Wypowiedź red. Jana Pospieszalskiego, publicysty, autora programów radiowych i telewizyjnych podczas wysłuchania publicznego w Brukseli ws. dyskryminacji TV Trwam

Zabierając głos, jako jeden z ostatnich mówców, zdawałem sobie sprawę, że większość tematów będzie już „wypłukanych”. Niemniej zasadą dziennikarską jest budowanie od szczegółu do ogółu. W wypowiedziach moich Szanownych Kolegów: Andrzeja Zybertowicza, Bronisława Wildsteina, Jacka Karnowskiego, Rafała Ziemkiewicza, było bardzo dużo uogólnień. Ja dołożę kilka szczegółowych kwestii. Będę mówił krótko, żeby Anita Gargas też mogła zabrać głos. Będzie mówiła o tym, jak szanowani są, albo nieszanowani dziennikarze, którzy musieli pożegnać się z telewizją publiczną.

 

 

Paradoksalnie należę do tych, którzy są zaprzeczeniem tej tezy bo jeszcze ciągle – do czwartku – mam serię programów w telewizji publicznej. Ale ze względu na Boże Ciało realizujemy już program stricte religijny. Potem zostaliśmy z redakcja wysłani na bardzo długie wakacje, z których nie wiadomo czy wrócimy, bo kontrakt od września nie został ze mną podpisany. Króciutko odniosę się do kilku rzeczy, żeby uzmysłowić kontekst sprawy tym, którzy jeszcze go nie bardzo rozumieją. Po stronie TV Trwam opowiedziało się wielu ludzi, którzy tej stacji nie oglądają. Jednak rozumieją, że dzieje się coś bardzo niedobrego. Świadczy to o tym, że nie jest to tylko kwestia TV Trwam. W szerszym kontekście, o którym mówił Rafał Ziemkiewicz i Jacek Karnowski, należy postrzegać taką rzecz, jak na przykład wytaczanie procesów dziennikarzom za wygłaszanie opinii.

Wszyscy obecni na sali dziennikarze z Wojciechem Reszczyńskim i Rafałem Ziemkiewiczem, byliśmy ofiarami swoistej przemocy sądowej. Wytaczano nam procesy z Art. 212 za wygłaszanie opinii, albo uwag do faktów historycznych. Chciałby także zwrócić uwagę na sytuację Krzysztofa Wyszkowskiego, który jest legendą opozycji. Dzisiaj w Polsce jest zmuszany do tego żeby wykupywać za kilkaset tysięcy złotych, czyli za kwoty porównywalnej do 100 tys. euro, płatne przeprosiny w największych stacjach telewizyjnych. Za co? Za to, że ujawnił fragment udokumentowanej, nigdy nie zakwestionowanej pracy naukowej mówiącej o tym, jak Lech Wałęsa był przez jakiś okres tajnym współpracownikiem aparatu represji PRL, a potem niszczył dokumenty, które o tym świadczyły.

Za takie stwierdzenie Krzysztof Wyszkowski, prawomocnym wyrokiem sądu jest zmuszany do tego, żeby wykupywać za ciężkie pieniądze takie ogłoszenia. Jak to działa prewencyjnie, ostrzegawczo na dziennikarzy, na debaty publiczne nie musze chyba mówić. Wszyscy tu obecni mieliśmy takie procesy i byliśmy zmuszani albo do upokarzającej ugody albo udawało się nieraz wygrywać takie procesy. Ale takich dziennikarzy w Polsce jest cała masa, całe środowisko Gazety Polskiej, Tomasz Sakiewicz, Dorota Kania, itd., mają po kilkanaście takich procesów. W momencie, kiedy istnieje taka rażąca asymetria w debacie publicznej i np. nie mamy możliwości wykrzyczeć, albo opowiedzieć o tej swojej historii w telewizji, jest to naprawdę bardzo poważny kłopot. To jest jeden z elementów i o tym trzeba pamiętać.

Rzecz druga, to jest przemoc finansowa, miękka przemoc finansowa, która jest możliwa dlatego – o czym mówił Wojciech Reszczyński – że biznes poukładany po transformacji, stał się swoistą emanacją tez reklamodawcy i poprzez wykupywanie reklam w mediach. Jest to swoista renta dla obozów władzy, albo dla tych mediów, które popierają ten obóz władzy. Kochani, w Polsce istnieje kilka tygodników opinii np. tygodnik Wprost, który ostatnio ma 70 tys. nakładu tygodniowego i Gazeta Polska, która ma 70 tys. sprzedaży. I Wprost i Gazeta Wyborcza idą łeb w łeb, przepraszam za kolokwializm. I teraz tygodnik Wprost, roczny dochód z reklam za rok 2011 zanotował na poziomie 120 mln. Zgadnijcie ile Gazeta Polska o porównywalnym nakładzie? 1 mln. To jest dysproporcja 120 krotna. Może mają gorszych marketingowców, może się źle starają, może powinni mieć mniej połowę, ale nie 120 razy.

