Wrażenie badania

Z dr. hab. Leszkiem Plaskotą, prodziekanem Wydziału Matematyki,
Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego, jednym z sygnatariuszy listu
w sprawie badania katastrofy smoleńskiej, rozmawia Piotr Falkowski.

Pana specjalność to analiza numeryczna. Czym zajmuje się ta dziedzina
matematyki?

– W szkole uczymy się m.in. różnych rachunków. Analiza numeryczna zajmuje się
właśnie rachunkami, tylko takimi, których nie wykonuje się na papierze, ale ze
względu na ich złożoność robią to komputery. Analiza numeryczna, czy ogólniej –
matematyka obliczeniowa, zajmuje się konstrukcją algorytmów obliczeniowych i ich
analizą pod względem złożoności i dokładności. Komputer jest maszyną, która nie
liczy dokładnie, szczególnie gdy obliczenia wykonywane są na liczbach
rzeczywistych. A więc analiza numeryczna z jednej strony zajmuje się tworzeniem
algorytmów rozwiązujących pewne zadania matematyki ciągłej, ale również analizą
złożoności tych algorytmów, to jest określeniem czasu potrzebnego do otrzymania
rozwiązania, jak również jakości wyniku.

Obecnie prawie wszystko robi się za pomocą komputerów. Algorytmów
używa się do projektowania maszyn, na przykład samolotów, do ich testowania…
Wydaje się, że analiza numeryczna to jest bardzo praktyczna nauka.

– Owszem. Dlatego właśnie ta dziedzina obecnie bardzo się rozwija. Obliczenia
w dzisiejszym świecie mają coraz większe znaczenie i są coraz bardziej
skomplikowane. Szczególnie ważny jest ten aspekt obliczeń, który dotyczy zadań
zbyt złożonych dla klasycznych metod, gdyż komputer nie byłby w stanie w
rozsądnym czasie znaleźć wyniku. Takim zadaniem jest np. rozwiązywanie
skomplikowanych równań różniczkowych cząstkowych, gdzie liczba zmiennych sięga
tysięcy czy milionów. Trzeba szukać nowych algorytmów, w inny sposób
podchodzących do tych zagadnień. Mają one bezpośrednie zastosowanie praktyczne.

Takich metod używa się na przykład do analizy zjawisk
aerodynamicznych i mechanicznych podczas lotu samolotu i katastrofy.

– Oczywiście. Z tym, że analiza numeryczna to bardzo szeroka dziedzina. Są
ludzie, którzy zajmują się wprost obliczeniami. Czyli stosują znane metody i
gotowe pakiety obliczeniowe do rozwiązywania konkretnych problemów. A inni
dopiero te metody tworzą, najpierw w dość abstrakcyjnych modelach, które potem
przekłada się na konkrety. Ja należę raczej do tych drugich.

Czy zdaniem Pana Profesora takie wydarzenie jak katastrofa smoleńska
zasługuje na szczególne zainteresowanie nauki polskiej?

– Jak najbardziej. Jest to zdarzenie, zjawisko, które można badać naukowo i
powinno być ono badane. Każdy, kto w zakresie swojej specjalności może wnieść
jakiś wkład, powinien to zrobić. To wydarzenie należy wyjaśnić. To powinno być
bezdyskusyjne.

To dlaczego prawie nikt się tym nie zajmuje?

– Na początku było wrażenie, że są odpowiednie organa, komisje, które zajmują
się rozwikłaniem tej katastrofy. Te ciała powinny zwracać się do ekspertów z
różnych dziedzin z prośbą o rozstrzygnięcie pewnych spraw. Jak rozumiem, tego
nie zrobiono. Dlatego teraz, zapewne za późno, taki odzew środowiska naukowego.
Są ludzie, którzy chcą się badaniem katastrofy zajmować, gotowi są przeprowadzić
analizę ostatnich sekund lotu. Uważam, że trzeba ich wesprzeć. I dlatego
podpisałem list w tej sprawie.

Skąd te trudności? Dlaczego naukowiec, który jest zainteresowany
zagadnieniem, nie może po prostu nad nim pracować.

– To wynika ze względów praktycznych. Po pierwsze, problem nie jest łatwy.
Nie da się tym zajmować efektywnie po godzinach. Żeby dobrze zanalizować taką
rzecz, trzeba poświęcić dużo czasu i środków. A to reguluje system grantów,
które są w gestii Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Kto ma grant, ten
ma też odpowiednie środki i może poświęcić czas na badania. W praktyce bez
grantu nie ma badań, bo naukowiec musi z czegoś żyć. Stąd starania o grant na
badania nad katastrofą i o pieniądze na zorganizowanie konferencji na ten temat.
Nasze wystąpienie ma na celu poparcie tej inicjatywy.

Jakie nadzieje wiąże Pan z tym nowym poruszeniem w środowisku
akademickim w odniesieniu do katastrofy smoleńskiej?

– Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Wierzę w możliwości nauki, ale w dużym
stopniu wynik będzie zależał od tego, do jakich danych zajmujące się tym osoby
miałyby dostęp. Może okaże się, że istotne informacje, na przykład dotyczące
konstrukcji samolotu, są tajne. Jest jeszcze jeden czynnik. Nawet jeśli dane
będą prawdziwe, to nigdy nie uwzględni się wszystkich czynników i trzeba się
liczyć z tym, że wyniki nie będą stuprocentowo pewne. Ten błąd jest tym
mniejszy, im dokładniejsze są dane wejściowe. Są przykłady, gdy rozwiązanie jest
bardzo wrażliwe na dane wejściowe. Błędy mogą też wynikać z właściwości samego
algorytmu. Każdy wynik należy traktować jako oparty na pewnych założeniach i
obarczony określonym błędem, którego należy być świadomym. Na tym też polega
naukowa rzetelność.

Czy nie jest tak, że oficjalnym komisjom tej rzetelności zabrakło?

– Tu już wychodzimy poza naukę, a wchodzimy w sferę polityki i komunikacji ze
społeczeństwem. Opinia publiczna oczekuje wyniku zero-jedynkowego i taki dają
jej oficjalne organa. Mówienie, że uważamy tak, ale może jest inaczej, powoduje
pewien chaos.

Z drugiej strony chyba warto zrobić jak najwięcej, żeby poziom
niepewności zmniejszać.

– Oczywiście, że tak. Sprawa jest istotna. Niektórzy twierdzą, że katastrofa
nie jest ważna. Tak nie należy mówić. To, co można, trzeba wyjaśnić.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj