Wszystkie asy w ręku Rosjan
Z Bogdanem Święczkowskim, byłym szefem Agencji Bezpieczeństwa
Wewnętrznego i prokuratorem Prokuratury Krajowej w stanie spoczynku,
rozmawia Mariusz Bober
Rosjanie dysponują bronią poległych
w katastrofie samolotu prezydenckiego funkcjonariuszy Biura Ochrony
Rządu, a nawet ich służbowymi środkami łączności – radiotelefonami. Czy
nie grozi to ujawnieniem rosyjskim służbom naszych informacji
niejawnych?
– Z uwagi na to, że nie ma śledztwa wspólnego, a na
terenie Federacji Rosyjskiej prowadzi je prokuratura rosyjska, to ona
jest dysponentem tych dowodów. Dlatego może, ale nie musi, przekazać je
stronie polskiej. Może więc okazać się, że nigdy ich nie odzyskamy, bo
strona rosyjska uzna, że są to dowody rzeczowe w ich śledztwie. Jest to
prosta konsekwencja tego, że nie powołano na początku wspólnego
polsko-rosyjskiego zespołu śledczego, co bardzo jasno wynika z przepisów
polskiego kodeksu postępowania karnego, art. 589b. Przypomnę, że 10
kwietnia br. biuro prasowe polskiego rządu wydało oświadczenie, z
którego wynika, iż prezydent Rosji „zapewnił, że śledztwo w sprawie
przyczyn katastrofy w Smoleńsku będzie prowadzone wspólnie przez
prokuratorów polskich i rosyjskich”. Stało się inaczej. W efekcie
polskie służby nie uczestniczyły w zabezpieczaniu materiału dowodowego, w
tym takiego sprzętu, jak broń czy telefony funkcjonariuszy. Dlatego to
Rosjanie będą decydowali o wszystkich dowodach w śledztwie. Tymczasem to
obie strony powinny mieć dostęp na równych prawach do kluczowych
materiałów w śledztwie.
Jakie mogą być konsekwencje faktu, że
Rosjanie dysponują tym sprzętem?
– Niestety, nie mam wiedzy,
jakim dokładnie sprzętem dysponowali funkcjonariusze BOR. To są sprawy
tajne. Zapewne ten sprzęt musiał gwarantować przekazywanie informacji
niejawnych. Gdyby było inaczej, oznaczałoby to, że funkcjonariusze Biura
Ochrony Rządu działali w sposób całkowicie nieprofesjonalny.
Jak
strona polska mogła zorganizować zabezpieczenie tych dowodów?
–
To zależy od tego, z jakimi konkretnie dowodami mamy do czynienia i w
jaki sposób posługiwano się tym sprzętem. Zależy to również od oceny,
jakie znaczenie ma ten sprzęt dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Jeśli
jasne jest, że nie mógł mieć wpływu na to tragiczne zdarzenie, należy
zwrócić go bezzwłocznie polskiemu właścicielowi. Jeśli natomiast
istnieje podejrzenie, że dany sprzęt mógł w jakiś sposób przyczynić się
do zdarzenia, wówczas jego przekazanie rosyjskim organom śledczym
powinno być dokonane przy zachowaniu pewnych zasad poufności. Jeśli
mieliśmy do czynienia z certyfikowanym sprzętem służącym do
przekazywania informacji niejawnych, należałoby go przekazać organom
śledczym w obecności polskich służb, które się nim posługiwały, oraz
przedstawicieli producenta tego sprzętu w celu zabezpieczenia poufności
danych niemających znaczenia dla śledztwa. A nawet gdyby ze względu na
dobro tego śledztwa należało odtajnić pewne poufne informacje, powinno
się to dokonać po uprzedzeniu strony polskiej, tak by zdążyła wprowadzić
odpowiednie zabezpieczenia zapobiegające utracie danych ważnych dla
bezpieczeństwa państwa.
Prawie 3 miesiące po katastrofie BOR
pyta prokuraturę, gdzie jest należący do Biura sprzęt. To znaczy, że nie
zadbał ani o jego zabezpieczenie, ani o zapobieżenie utracie tajemnic
państwowych?
– Jeśli te doniesienia są prawdziwe, oznaczałoby to
brak profesjonalizmu kierownictwa BOR. Przecież to funkcjonariusze tej
służby byli wśród pierwszych na miejscu katastrofy. Powinni więc
zabezpieczyć ten sprzęt albo przynajmniej dowiedzieć się, co się z nim
dzieje. Mogli to zrobić również funkcjonariusze innych polskich służb.
Można
to uznać za kompromitację szefostwa BOR?
– Jeśli wiarygodne są
te doniesienia, to można uznać, że kierownictwo BOR mogło działać w
sposób nieprofesjonalny.
Jakie mogą być konsekwencje braku
tych dowodów dla prowadzonego w Polsce śledztwa w sprawie katastrofy?
–
Efekty mogą być takie, że nigdy nie będziemy mieli pełnego materiału
dowodowego, przez co ostatecznie nie ustalimy przyczyn katastrofy.
Dziękuję
za rozmowę.
