Wzrost gospodarczy czy euro?
Rząd będzie musiał ciąć wydatki, żeby szybko wejść do strefy euro
Minister finansów Jacek Rostowski zapowiedział, iż wierzy, że euro uda się w Polsce przyjąć w 2012 roku. W jego ocenie, przystąpienie do unii walutowej może przynieść naszej gospodarce wiele dobrego, zwłaszcza w czasach kryzysu. Inaczej na sprawę patrzy opozycja z Prawa i Sprawiedliwości. Według PiS, w obliczu kryzysu finansowego powinniśmy skoncentrować się przede wszystkim na ratowaniu gospodarki, a próba szybkiego wypełnienia kryteriów wejścia do strefy euro oznaczać może dla nas wzrost bezrobocia, cięcia wydatków i w konsekwencji zahamowanie wzrostu gospodarczego.
Rząd cały czas upiera się, aby Polska przyjęła euro już 1 stycznia 2012 roku. – Zwieńczy to przynależność Polski do Europy Zachodniej, czyli tam, gdzie są nasze cywilizacyjne i religijne korzenie – mówił w Sejmie minister finansów Jacek Rostowski. Zapowiedział również – co można przyjąć z olbrzymim zdziwieniem ze względu na prowadzoną dotychczas przez ekipę Donalda Tuska propagandę – iż Polacy zasługują na rzetelną debatę w sprawie wejścia do strefy euro, a nie na demagogię. Na zapowiedziach jednak się skończyło.
Minister Rostowski przedstawił posłom krótki referat o tym, jak nam będzie dobrze, gdy będziemy w Polsce płacić euro. Referat o euro był krótki, gdyż Rostowski postanowił jednak skupić się w swoim przemówieniu na Prawie i Sprawiedliwości. W efekcie chyba więcej razy padło z jego ust: „PiS” niż słowo „euro”. Oskarżał „rząd Kaczyńskiego”, iż zmarnował szanse na wejście do strefy euro, a PiS swoimi propozycjami i działaniami chce naruszyć bezpieczeństwo naszych finansów. Rostowski przekonywał, że zamiana złotego na euro to same dobre rzeczy: polska gospodarka otrzyma stabilizację, nie będzie ryzyka kursowego, a Polacy będą mieli dostęp do tanich kredytów, zaś w ciągu 20 lat przyjęcie euro „może spowodować”, że produkt krajowy brutto wzrośnie nam ekstra o 8 procent.
Według ministra finansów, po wejściu do strefy euro Polacy nie stracą części dochodów, a przez pół roku przed wymianą waluty i kilka lat po ceny w Polsce będą, dla porównania, podawane zarówno w euro, jak i w złotych.
O tym, iż oprócz szans dla naszej gospodarki po wprowadzeniu euro, które dla Rostowskiego zdają się być pewnikiem, istnieją również zagrożenia, wspomniał dopiero, dla porządku, przemawiający w imieniu PO Zbigniew Chlebowski, mówiąc o „braku możliwości wykorzystywania stóp procentowych NBP i kursu walutowego jako narzędzi polityki gospodarczej, które służą do stabilizowania inflacji i wzrostu gospodarczego”. – To jest poważne zagrożenie – mówił szef klubu PO, przekonując jednocześnie, że przyjęcie euro umocni pozycję Polski w Unii Europejskiej. Dopiero w serii pytań do Rostowskiego posłowie zwracali uwagę, że doświadczani kryzysem Irlandczycy są na tyle zdesperowani, iż zaczynają się pojawiać głosy o wyjściu ze strefy euro. Irlandia nie jest bowiem w stanie zastosować narzędzi polityki pieniężnej, aby ratować swoją gospodarkę, gdyż o wszystkim decyduje teraz „nowy bank centralny Irlandii” – znajdujący się we Frankfurcie Europejski Bank Centralny.
Jerzy Polaczek (Polska XXI) zaapelował do rządu, aby oszacował skutki systemowe planowanego wejścia do strefy euro, przypominając, że Wielka Brytania aktualnie analizuje szanse i zagrożenia przyjęcia eurowaluty. Do tej pory Brytyjczycy twierdzili, że pozbycie się funta jest dla nich nieopłacalne.
Na sali sejmowej trudno było jednak znaleźć posłów, którzy nie byliby przychylnie nastawieni na przyjęcie w Polsce euro z dniem 1 stycznia 2012 roku, chyba że byli to posłowie PiS. – Prawo i Sprawiedliwość nie jest zwolennikiem szybkiego wejścia Polski do strefy euro. Uważamy, że należy skupić się przede wszystkim na ratowaniu gospodarki. Wejście do strefy euro będzie korzystne wówczas, gdy polska gospodarka osiągnie poziom rozwoju, fazę cyklu koniunkturalnego bardziej zbliżoną do krajów strefy euro – tłumaczyła stanowisko PiS wiceprezes tej partii Aleksandra Natalli-Świat. W jej ocenie, jeśli będziemy koncentrować się na spełnieniu warunków szybkiego wejścia do strefy euro zamiast na przeciwdziałaniu spadku tempa wzrostu PKB, grozi nam znaczny wzrost bezrobocia. – Czy dążenie do jak najszybszego wejścia do strefy euro jest dziś najważniejsze, czy będzie to pomagać, czy wręcz przeciwnie – przeszkadzać przeciwdziałaniu skutkom kryzysu światowego – pytała Natalli-Świat. Minister Rostowski mówił, iż wbrew obiegowym opiniom ceny w krajach, które wprowadziły euro, wcale znacznie nie wzrosły, gdyż nie odnotowano znacznego skoku inflacji. Natalli-Świat zwróciła jednak uwagę, iż wzrost cen dotyczył przede wszystkim artykułów najczęściej kupowanych, np. żywności, co ma największe znaczenie dla budżetów domowych rodzin najuboższych.
Według PiS, aby utrzymać zaplanowaną przez rząd wielkość deficytu, trzeba będzie ciąć wydatki. To doprowadzi do ograniczania wydatków publicznych, szczególnie tych przeznaczonych na inwestycje, co negatywnie przełoży się na tempo wzrostu gospodarczego w 2009 roku, ale także w przyszłości.
Artur Kowalski
