Ziemia lekko odłożona

Rząd odwleka decyzję w sprawie nowelizacji ustawy, która ma umożliwić szybszą sprzedaż w ręce rolników państwowej ziemi, ale – jak zapewnił premier Donald Tusk – „jeszcze jesienią projekt zostanie przyjęty przez rząd”, a potem skierowany do prac w Sejmie. Głównym problemem do rozwikłania jest kwestia rozwiązania umów z dotychczasowymi dzierżawcami. Na ustawę czekają rolnicy, którzy tylko w ten sposób mogą powiększyć swoje rodzinne gospodarstwa.

Projekt ustawy przygotowany w ministerstwie rolnictwa już od kilku tygodni czeka na rozpatrzenie przez rząd. Do tej pory nie zyskał on jednak jeszcze aprobaty Komitetu Stałego Rady Ministrów, głównie z powodu wątpliwości prawnych podnoszonych przez prawników z kancelarii premiera.
Szef rządu wyjaśniał, że podstawowym problemem jest rozstrzygnięcie kwestii, jak ustawa ma traktować dotychczasowych dzierżawców. – Czy zastosować jakiś system preferencji dla tych, którzy tę ziemię użytkują – mówił Donald Tusk, przyznając jednocześnie, iż taka decyzja ma zresztą nie tyle prawny, co polityczny charakter. Podobnie zresztą uważają także politycy z koalicyjnego PSL. Dlatego niedługo ma dojść do spotkania „na wysokim koalicyjnym szczeblu”, podczas którego mają zapaść ustalenia odnośnie do dalszego kierunku prac nad nowelizacją ustawy.
Przypomnijmy, że resort rolnictwa zaproponował, aby odgórnie odebrać dzierżawcom 30 proc. ziemi przez nich użytkowanej na rzecz rolników, którzy chcieliby powiększyć swoje rodzinne gospodarstwa lub chcieliby od podstaw zająć się uprawą ziemi i hodowlą zwierząt. Dodatkowo dzierżawcom wypłacano by odszkodowania z budżetu państwa za „trwałe inwestycje” (np. budynki), które poczynili na użytkowanych gruntach. Stowarzyszenia dzierżawców są gotowe na taki układ z rządem, ale decyzji wciąż nie ma.
Ale to nie jedyny prawny problem związany ze zbyciem państwowej ziemi. Ponad pół miliona hektarów gruntów po dawnych państwowych gospodarstwach rolnych jest objętych postępowaniem reprywatyzacyjnym – o ich zwrot wystąpili dawni właściciele lub ich spadkobiercy. Dlatego dyrektorzy oddziałów terenowych Agencji Nieruchomości Rolnych konsekwentnie odmawiają ich sprzedaży, ponieważ zabrania tego prawo. Dopiero uregulowanie stanu prawnego pozwoliłoby na zbycie ziemi. Jednak rozstrzyganie spraw reprywatyzacyjnych przez sądy trwałoby bardzo długo (nie ma wciąż także ustawy reprywatyzacyjnej). Resort rolnictwa chciałby, aby te kwestie rozstrzygała także wspomniana ustawa. Minister rolnictwa Marek Sawicki wielokrotnie mówił, że jest zwolennikiem wypłacania byłym właścicielom odszkodowań finansowych, a nie oddawania ziemi w naturze. Stowarzyszenia grupujące dawnych ziemian nie do końca są z tego zadowolone, obawiając się, że rekompensaty wypłacane przez rząd będą zbyt niskie. – Ziemia, o której zwrot po ojcu stara się nasza rodzina, jest położona w potencjalnie atrakcyjnym miejscu i jej wartość w przyszłości może być bardzo duża. A rząd zapewne wypłaci nam niskie odszkodowanie, stanowiące ledwie ułamek wartości gruntu – mówi nam pani Zofia, córka jednego z dawnych właścicieli ziemskich na Kujawach. Prosi, aby nie podawać jej nazwiska, bo sprawa reprywatyzacyjna jest jeszcze w toku.
Przypomnijmy, że ministerstwo rolnictwa chciałoby szybko załatwić sprawę ziemi będącej w zasobach ANR, aby jak najwięcej trafiło jej w ręce rolników, bo już po 2016 roku grunty rolne będą mogli bez przeszkód kupować obcokrajowcy z krajów UE. Oni zaś dysponują z reguły większymi pieniędzmi niż nasi obywatele, więc z łatwością wygrywaliby licytacje z polskimi rolnikami. Nie bez znaczenia jest także fakt, że państwowe grunty mają dużą wartość. Biorąc nawet pod uwagę to, że rolnikom przy zakupie gruntów od ANR przysługiwałyby bonifikaty, budżet mógłby na tym sporo zarobić. – Wpływy ze sprzedaży wyniosą 30 mld zł – mówił wicepremier Waldemar Pawlak. Dla Skarbu Państwa ma to istotne znaczenie.


Krzysztof Losz

Agencja Nieruchomości Rolnych (wcześniej działająca pod nazwą Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa) przejęła po upadłych państwowych gospodarstwach rolnych prawie 5 mln hektarów ziemi, głównie w Polsce Zachodniej i Północnej. Do tej pory sprzedała lub nieodpłatnie przekazała rolnikom lub samorządom ponad połowę gruntów. W zasobach ANR jest jeszcze wedle oficjalnych danych 2,3 mln hektarów (1,8 mln ha jest dzierżawione, a do sprzedaży przeznaczono ponad 300 tys. ha).

drukuj