Związek Wypędzonych organem byłych nazistów
Aż jedna trzecia spośród 200 znaczących działaczy
Związku Wypędzonych (BdV) należała do wysokich funkcjonariuszy hitlerowskiej
Narodowosocjalistycznej
Niemieckiej
Partii Robotników (NSDAP) – wynika z informacji opublikowanych przez tygodnik "Der
Spiegel". Członkiem BdV był np. Otto Ulitz, wieloletni rzecznik Ziomkostw
Śląskich, który za swój udział w prowokacyjnej napaści na radiostację w Gliwicach
został odznaczony "Złotym Krzyżem" przez władze NSDAP. Wszystko wskazuje
na to, że Związek Wypędzonych stał się organem propagandowym byłych nazistów.
"
Der Spiegel" napisał w wydaniu, które ukazuje się dzisiaj, iż wśród byłych,
a nawet obecnych wysoko postawionych członków BdV znajduje się dużo więcej
nazistów z obciążającą ich przeszłością, niż dotychczas było wiadomo. Według
tygodnika,
aż jedna trzecia spośród 200 znaczących działaczy BdV – od utworzenia organizacji
aż do 1982 r. – należała do wysokich funkcjonariuszy NSDAP lub w inny sposób
była poważnie obciążona nazistowską przeszłością.
"
Der Spiegel" pisze m.in. o trzech byłych sekretarzach generalnych BdV
i zastępcach przewodniczącego, nie podając jednak personaliów. Tygodnik utrzymuje,
że jego dziennikarze natrafiali na ślady uwikłania członków władz BdV w zbrodnie
holokaustu. Jeden z wysokich funkcjonariuszy BdV w Badenii-Wirtembergii podczas
II wojny światowej należał nawet do znanej z dokonywania morderstw Einsatzgruppen
A, działających na terenie ZSRS (dzisiejszej Litwy). Zdaniem hamburskiego magazynu,
jeden z opisywanych członków BdV brał udział w deportacjach węgierskich Żydów
do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz.
Jednak w Niemczech można też znaleźć informacje o członkach BdV, których musiała
znać Steinbach, a którzy mają nazistowską przeszłość. Jej poprzednik – jak wynika
z informacji niemieckiego Archiwum Dokumentacji Historii – na stanowisku przewodniczącego
BdV Herbert Czaja już w roku 1937 był czynnym aktywistą nazistowskiego związku
niemieckiego, który nawoływał wtedy m.in. do zajęcia Europy przez nazistów. Natomiast
w 1930 r. Czaja pracował jako urzędnik państwowy w Urzędzie do spraw Ziem Zajętych
w Polsce.
W niemieckich archiwach można znaleźć także inne przypadki członków władz BdV,
którzy wcześniej należeli do NSDAP. Już pierwszy przewodniczący Związku Wypędzonych
Hans Krueger należał do nazistowskiej organizacji Nacjonalistycznego Związku
Pracowników Publicznych Rzeszy i do NSDAP. Podczas wojny w 1942 r. pracował jako
szef NSDAP w Chojnicach.
Polski historyk prof. Jerzy Robert Nowak podkreśla, że w działaniach szefowej
niemieckich związków przesiedleńców mści się okazywana niegdyś przez polskie
władze nadmierna "układność" wobec niemieckiego sąsiada. – Polegała
ona na niemożliwej do tolerowania skłonności do "zapominania" o niemieckich
zbrodniach, aby nie "urazić" Niemców. To nie była dyplomacja, a tchórzostwo.
Dzisiaj niektórzy przedstawiciele narodu, którzy w czasach wojny planowali
starcie Polski z mapy i fizyczną eksterminację jej mieszkańców, w zamian wmawiają
nam,
że to oni byli ofiarą – zaznacza prof. Nowak.
Wcześniej również "Der Spiegel" donosił o innym zbrodniarzu wojennym,
który zasiadał we władzach Związku Wypędzonych – Theodorze Oberlaenderze. Otrzymał
on z rąk ówczesnego przewodniczącego ziomków Herberta Czai w 1994 r. wysokiej
rangi wyróżnienie. Oberlaender pracował jako szef jednego z oddziałów NSDAP i
był nawet szefem SA (bojówki NSDAP). Po wojnie w 1950 r. został natomiast pełnomocnikiem
rządu do spraw "wypędzonych". W latach 1951-1955 należał do ścisłych
władz BdV.
Nazistowską przeszłość ma również były (w latach 1952-1966) rzecznik prasowy
Ziomkostwa Prus Wschodnich Alfred Gille. Prócz tego, że piastował on funkcję
burmistrza Giżycka w latach 1928-1945, był także w Prusach Wschodnich aktywnym
członkiem NSDAP.
