Zachód nie widzi, co się dzieje na Ukrainie

Rodziny uwięzionych polityków opozycyjnych protestują przeciwko bezprawiu
władz. Twierdzą, że tak samo jak w okresie komunistycznego reżimu sowieckiego
władze ukraińskie prześladują ludzi inaczej myślących. Jednak za ZSRS dysydenci
sowieccy byli przynajmniej wspierani przez Zachód. Teraz – żalą się bliscy
prześladowanych – Europa widzi tylko wojnę władz z opozycją na Białorusi i w
Rosji, a bezprawie na Ukrainie jest ignorowane.

Iryna Łucenko, żona Jurija Łucenki, uwięzionego byłego ministra spraw
wewnętrznych w rządzie "pomarańczowych", w akcie desperacji zaapelowała do ludzi
dobrej woli na świecie, aby obronili przed prześladowaniami politycznymi jej
męża, któremu grozi 15 lat więzienia. Łucenko jest oskarżany przez reżim, że
przeszkadzał w prowadzeniu śledztwa w sprawie otrucia byłego prezydenta Wiktora
Juszczenki. Iryna Łucenko w związku z tym zaapelowała także do Juszczenki o
wsparcie jej męża, czego jak do tej pory były prezydent nie uczynił. Łucenko
powiedziała, że nie wyobraża sobie, jak były prezydent może szykować się do
świętowania Nowego Roku i prawosławnego Bożego Narodzenia, "wycierając z kurzu
ikony i pijąc bez żadnych wyrzutów sumienia herbatę z miodem". – Będzie
świętowanie w kręgu jedynej rodziny na Ukrainie, która Pana kocha. Wszystkie
inne rodziny, które wspierały Pana w 2004 roku podczas "pomarańczowej
rewolucji", będą Pana przeklinać. A rodzina Łucenko w pierwszej kolejności, jako
największego kłamcę, zdrajcę i tchórza. Dlatego że Pan zdradził nie tylko mojego
męża, ale cały naród ukraiński! – oświadczyła w noworocznym apelu do Wiktora
Juszczenki Iryna Łucenko. Nawet najbliższa współpracowniczka Juszczenki Iryna
Heraszczenko jest zaskoczona tym, że były prezydent milczy w sprawie zarzutów
wobec Jurija Łucenki. Opozycja podkreśla, że przypadek byłego ministra spraw
wewnętrznych nie jest odosobniony. Cały czas widmo procesu za rzekome
przekroczenia uprawnień wisi niczym miecz Damoklesa nad głową byłej premier
Julii Tymoszenko. Ponadto jest coraz więcej przypadków nękania działaczy partii
opozycyjnych w różnych miastach, co odbywa się także przy pomocy służb
specjalnych. Łamana jest również wolność słowa, a przeciwnikom władz nie sprzyja
także korupcja w wymiarze sprawiedliwości i silne uzależnienie sądów od władz.
Opozycja na Ukrainie skarży się, że Zachód nie widzi tych problemów i ignoruje
to, co dzieje się nad Dnieprem. Dlatego pewnym zaskoczeniem mogło być to, że w
obronie ukraińskiej demokracji wystąpiły jednak amerykańskie władze, które
wyraziły swoje zaniepokojenie aresztowaniem członków opozycji na Ukrainie. W
apelu skierowanym wczoraj do ukraińskiego rządu podkreślono, że aresztowanie
polityków w ramach akcji antykorupcyjnej odbywa się wybiórczo. Rząd USA
zaznacza, że chociaż korupcja na Ukrainie jest powszechna, to tylko politycy
"pomarańczowi" trafiają do aresztów śledczych. "Z korupcją trzeba walczyć, ale
działanie organów sprawiedliwości nie powinno być wybiórcze i motywowane
politycznie" – oświadczono w apelu rozpowszechnionym na Ukrainie przez służbę
prasową ambasady USA w Kijowie. Waszyngton wyraził także swoje zaniepokojenie
działaniami państwa wobec Julii Tymoszenko. Te negatywne zjawiska spowodowały,
że w rankingu demokracji za 2010 rok (Democracy Indeks 2010) Ukraina zajęła 67.
miejsce na świecie, spadając o 14 punktów w dół w porównaniu z 2009 rokiem (53.
miejsce). Autorzy badań uważają, że demokratyczne osiągnięcia wywołane
"pomarańczową rewolucją" są teraz poważnie zagrożone. Na Ukrainie odbywa się
największy regres demokracji ze wszystkich krajów kontynentu europejskiego. Jest
ona obecnie w szeregu takich krajów, jak: Etiopia, Egipt, Iran, Madagaskar i
Fidżi, które mają poważne problemy z demokratycznym rozwojem. Nawet wśród krajów
b. ZSRS Ukraina wypada najgorzej, a w tym zestawieniu wyprzedziła ją nawet
Mołdowa – stwierdza Democracy Indeks 2010. Najgorsze wyniki Ukraina ma w
zakresie funkcjonowania administracji rządowej, organizacji wyborów, a także w
kulturze politycznej.

Eugeniusz Tuzow-Lubański, Kijów

drukuj