przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” Janusz Śniadek. Przewodniczący nie szczędził rządzącym i pracodawcom gorzkich słów podczas manifestacji w Radomiu w obronie zwolnionego działacza „S” Kazimierza Staszewskiego.



Do Radomia przyjechało około półtora tysiąca związkowców z całej Polski, którzy przez dwie godziny protestowali przed siedzibą ZTE Radom, przedsiębiorstwa, gdzie pracował Kazimierz Staszewski, przewodniczący komisji zakładowej związku w spółce. Wyrazili swój sprzeciw za pomocą gwizdków, trąbek, petard. Oficjalnym powodem zwolnienia Staszewskiego, jednego z represjonowanych uczestników Radomskiego Czerwca ’76, po 30 latach pracy była „utrata zaufania” zarządu do pracownika z powodu złożenia przez niego wniosku do Państwowej Inspekcji Pracy o przeprowadzenie kontroli w przedsiębiorstwie. Kazimierz Staszewski tłumaczył podczas manifestacji, że sprzeciwił się przede wszystkim zmuszaniu przez prezesa pracowników do sprzedaży swoich udziałów w spółce po znacznie zaniżonej cenie – opornym groziło zwolnienie. ZTE w połowie lat 90. był prywatyzowany jako spółka pracownicza, udziały nabyło ponad 300 pracowników i osoby z kadry menedżerskiej. – Chcieliśmy spółki pracowniczej, ale nie tak miało być – mówił podczas manifestacji Staszewski. Podkreślił, że prezes firmy zmuszał także pracowników do wypisywania się ze związku pod groźbą utraty pracy. Oficjalnie w zakładzie nie ma już organizacji związkowej, ale kilkanaście osób ponownie zapisało się do „S”, jednak swoje członkostwo ukrywają. Sami także odprowadzają swoje składki związkowe, a nie pracodawca. Słowa Staszewskiego potwierdzali inni byli pracownicy ZTE. – Utracił zaufanie pracodawcy, bo upomniał się o ludzi – mówił w trakcie wystąpienia jeden ze zwolnionych.

Kazimierz Staszewski ma cały czas nadzieję, że wygra w sądzie sprawę o przywrócenie do pracy. Jeden mały sukces już odniósł – Sąd Okręgowy w Radomiu unieważnił naganę, jaką ukarał go przed zwolnieniem pracodawca. W obronie działacza stanęła także Rada Miejska w Radomiu – związkowiec zasiada w niej od 2006 roku – która jednogłośnie odrzuciła wniosek prezesa przedsiębiorstwa o wyrażenie zgody na rozwiązanie umowy o pracę.

Niestety, takich przypadków łamania praw pracowniczych i związkowych jest w całej Polsce wiele. Związkowcy wiele razy organizowali już w tym roku podobne protesty i zapowiadają kolejne. Janusz Śniadek uważa, że to efekt antyzwiązkowej retoryki władz, podchwytywanej przez pracodawców i media. Jego zdaniem, te środowiska podjęły wręcz antyzwiązkową krucjatę. – Związki to dla nich relikt PRL, przeszkoda w rozwoju gospodarczym – tłumaczył Śniadek. – Domaganie się w Polsce przestrzegania prawa oznacza ryzyko szykan i pozbawienia pracy – dodał przewodniczący „S”. Wzywał związkowców do solidarności, a pracowników, którzy nie należą do związków, do zrzeszania się. – Związek to jedyna broń pracowników. Żeby nie dać się bezkarnie wykorzystywać pracownikom, musimy się organizować – mówił Śniadek.

Krzysztof Losz
drukuj