Następny na liście to Otto Ulitz – wieloletni rzecznik Ziomkostw Śląskich,
który za swój udział w znanej prowokacyjnej napaści na radiostację w Gliwicach
został
odznaczony "Złotym Krzyżem" przez władze NSDAP. Inny członek byłych
władz Związku Wypędzonych powiązany z nazistami to rzecznik Niemców Sudeckich
w latach 1968-1982 Walter Becher, który współtworzył nazistowskie pismo. Podobnie
było w przypadku byłego wieloletniego wiceprzewodniczącego BdV i późniejszego
wieloletniego honorowego przewodniczącego związku w Hesji Rudolfa Wollnera,
który w roku 1941 jako ochotnik wstąpił do znanej z okrucieństwa esesmańskiej
jednostki
Waffen-SS.
Jednak próżno by szukać na stronach internetowych Związku Wypędzonych jakichkolwiek
informacji na temat wymienianych wyżej nazwisk. Jedynie w archiwalnych i historycznych
tekstach (niezwiązanych z ziomkami) można znaleźć dane o ciemnej nazistowskiej
historii wielu członków władz BdV.
Osoby takie mogły mieć wpływ na nadanie rewizjonistycznego charakteru tej organizacji,
czyniąc z niej nieformalny organ propagandowy byłych nazistów. Do dzisiaj w
skład Związku Wypędzonych wchodzi wiele organizacji, które nie kryją swoich
rewizjonistycznych
poglądów. Należy do nich między innymi związek ziomków z Gdańska, którzy przy
jakiejkolwiek okazji wzywają do oderwania Gdańska od Polski. Dokonali tego
podczas otwartej przez Erikę Steinbach w ubiegłym tygodniu w Berlinie wystawy
o przesiedleniach.
Na ich transparentach można przeczytać takie hasła, jak: "Żądamy zakończenia
okupacji Gdańska przez władze polskie", "Oddajcie nam Gdańsk" lub
też "Gdańsk zawsze niemiecki".
Obecna szefowa Związku Wypędzonych Erika Steinbach pytana, czy wiedziała o
przeszłości wielu swoich członków, odpowiedziała, że związek i ona osobiście
nie mają sobie
nic do zarzucenia. Tłumaczyła też, że trzeba inaczej traktować szeregowych
członków jakiejś organizacji niż tych, którzy piastowali w niej ważne funkcje,
i to dopiero
uniemożliwiłoby – jej zdaniem – członkostwo w innej organizacji. Przekonywała
też, że kierowany przez nią związek nie może dokładnie sprawdzać historii swych
członków, ponieważ "to kosztuje pieniądze, których nie mamy".
Waldemar Maszewski, Hamburg
Ordynarne fałszowanie historii
Z prof. Jerzym Robertem Nowakiem rozmawia Waldemar Moszkowski
Erika Steinbach twierdzi, że należy odróżnić, czy ktoś zasiadający we władzach
Związku Wypędzonych był kiedyś zwykłym szeregowym członkiem Einsatzgruppen,
czy też piastował w niej jakieś funkcje. Czy w przypadku formacji, które na
terenach opanowanych przez Wehrmacht zajmowały się eksterminacją miejscowych
elit Żydów, walką z partyzantami oraz przejmowaniem archiwów, godzi się mówić
o jakimkolwiek usprawiedliwieniu?
– Jest to kolejny krok pani Steinbach na drodze zafałszowania historii, i to
w ordynarny sposób. Sugerowanie, że należy traktować z pobłażaniem zwykłych
członków Einsatzgruppen, czyli niemieckich mobilnych jednostek specjalnych,
w odróżnieniu od tych, którzy zajmowali w nich funkcje, jest absolutną manipulacją.
Einsatzgruppen były organizacją zbrodniczą, a ich członkowie zajmowali się
mordowaniem osób niewygodnych dla Niemców na terenach przez nich okupowanych.
Tworzyli oni w całości tę zbrodniczą organizację i tak należy ich traktować.
Dlatego nie ma żadnego usprawiedliwienia dla tego typu działań, także w odniesieniu
do szeregowych członków Einsatzgruppen.
Szefowa Związku Wypędzonych tłumaczy, że nie ma pieniędzy na sprawdzanie wojennych
życiorysów członków jej organizacji…
– Fakt, że pani Steinbach gotowa jest przymykać oko na zwiększanie liczebności
swojej organizacji w oparciu o członków zbrodniczej Einsatzgruppen, mówi sam
za siebie. Dowodzi też, że powinniśmy w o wiele większym stopniu niż dotychczas
skończyć z lansowanym od lat mitem całkowitego pojednania między Polską a Niemcami,
polegającym na kompletnym lekceważeniu faktów historycznych. Musimy przypominać
jak najszerzej o zbrodniach popełnionych przez Niemców na Polakach i innych
narodach. Nie wolno dopuścić do dalszego tolerowania zacierania historii czy
przepisywania jej na nowo.
Dziękuję za rozmowę.
