Wrócimy do badania prywatyzacji
Mieliśmy do czynienia z pewnym imposybilizmem, niemożnością działania instytucji państwowych
Z posłem Adamem Hofmanem (PiS), przewodniczącym bankowej komisji śledczej, rozmawia Artur Kowalski
Jeszcze zanim komisja śledcza przyjęła sprawozdanie ze swoich prac, już pojawiły się głosy, że raport komisji to element kampanii wyborczej ze względu na wniosek do prokuratury w sprawie Marka Borowskiego, warszawskiej „jedynki” LiD.
– Raport nie ma charakteru wyborczego. Już znacznie wcześniej, zanim rozpisane zostały wybory, podczas posiedzeń komisji formułowaliśmy podobne wnioski. Nie można więc mówić o jakimś zaskoczeniu treścią raportu czy zmianą kierunku prac komisji. Nagle nie pojawiło się nic nowego. Po zapoznaniu się ze sprawą od początku wskazywaliśmy na odpowiedzialność Marka Borowskiego.
Poza tym kampania wyborcza nie może być immunitetem dla ludzi, którzy w niej startują. Komisja stwierdza jedynie suche fakty i jeśli uważa, że jest uzasadnienie ku temu, to występuje do prokuratury. Nie może być tak, że skoro mamy kampanię wyborczą, to stwierdzamy: „Oszczędzamy Borowskiego, bo on kandyduje”. Niech prokuratura osądzi, czy wszczynać postępowanie, a sąd, czy jest winny. Ale jeśli wyborcy chcą wybierać takiego polityka, to ich sprawa.
We wnioskach komisji do prokuratury są nazwiska ministrów finansów i innych urzędników tego resortu. O co właściwie te osoby mogą być podejrzewane? Czy o to, że na siłę, łamiąc procedury, sprzedały bank – bo może była wtedy taka presja i moda na prywatyzację, o niedbalstwo? Czy może o jakieś celowe działanie z własnych pobudek?
– Ten artykuł, z którego zawiadamiamy prokuraturę, dotyczy przestępstwa urzędniczego albo przestępstwa wynikającego z nadmiernego wykorzystywania swoich funkcji. Sytuacja wyglądała tak, że obowiązywała określona ustawa, w której wyraźnie zapisano, jak można było prywatyzować. A Bank Śląski został sprzedany poza tą ustawą, poza obowiązującym prawem. W związku z tym, co do intencji, to komisja tego nie rozstrzyga, ale co do skutków, możemy stwierdzić, że złamano prawo. O intencjach powinna rozstrzygnąć prokuratura. Skutki tych decyzji urzędniczych są jednak takie, że bank sprzedano źle i do tego złamano prawo. I to trzeba pokazać.
Jeżeli komisja stwierdziła, że akcje Banku Śląskiego zostały sprzedane niezgodnie z obowiązującymi przepisami, to uzasadnione jest pytanie, kto na tej nieprawnej sprzedaży zarobił.
– Kto zarobił wprost, nie wiadomo. Chociaż zapewne w ostatecznym rozrachunku inwestor, który nabył większość akcji Banku. Unieważniono bowiem przetarg na kupno akcji, a później sprzedano je bankowi ING. W związku z tym, gdyby sprzedano w przetargu, może uzyskano by lepszą cenę. Wiadomo jednak, kto stracił – Skarb Państwa, czyli Polacy.
Sprawę prywatyzacji Banku Śląskiego badała już jednak w przeszłości w jakimś stopniu zarówno NIK, jak i prokuratura i jakoś nikt w związku z tym nie poszedł siedzieć.
– NIK sprawę badała i uważam, że doszła do konkretnych wniosków. Ale prokuratura, która wnioski NIK miała realizować, zamiotła je pod dywan. W związku z tym komisja występuje, by prokurator, który wtedy zajmował się tą sprawą, został również sprawdzony. Naszym zdaniem, prokuratura jest także winna – nie tylko temu, że polskie przedsiębiorstwa sprzedawano niezgodnie z prawem, za niską cenę – nie wszczynając postępowań, nie badając spraw. Mieliśmy do czynienia – jak to mówi premier Jarosław Kaczyński – z pewnym imposybilizmem – pewną niemożnością działania instytucji państwowych takich jak prokuratura. W tej sytuacji widać jak na dłoni, że prokuratura nie zrobiła nic, by wyjaśnić prywatyzację Banku Śląskiego.
Możemy snuć domniemania, że mieliśmy do czynienia z próbą zatuszowania nieprawidłowości?
– Komisja nie może osądzać motywów, ale Polacy sami widzą, że często ci, którzy pomagali w tego typu akcjach, trafiali później do przedsiębiorstw i korporacji, które korzystały wcześniej z naruszeń prawa czy choćby z tej niby nieudolności urzędników. Prokurator nadzorujący tę sprawę odszedł później do prywatnego biznesu, nie pracuje już w prokuraturze.
Czy wątki, których rozpatrywanie bankowa komisja śledcza jedynie rozpoczęła, mogą być w jakimś stopniu podjęte przez Sejm kolejnej kadencji?
– Jeśli Prawo i Sprawiedliwość wygra wybory i będzie mieć większość, to na pewno nie odstąpi od badania prywatyzacji. Czy to w formie komisji śledczej, czy w innej. Na pewno jest wiele prywatyzacji, które trzeba rozliczyć, nie tylko samych banków, ale chociażby sprawa listy ponad 500 przedsiębiorstw, które znalazły się w Narodowych Funduszach Inwestycyjnych. To wszystko są sprawy, które chcemy i – mamy nadzieję – będziemy mogli w przyszłym Sejmie jeszcze poruszyć i wyjaśnić.
