W Rosji nie ma wyborów
Z dr. Witoldem Rodkiewiczem ze Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu
Warszawskiego rozmawia Piotr Falkowski
Dlaczego tak mało wiemy o rozwoju sytuacji na szczytach władzy w Rosji?
– Nieprzejrzystość należy do istotnych elementów tego systemu. Jest on tak
skonstruowany, żeby zminimalizować wpływ jakichkolwiek czynników zewnętrznych. W
opinii rosyjskiej elity politycznej na tym polega jedyna prawdziwa suwerenność.
To zasada mafii, zasada omerty. Trzeba myśleć o elicie władzy w Rosji jako o
grupie o charakterze mafijnym, która zagarnęła władzę w dużym państwie.
Czy z wystąpień publicznych Miedwiediewa i Putina możemy wyciągnąć jakieś
wnioski dotyczące zbliżających się wyborów prezydenckich w Rosji?
– Oficjalne przemówienia to swego rodzaju rytuał. Ale nie tylko, bo czasem są w
nich pewne sygnały. We wczorajszym przemówieniu Putina zasadnicze przesłanie
wydaje się brzmieć: nie zwracajcie uwagi na wątpiących i krytyków, zbudowany
przeze mnie system sprawdził się lepiej w warunkach kryzysu niż system zachodni,
a jego największą zaletą jest to, że zapewnia nam on maksymalną niezależność od
czynników zewnętrznych. Jednocześnie Putin dyskredytuje krytyków poprzez
powiązanie ich z zagranicznymi "dobrymi doradcami", których rady mają na celu
osłabienie Rosji. Putin odwołuje się tutaj do zakorzenionego w mentalności
obecnej rosyjskiej elity przekonania, że realny świat gospodarki i polityki
rządzi się darwinowskimi prawami bezwzględnej walki o byt, w którym nie istnieje
bezinteresowność i oświecony egoizm, a jeśli ktoś w nim działa w sposób
bezinteresowny, to albo jest frajerem, albo maskuje w ten sposób swoje
egoistyczne interesy. To, iż Putin uznał taki zabieg wobec krytyków za
konieczny, sugeruje, że rzeczywiście mamy do czynienia z istotnym różnicowaniem
się stanowisk wewnątrz rosyjskiej elity i że być może część tej elity chciałaby
wypromować Miedwiediewa jako alternatywę dla Putina.
Media rosyjskie mówią o początku kampanii wyborczej…
– Tak naprawdę poruszamy się w świecie domysłów i wszelkie porównania i analizy
są tylko spekulacjami. Są dwie możliwości. Albo pojawił się element rzeczywistej
konkurencji pomiędzy Putinem i Miedwiediewem, albo jest to jedynie rozpisane na
role przedstawienie. Myślę, że nie ma to większego znaczenia, gdyż nawet jeśli
Miedwiediew pomyślał o tym, żeby wyemancypować się spod Putinowskiej opieki, to
wszystko wskazuje na to, że nie będzie miał poparcia wystarczająco wpływowej
części establishmentu, żeby rzeczywiście wygrać tak zwane wybory…
Mówi Pan "tak zwane"…
– Tak, bo wszystkie te terminy politologiczne zachodniego świata trzeba brać w
cudzysłów i cały czas o tym pamiętać. Jestem przeciwnikiem używania do opisu i
analizy sytuacji politycznej w Rosji kategorii i pojęć, które tam funkcjonują w
sposób czysto fasadowy. Odbiorca często zapomina, że to jest fasada, i zakłada,
iż na przykład mechanizmy demokratyczne (wybory, partie polityczne) funkcjonują
w sposób podobny jak w krajach demokratycznych, tyle że w sposób niedoskonały.
Tymczasem różnica jest zasadnicza. Moim zdaniem, należy mówić o tym skrajnie
realistycznie, abstrahując od języka, który w tamtym systemie politycznym gra
rolę pozorną, a skupiać się na istocie rzeczy.
To jaka jest istota systemu władzy w Rosji na najwyższym szczeblu?
– Istota tego systemu polega na tym, żeby unikać konkurencji politycznej w
postaci rzeczywistych wyborów. Wątpię, żeby establishment zrezygnował z takiej
fundamentalnej z jego punktu widzenia zdobyczy, jak wyłanianie "głównego szefa"
i w ogóle podejmowanie kluczowych decyzji w wąskim gronie "swoich" przed
legitymizacją ich za pośrednictwem fasadowych procedur demokratycznych. Kluczową
sprawą dla tego establishmentu jest doświadczenie załamania się systemu
politycznego Związku Sowieckiego i zjawisko "pomarańczowych rewolucji" w
państwach postsowieckich w latach 2003-2004. Mówi im ono, że uchylenie nawet
szczeliny dla rzeczywistych mechanizmów demokratycznych grozi niekontrolowanym
rozwojem sytuacji. Jeśli dopuści się element ograniczonej publicznej konkurencji
politycznej, to ma ona tendencję do tego, aby przekształcać się w konkurencję
prawdziwą i w rezultacie prowadzić do zniszczenia systemu. Do tego nie chcą
dopuścić.
Prezydent i premier niczym się naprawdę nie różnią?
– Wszyscy szukają różnic między Miedwiediewem i Putinem, ekscytują się
perspektywą konfliktu między nimi. Myślę, że to fałszywy trop. Nie mówmy o
wyborach, lecz o procesie wyłaniania głównego bossa obecnej ekipy, ewentualnie o
kwestii sukcesji, czyli przekazania władzy w ramach jednego obozu. Nie ma co
pisać o wyborach prezydenckich, bo nie wybory zadecydują o tym, kto zostanie
prezydentem Rosji w 2012 roku. Jest ciekawa hipoteza, że Miedwiediew wie już, że
nie ma szans na następną kadencję, ale przygotowuje sobie odpowiednią pozycję,
aby pretendować do roli "głównego" za 7 lat (czyli po zakończeniu kolejnej
kadencji Putina).
Czy jest szansa na jakąś zmianę tego stanu rzeczy?
– Nic nie wskazuje na to, abyśmy mieli do czynienia w Rosji z kryzysem, który
byłby tak głęboki, aby establishment zdecydował się na jakieś radykalne
posunięcia, które stwarzałyby ryzyko dla dalszego istnienia tego systemu.
Interesujące jest tylko to, czy jest jakaś grupa, jakaś część elity władzy,
która chce jednak doprowadzić do pewnej ograniczonej konkurencji w ramach
systemu. A wydaje mi się, że na razie nie ma to wystarczającej siły, "masy
krytycznej".
Dziękuję za rozmowę.