O czym to świadczy? Świadczy o tym, że spółki Skarbu Państwa, które wykupują reklamy, np. duże koncerny finansowe, duże instytucje finansowe lokują swoje reklamy tam, gdzie będzie to mile widziane przez obóz władzy. Tam gdzie istnieje nurt antyestablishmentowy albo antysystemowy, albo dziennikarzy którzy patrzą na ręce władzy. Tam się reklam po prostu nie kupuje. To samo jest z tygodnikiem Uważam Rze. Porównywalny nakład z Newsweekiem, albo lepszy nawet, przekroczył nakładem sprzedanych egzemplarzy tygodniowo i Newsweek ma tygodniowo również 120 mln. rocznie dochodów z reklam, Uważam Rze, 18 mln. Może ta dysproporcja jest mniej rażąca, bo kolorowy papier itd. Ale w dalszym ciągu mamy do czynienia z jaskrawym przejawem niedyskryminacji tych tygodników. Oznacza to, że czytelnicy Gazety Polskiej, Naszego Dziennika, Gościa Niedzielnego, Uważam Rze nie traktowani są podmiotowo, jako target konsumencki. Co to oznacza, że oni nie kupują? Nie są konsumentami?

Na koniec jedna rzecz, bardzo istotna. Miałem powiedzieć o Ewie Stankiewicz, bo jej sprawa pokazuje nieprawdopodobną władzę interpretacji medialnej. Nie można było tego przemilczeć. W ciągu tygodnia na YouTube to 600 tys. ludzi obejrzało zdarzenie furiackiej napaści posła Niesiołowskiego na dziennikarkę podczas wykonywania pracy. Pod Sejmem relacjonowała protesty związkowców wobec krzywdzącej ustawy emerytalnej. Wszyscy widzieli furiacki atak posła, który jest szefem komisji obrony w Polskim Parlamencie, w Polskim Sejmie. Materiał ten zrobił furorę. W związku z tym media estabilischmentowe również to pokazały. Ale natychmiast ruszyła fala interpretacji, że to Ewa Stankiewicz zaatakowała posła Niesiołowskiego. Przykro mi o tym mówić, ale również uważanych za prawicowe tygodniki. Mówiono o szarpaninie, awanturze między Ewą Stankiewicz, a posłem Niesiołowskim. To tak jakby mówić o szarpaninie gestapowca z uciekającym partyzantem, prawda? To pokazuje, że nawet zdarzenie dla obozu władzy bardzo niekorzystne, może po tygodniu być zinterpretowane poprzez taką falę ogniową kłamstwa, albo narzucenia nieprawdziwej interpretacji tego zdarzenia.

Kochani, te masowe protesty w obronie TV Trwam, które zaangażowały bardzo aktywny żywioł społeczny, ujawniły zaangażowanych Polaków, którzy chcą zmian. Mało kto wie, że o. Tadeusz Rydzyk siedzący tutaj, jest współodpowiedzialny za bardzo szybki skok cywilizacyjny polskiej radiofonii w latach 90-tych. To target Jego radia sprawił, że Polska przeszła bezkolizyjnie na wyższą częstotliwość UKF-u, ponieważ pierwszy zaczął nadawać na wysokim UKF-ie. Wtedy wszystkie gospodarstwa domowe, w których dominował słuchacz Radia Maryja natychmiast kupiły nowe radia. W innych radiach wydawano na te kampanie społeczne gigantyczne środki z budżetu po to, żeby promować tą zmianę. Francja i inne kraje przechodząc na wysoki UKF z budżetu łożyły pieniądze, żeby zrobić kampanie społeczną. O. Tadeusz Rydzyk zrobił to tak. Dziękuję Padre.

Teraz mamy dokładnie taką samą historię z cyfryzacją. W Polsce są obecnie emitowane w czasie reklamowym spoty, które promują cyfryzację. Panie Dworak, naprawdę najprościej byłoby natychmiast dać koncesję TV Trwam. Cyfryzacja w Polsce odbyłaby się bez żadnych problemów. Słuchacze Radia Maryja, widownia TV Trwam są nieprawdopodobnie cennym aktywem obywatelskim polskiego społeczeństwa. Pokazali, że zależy im na modernizacji. Polska potrzebuje wielkiego skoku modernizacyjnego, który możemy zrobić tylko razem, nie dzieląc społeczeństwa, ale będąc wspólnotą. Dziękuję serdecznie.

red. Jan Pospieszalski

drukuj