Nigdy nie oddawali ciał
Z panią Rozalią Taraszkiewicz Otta, siostrą „Jastrzębia” i „Żelaznego”, członkinią Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego, rozmawia Adam Kruczek
Widziała Pani we Włodawie zwłoki swojego brata Edwarda. Czy ubecy nie mówili, co z nim zrobią?
– Było wiadomo, że nie zdradzą tej tajemnicy. Oni nigdy nie oddawali rodzinom ciał. Później słyszałam, jak między sobą rozmawiali, że zbadali, ile „Żelazny” miał mózgu itp. Czyli że jego zwłoki mogli zawieźć do akademii medycznej. Ale tego na pewno nie wiem. Mogli specjalnie tak kłamać.
Grób Leona Taraszkiewicza jest znany. Kiedy Pani dowiedziała się, gdzie spoczywa „Jastrząb”?
– Najpierw pytałam się chłopców od nas, ale oni mówili, że nie wiedzą, bo musieli się wycofać, a rannym Leonem zajął się Janusz Tracz ps. „Kłos” wraz z ludźmi z obwodu radzyńskiego. I to oni go pochowali. Próbowałam pytać się o „Kłosa” i „Trutnia”, którzy byli przy śmierci brata, ale bezskutecznie, bo ja tam nikogo nie znałam. Ale kiedyś przypadkowo, były to chyba lata 70., na wczasach Janusz Tracz dowiedział się od pewnej pani z Włodawy, że żyje siostra „Jastrzębia”. Ta pani zdobyła i przesłała mu mój adres. Gdy dostałam od niego list, bardzo się wzruszyłam. To było wielkie przeżycie. Pojechaliśmy tam z moim młodszym bratem Józefem. W Siemieniu czekali na nas na drodze. Było to spotkanie zupełnie jak w partyzantce. A potem poszliśmy na grób Leona na cmentarzu w Siemieniu.
Sąd wojskowy skazał Panią na 5 lat pozbawienia wolności. Ile lat spędziła Pani w więzieniu?
– Gdy odsiedziałam połowę wyroku, napisałam o warunkowe zwolnienie, ale odesłali je z powrotem. Wtedy jeden z pracowników administracji więziennej polecił mi napisać jeszcze raz i chyba miał jakieś znajomości, wstawił się za mną, bo po tym mnie zwolnili. W więzieniu byłam niecałe 3 lata.
Czy po zwolnieniu była Pani szykanowana przez resort?
– Zaraz po powrocie do domu wezwali mnie na milicję do Malborka. Zdjęli mi odciski palców, zrobili zdjęcie. Myślałam, że pójdę znów do piwnicy, ale mnie puścili. Jeszcze wielokrotnie wzywali mnie na posterunek. Nieraz byłam w dużym strachu. A jak wyszłam za mąż, to zaraz zwolnili mego męża z pracy. Musiał jej potem długo szukać. Całe życie rzucali mi kłody pod nogi.
Dziękuję za rozmowę.
