W pogoni za sensacją „Rzeczpospolita” zapędza się w absurdy: Pytałem, czy rozumie, a napisał, jakby nie

Samoobrona zamawia reklamy w "Naszym Dzienniku". Dotarcie do tak "sensacyjnej" informacji
zapewne kosztowało dziennikarza "Rzeczpospolitej" dużo czasu i pracy.
Za najbardziej "sensacyjny" uznać należy zapewne fakt, że w "Naszym
Dzienniku" czy Telewizji Trwam można w ogóle wykupić reklamę, i to za "bajońską" kwotę
– 25 tys. zł! Czyżby żurnaliście nie przyszło do głowy sprawdzić, ile kosztuje
ogłoszenie płatne, dajmy na to, w jego gazecie? Wyjaśniamy: "Rzeczpospolita" za
jeden moduł w kolorze na 1 stronie (1 ogłoszenie nad winietą) każe sobie płacić
– bagatela – 133 tys. zł. Oczywiście netto.

Sprawozdanie finansowe partii politycznej nie jest tajnym dokumentem. Tak
czy inaczej, rządki "beneficjentów" partyjnych pieniędzy i przekazanych
im sum nie oznaczają ich finansowania przez ugrupowanie polityczne. W przypadku
sensacyjnych informacji o przekazywaniu przez Samoobronę pieniędzy spółkom
Lux Veritatis (właściciel koncesji TV Trwam) czy Spes (wydawca "Naszego
Dziennika"), chodzi wyłącznie o zapłatę za ogłoszenia wyborcze. Podanie
tego w otoczce sensacji każe tylko czekać na kolejne odkrycie, gdy autorzy "dotrą" do
sprawozdań wyborczych Prawa i Sprawiedliwości czy Ligi Polskich Rodzin. Z pewnością
w oparciu o te dane powstanie tekst o finansowaniu "imperium Ojca Rydzyka" z
pieniędzy partyjnych. Tylko dlatego że Samoobrona większość reklam zamawiała
w innych gazetach za pośrednictwem spółki medialnej, w jej sprawozdaniach nie
znajdziemy firmy Presspublica, wydawcy "Rzeczpospolitej". Ale czy
to oznacza, że Samoobrona finansuje tę gazetę? Czy tylko – jak pisze autor
artykułu – "prawdopodobnie" zapłatę za przedwyborczą reklamę?
W tok rozumowania gazety szybko wpisał się m.in. TVN 24, pytając Janusza Maksymiuka, "jak
to jest z tą hojnością Samoobrony".
– Pan redaktor Stankiewicz, którego znam i który nie wygląda na idiotę, popełnił
coś takiego, co kwalifikuje go – w mojej ocenie – jako człowieka, który działał
na zapotrzebowanie – uważa dyrektor biura krajowego Samoobrony.
Dziennikarz TVN 24 dopytywał, jakież to ogłoszenie dla Fundacji Lux Veritatis
mogło kosztować Samoobronę aż… 25 tys. zł. Po pierwsze, trudno dziwić się
Maksymiukowi, że nie pamięta, skoro w kampanii wyborczej partia zamawiała pewnie
setki podobnych reklam w wielu tytułach prasowych. Po drugie, trudno zrozumieć
zdziwienie redaktora, gdy porównać gazetowe i telewizyjne cenniki reklam.
Maksymiuk jest jednym z bohaterów publikacji. W sprawozdaniu finansowym widnieje
wpłata 4 tys. zł na konto kancelarii komorniczej, która windykuje jego należności,
a o których pisała już prasa.
– Samoobrona nie spłaca moich długów, byłem etatowym pracownikiem, mam zobowiązania
i to jest potrącane z mojej pensji – tłumaczy Maksymiuk.
– Wyraźnie tłumaczyłem to dziennikarzowi, pytałem, czy zrozumiał. Mówił, że
tak, a napisał, jakby nie zrozumiał – dodaje.

Mikołaj Wójcik

drukuj