Żeby Telewizja Polska była polska

TVP ma nowy zarząd powołany na dokończenie obecnej kadencji i na nową, czteroletnią. Spośród czterech członków tego gremium dwie osoby uchodzą za protegowanych SLD, dwie inne – PiS. Prezesem telewizji publicznej został Romuald Orzeł kojarzony z tym ostatnim ugrupowaniem.

Partia braci Kaczyńskich wciąż pretenduje do reprezentowania dużego odłamu polskiej opinii publicznej, dla którego moralność chrześcijańska i cała klasyczna kultura w Polsce są kwestią priorytetową. Rzeczą naturalną jest więc dyskusja nad oczekiwaniami katolickiej opinii publicznej w stosunku do TVP pod nowym kierownictwem. Priorytetami wydają się postulaty dotyczące rozumienia misji telewizji publicznej, sposobu zarządzania nią oraz pewnych aspektów procesu cyfryzacji.

Pierwszorzędnym celem Telewizji Polskiej jest realizowanie misji mediów publicznych. Nowy prezes nie obawia się definiować jej w klasyczny sposób. W wywiadzie dla patronującej relatywistom „Gazety Wyborczej”, odnosząc się do programów informacyjnych, stwierdza, że „informacja ma być prawdziwa, nawet jeśli będzie dla kogoś niewygodna”. W innej rozmowie („Nasz Dziennik”, 21.12.2009) akcentuje konieczność prezentowania adekwatnego spektrum opinii i ukazywania braków polskiego świata mediów w tym zakresie. Podkreśla też, że zadaniem telewizji publicznej jest uwzględnianie tych aspektów szeroko rozumianej kultury narodowej, które nie mają waloru komercyjnego (teatr, reportaż, programy edukacyjne). Podnosi wreszcie kwestię wysokiej jakości produkcji telewizyjnej. Prawdziwe, wszechstronne tematycznie i doskonałe formalnie komunikowanie społeczne jest istotą misji mediów. Oby właśnie według tego klucza przebiegały prace nowego zarządu TVP.

Niestety, inne wypowiedzi Orła mogą nasuwać wątpliwości co do konsekwencji przy realizacji tego wyzwania. Odnosząc się do sposobu kształtowania programu, prezes TVP stwierdza: „będą decydować: jakość, jakość i jeszcze raz jakość. Nie może być tak, że w pasmach, w których możemy zarabiać, nie będziemy tego robić” („Dziennik Gazeta Prawna”). Telewizja zarabia na rozrywce. Można mieć zatem obawy, że programom niekomercyjnym pozostanie rola wypełniacza czasu antenowego, którym nie są zainteresowani reklamodawcy. Jeżeli jedyną miarą jakości programów miałby być bezpośredni wynik finansowy, to nie możemy liczyć na ofiarne realizowanie ambitnego planu budowania publicznej komunikacji i uwzględniania w przekazie autentycznej kultury narodowej.

Skądinąd intensywna troska o kondycję finansową TVP wydaje się pierwszorzędnym obowiązkiem jej włodarzy. Wielomilionowy majątek, udziały w rynku telewizyjnym, a przede wszystkim wieloletni dorobek kulturalny odzwierciedlony na nośnikach filmowych to wielkie dobro narodowe, które nie może być trwonione. Dlatego losy TVP opinia katolicka powinna śledzić z równym zajęciem jak losy przemysłu stoczniowego czy energetycznego.

Tymczasem postępowanie w tym zakresie polityków wszystkich dużych partii budzi poważne zastrzeżenia. Platforma Obywatelska, kwestionując abonament, osłabiła pozycję nadawców publicznych. Stara się to robić także innymi sposobami. Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz wpisuje się w plan Tuska sprowadzający się do „zagłodzenia” mediów publicznych poprzez zwiększenie opłaty za użytkowanie wieczyste gruntów należących do Skarbu Państwa. Radio ma z tego tytułu zapłacić już nie 90 tys. zł, ale aż 2,7 mln zł, koszty TVP z tego samego tytułu wzrosnąć mają z 2 do 10,4 mln złotych.

