W Rosji standardem jest propaganda
Z prof. dr. hab. Andrzejem Nowakiem, historykiem z Uniwersytetu
Jagiellońskiego, rozmawia Jacek Dytkowski
Jaki obraz Polski zarysowuje się w rosyjskiej
historiografii?
– Zróżnicowany. Rosyjska historiografia jest bardzo
duża i rozgałęziona. Pewien niepokój budzi jednak fakt, że ta jej część, która
ma szansę dotrzeć do masowego odbiorcy – czyli znajdująca odzwierciedlenie w
mediach – jest popierana przez państwo. Jest to najgorsza, najbardziej
prymitywna propaganda, manipulująca faktami, zdecydowanie nastawiona na
neoimperialną nutę i w związku z tym bardzo nieprzychylna Polsce. Ale podkreślam
– nie jest to całość historiografii rosyjskiej. Jest bardzo wielu znakomitych
historyków rosyjskich, którzy w sposób uczciwy na bardzo wysokim poziomie
naukowym analizują problemy najnowszej, a także tej dawniejszej historii
stosunków polsko-rosyjskich. Możemy za ich pośrednictwem poznać mnóstwo
pożytecznych spraw i interesujących dokumentów. Trzeba więc brać pod uwagę jedną
i drugą stronę tej rzeczywistości. Niestety, w masowym odbiorze dominuje nurt
nastawiony propagandowo.
I to on zdominował rosyjską politykę historyczną…
–
Tak. Różnica między polityką historyczną państw takich jak Rosja a innych
krajów: Polski, Niemiec czy Francji (bo każde państwo prowadzi ją we własnym
zakresie), jest taka, że w tym pierwszym przypadku nie ma wolności mediów,
zwłaszcza elektronicznych i telewizji. W związku z tym to, co ustala się jako
kanoniczną wersję historii, jest bardzo konsekwentnie wtłaczane ogromnej
większości obywateli tego państwa, bez żadnej możliwości repliki lub
konfrontowania tej wizji z innymi. Nie ma w masowym obiegu pluralizmu spojrzenia
na historię. Nie ma sporu o historię, jest tylko jedna wersja. Tymczasem w
krajach, w których państwo – w niektórych skuteczniej, w innych mniej skutecznie
– próbuje tworzyć politykę historyczną, ale gdzie istnieje wolność mediów, spór
o historię trwa. Ma on charakter publiczny, co jest oczywiście zdrowe dla
historii i posiada swoje uzasadnienie. Niestety, akurat ostatnie wydarzenia w
Polsce napawają mnie pesymizmem. Fakt, że sądy zaczynają ustalać prawdę
historyczną w naszym kraju, wydaje mi się zbliżać standardy polskie do Rosji
Władimira Putina.
Jakie zarzuty są stawiane Polsce przez propagandowych historyków
rosyjskich?
– Ich wizja jest dość prosta. Polska zawsze była
agresorem w relacjach z Rosją, poczynając od X w., kiedy Mieszko I, a potem
Bolesław Chrobry zaczęli się spierać z Włodzimierzem kijowskim o Grody
Czerwieńskie. Przedstawiają tę historię jako ciągłą agresję Polski na Rosję,
utożsamiając Ruś Kijowską z Rosją, co jest kłamstwem historycznym. Ruś Kijowska
jest bowiem wspólnym dziedzictwem Ukrainy, Białorusi i Rosji. Otóż przedstawia
się te dzieje jako ciągły napór Polski w awangardzie świata łacińskiego,
katolickiego, na prawosławną Rosję. Przykładem tej „długiej pamięci” i budowania
państwowej polityki historycznej w Rosji na wrogości do Polski jest wybór święta
narodowego Rosji w rocznicę przepędzenia polskiej załogi z Kremla w 1612 roku.
Następnie mamy oczywiście usprawiedliwianie własnych realnych zbrodni, jak np.
rozbiorów Polski. Padają tutaj takie pseudoargumenty, że to nie było żadne
przestępstwo, a Rosja odebrała tylko to, co jej się należało. Poza tym jeśli
ktokolwiek jest winny rozbiorom, to wyłącznie Prusy. Ponieważ caryca Katarzyna
II robiła wyłącznie to, co jej kazał Fryderyk II. Są to oczywiste kłamstwa
historyczne, niemniej jednak bardzo głęboko zakorzenione w tym sposobie widzenia
historii. Polska jest również przedstawiana jako główny ośrodek terroryzmu
poprzedzający dzisiejszych Bin Ladenów. Te twierdzenia dotyczą XIX-wiecznych
polskich bojowników o niepodległość. Są oni w ujęciu historiografii rosyjskiej
synonimem współczesnych terrorystów, których słusznie Rosja zwalczała.
A jak kształtują się poglądy dotyczące dziejów
najnowszych?
– Bardzo przykre jest to, że w historiografii czy
raczej propagandzie wykorzystywanej przez politykę historyczną dzisiejszego
państwa rosyjskiego utożsamia się ono w dużym stopniu z Rosją Sowiecką i tym
systemem. Ta propaganda broni najgorszych zbrodni sowieckich, a Rosja mogłaby
się od nich odciąć. Przecież Rosjanie cierpieli tak jak Polacy, a może nawet
bardziej, od systemu sowieckiego. A jednak współczesne państwo rosyjskie
postrzega czasy Józefa Stalina jako okres swojej wspaniałej wielkości. Traktuje
zbrodnie popełniane przez Związek Sowiecki jako kwestię, której należy bronić. I
czyni to konsekwentnie. Jest to przerażające, przygnębiające, ale w Rosji wciąż
są kłopoty z powiedzeniem prawdy o zbrodni katyńskiej, powraca wersja, że to
zrobili Niemcy. „A jeśli zrobili to 'nasi’, czyli sowieccy funkcjonariusze – to
dobrze zrobili” – do tego stopnia posuwają się niektóre wersje tego
historycznego kłamstwa. Na przykład pada takie uzasadnienie: „zamordowano
policjantów polskich, a przecież wiadomo, jakimi strasznymi antysemitami oni
byli, więc może w ten sposób ograniczono holokaust”. Takiego argumentu używa na
przykład Stanisław Kuniajew. Wynika z tego, że dobrze, iż zamordowano polskich
oficerów – oczywiście jest to skrajna wersja. Bardziej popularna jest taka, że
„nie wiadomo, kto to zrobił, może jednak Niemcy. A jeśli Sowieci, to cóż to
znaczy wobec innych zbrodni sowieckich?”. Oczywiście nagminnie powtarzane przez
premiera Putina, także w okolicznościach związanych z 70. rocznicą wybuchu II
wojny światowej, są usprawiedliwiania paktu Ribbentrop – Mołotow. Miał on być
rzekomo normalnym paktem międzynarodowym, odpowiedzią na „niesprawiedliwość”
traktatu wersalskiego, który skrzywdził Niemcy, a Związek Sowiecki pomógł im tę
krzywdę naprawić. Jest to argumentacja premiera Putina z 1 września 2009 roku.
Szokująca, a znakomita większość mediów w Polsce – nie mówię tu o „Naszym
Dzienniku” – potraktowała to jako dobrą monetę. Tymczasem są to przerażające
kłamstwa, manipulacje, które niestety dominują w oficjalnym rosyjskim dyskursie
państwowym i propagandzie historycznej, która mu towarzyszy.
Dziękuję za rozmowę.
