Wezwanie, tym razem nie na Syberię
Ciężki jest los sybiraka w wolnej Polsce. Pomimo przedwyborczych
obietnic polityków nie doczekali oni żadnego zadośćuczynienia za poniesione
krzywdy na skutek wywózek, a dodatkowo są ciągani po sądach. Przykładem jest
sytuacja Związku Sybiraków Koła Warszawa-Śródmieście, przeciwko któremu
dokładnie w 70. rocznicę pierwszej wywózki na Wschód złożono… pozew sądowy.
Tadeusz Chwiedź, prezes Związku Sybiraków (ZS), informuje, że do tej pory pomimo
różnych zapowiedzi podjęcia prac formułowanych przez posłów sejmowej Komisji
Polityki Społecznej i Rodziny ubiegłej kadencji nie doszło do nadania statusu
inwalidy wojennego sybirakom ani też uchwalenia ustawy przygotowanej jeszcze
przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego o świadczeniu substytucyjnym
przysługującym osobom represjonowanym w latach 1939-1956 przez Związek Sowiecki.
Rozwiązania tam zawarte miały chociaż w części wesprzeć znajdujących się w
trudnych warunkach życiowych katorżników, którzy pomimo powikłań zdrowotnych
wywołanych wywózkami mają m.in. ograniczony dostęp do usług medycznych. Chwiedź
zauważa jednak, że "troszkę ruszyła sprawa statusu inwalidy wojennego". – Ale
jest to jeszcze dalekie od realizacji, stąd nasze bardzo intensywne działania.
Mieliśmy spotkanie w Kancelarii Prezydenta, rozmawialiśmy z Janem Ciechanowskim,
kierownikiem Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Wszyscy
zapewniają, że będą starać się ruszyć te sprawy. Wystosowaliśmy pismo do
premiera Donalda Tuska oraz Ewy Kopacz, marszałka Sejmu. Wygląda na to, jakbyśmy
od nowa rozpoczynali naszą batalię. Ale innego ratunku nie ma – zaznacza prezes.
O trudnościach, z jakimi muszą się borykać byli zesłańcy, wymownie świadczy
sytuacja Związku Sybiraków Koła Warszawa-Śródmieście. Jego prezes – Bogusław
Gajdamowicz, informuje, że w październiku 2009 r. członkowie tej organizacji
otrzymali wypowiedzenie umowy najmu "miesiąc naprzód na koniec miesiąca
kalendarzowego" swojej siedziby, która znajdowała się przy ul. Jasnej. Wskazuje,
że zgodnie z tym sybiracy wyprowadzili się 30 listopada 2009 r., informując o
tym pełnomocnika właścicieli tej nieruchomości – mec. Przemysława Zalasińskiego.
Okazało się jednak, że zdaniem tego ostatniego, doszło wówczas tylko do
zaprzestania działalności, a nie opróżnienia lokalu przez tę organizację,
ponieważ protokół zdawczo-odbiorczy został podpisany przez drugiego najemcę
lokalu – NSZZ "Solidarność" Regionu Mazowsze dopiero 12 sierpnia 2010 roku. W
związku z tym właściciele nieruchomości domagają się od sybiraków m.in. wpłaty
zaległego czynszu wraz z odsetkami, które wyliczono na niebagatelną sumę około
18 tys. złotych. – Pozew przeciwko nam został złożony 13 kwietnia 2010 r.,
dokładnie w 70. rocznicę największej spośród czterech wywózek na Wschód – mówi
pani Irena, która spędziła 6 lat w Kazachstanie.
Wcześniej jednak, przed skierowaniem sprawy na drogę sądową, w ramach
postępowania upominawczego komornik zajął konto bankowe Koła. Sybiracy nie
ukrywają rozgoryczenia zaistniałą sytuacją. Podkreślają, że czują się upodleni,
jak za czasów NKWD. Obecnie sprawa toczy się przed Sądem Rejonowym
Warszawa-Śródmieście. – Ostatnia rozprawa była 5 grudnia i została odroczona.
Następny termin wyznaczono na 14 kwietnia przyszłego roku. Będziemy udowadniać,
że jesteśmy niewinni – zaznacza Gajdamowicz. Według niego, dotychczasowe straty
materialne przewyższają roczny budżet, jakim dysponuje Koło z tytułu składek 200
sybiraków, i w wyniku tego procesu należy się liczyć z koniecznością likwidacji
stowarzyszenia. Chwiedź podkreśla natomiast, że sprawę powinno się potraktować w
kategoriach ludzkich, a nie tylko ściśle prawnych. Wyraża jednocześnie nadzieję,
że sprawa zostanie rozwiązana w duchu bliskim sprawiedliwości i prawdy.
Jacek Dytkowski