Kilkakrotnie obracająca się w ostatnim czasie karuzela personalna TVP także przyniosła wymierne straty finansowe, które NIK oszacowała na 150 mln złotych. Obecna koalicja medialna PiS i SLD już z natury jest sprzeczna z troską o narodowe dobro, jakim jest telewizja publiczna. Umożliwia bowiem nie tylko ideowe oddziaływanie lewicy, ale także szerzej dopuszcza do środków publicznych poprzednio nieco odsunięte postnomenklaturowe biznesy. Innym równie szkodliwym efektem współpracy Kaczyńskich z postkomunistami jest przenoszenie rozgrywek wewnątrz tej koalicji na sposób działania TVP. Nowy prezes telewizji relatywizuje wiadomość o politycznym podziale anten. Jest on jednak faktem, który owocuje konkurencją między telewizyjną Jedynką a Dwójką o widzów w czasie największej oglądalności (tzw. prime time). Ta ostatnia rozpoczęła emisję chętnie oglądanych przez Polaków kabaretów w czasie nadawania Wiadomości. Przedmiotem gry stała się także TVP Info. PiS oddało ją pierwotnie w orbitę wpływów SLD, ale obecnie usiłuje oddziaływać na kanał informacyjny TVP przy zatwierdzaniu ramówki. Rozgrywki tego rodzaju prowadzić będą do dalszego osłabienia telewizji publicznej w stosunku do komercyjnej konkurencji. Tymczasem przy malejącym abonamencie TVP potrzebuje wzrostu przychodów z reklam.

Kolejnym, może najważniejszym w perspektywie dalszej przyszłości zadaniem, które stoi przed nowym zarządem, jest wyjaśnienie roli, jaką TVP chce odegrać w procesie cyfryzacji telewizji. Ekspansywne rozwiązanie zaproponowane przez Piotra Farfała zostało zniweczone. Doprowadził on do uruchomienia bezpłatnej satelitarnej platformy telewizji cyfrowej na konkurencyjnym wobec użytkowanego przez TVN i Polsat satelicie. Czym naprawdę motywowana była decyzja o błyskawicznym wycofaniu się z tego projektu? Chronionym tajemnicą handlową porozumieniem między TVP i nadawcami komercyjnymi, o którym pisaliśmy rok temu w „Naszym Dzienniku”?

Jedyną aktywnością obecnej koalicji medialnej w zakresie cyfryzacji jest opóźnianie działań dotyczących cyfrowej telewizji naziemnej oraz zwiększanie żądań co do kształtu przyszłych multipleksów. W mojej ocenie, jest to zgoda na ostateczne oddanie rynku satelitarnego telewizjom komercyjnym i pozostanie telewizji publicznej w socjalnej niszy telewizji naziemnej. Niweczy się przy tym szansę na naturalną synergię nadawcy społecznego i publicznego, satelitarna platforma TVP nadawała bowiem na tym samym satelicie, z którego korzystamy jako widzowie Telewizji Trwam. Odsuwa się też perspektywa normalizacji rynku telewizyjnego, który ukształtował się w niechlubnym okresie pookrągłostołowym. Tylko władztwo publiczne nad silną TVP otwierałoby (raczej w przyszłości niż obecnie) możliwość dopuszczenia opinii katolickiej (także politycznego nurtu konsekwentnie narodowokonserwatywnego) do pełnego głosu w debacie publicznej.

W świetle powyższych analiz wydaje się, że katolicka opinia publiczna powinna weryfikować deklaracje prezesa Orła dotyczące misji telewizji. Nakazem sumienia jest również sprzeciwianie się działaniom medialnej koalicji prowadzącym do marnotrawienia potencjału TVP. Część polskiej opinii publicznej, dla której etyka i cała klasyczna kultura Polska jest priorytetem, powinna także śledzić rozwój procesu cyfryzacji telewizji. Zabiegając o uniknięcie tzw. wykluczenia cyfrowego, ma słuszne prawo oczekiwać wsparcia nowego prezesa telewizji publicznej.


Radosław Brzózka, Instytut Edukacji Narodowej

Autor w latach 2004-2008 był członkiem Rady Programowej TVP Lublin i Rady Programowej Radia Lublin.

drukuj