W połowie drogi między Moskwą a Smoleńskiem

4 lipca 1610 roku w pobliżu miejscowości Kłuszyn leżącej w połowie drogi
między Moskwą a Smoleńskiem rozegrała się bitwa, która z powodów tylko czysto
militarnych jako majstersztyk sztuki wojennej powinna być wymieniana w
podręcznikach dziejów wojskowości na całym świecie. Niespełna siedmiotysięczny
korpus wojsk polskich rozbił pięciokrotnie większą armię moskiewską, w szeregach
której obok 30 tys. Rosjan znajdowało się ponad 5 tys. wojsk cudzoziemskich
złożonych z sojuszników szwedzkich oraz najemników francuskich i niemieckich.
Ten wspaniały tryumf oręża polskiego był dziełem wielkiej waleczności naszych
przodków oraz geniuszu ich wodza, hetmana polnego koronnego Stanisława
Żółkiewskiego.

Dla dziejów Rzeczypospolitej, a może jeszcze bardziej Rosji, znacznie ważniejsze
były polityczne skutki tej bitwy. W XVII wieku odnieśliśmy wiele wyjątkowych
sukcesów militarnych, jak choćby w bitwie pod Kircholmem (1605), pod
Beresteczkiem (1651), pod Połonką i Cudnowem (1660), pod Chocimiem (1673) czy
wreszcie pod Wiedniem (1683), ale nie przyniosły one państwu polskiemu
poważniejszych korzyści politycznych. Wymienione przykłady i jeszcze wiele
innych posłużyło do sformułowania powtarzanego przez wielu historyków i
publicystów uogólnienia, że Polacy potrafią wygrywać znaczące bitwy, a nie są w
stanie w taki sposób spożytkować odnoszonych zwycięstw, aby ze skutkami
pozytywnymi dla siebie rozstrzygać wojny. Ze zwycięstwem kłuszyńskim było jednak
inaczej, chociaż zarówno ówcześni uczestnicy i obserwatorzy wydarzeń, jak i
potomni wypowiadający się na ten temat wielce różnią się w ocenie rezultatów
dzięki niemu uzyskanych.

Sztokholm – Moskwa

Zanim jednak szerzej przedstawione zostaną skutki polityczne osiągnięte m.in.
dzięki militarnemu sukcesowi pod Kłuszynem, należy zacząć od przypomnienia
wydarzeń, które poprzedziły bitwę i oddziaływały na następujące po niej
rozstrzygnięcia zachodzące w Moskwie oraz wpływające na jej stosunki z
Rzecząpospolitą i układ sił w tej części Europy. Na przełomie XVI i XVII
stulecia w wyniku rewolty i detronizacji Zygmunta Wazy nastąpiła zasadnicza
zmiana orientacji w polityce zagranicznej Szwecji. Państwo, które za rządów Jana
III Wazy i jego syna było formalnym bądź nieformalnym sojusznikiem
Rzeczypospolitej w hamowaniu ekspansji rosyjskiej nad Bałtykiem, po przejęciu
władzy przez Karola Sudermańskiego podjęło działania zbrojne zmierzające do
zdobycia Inflant. Dało to początek długotrwałym wojnom szwedzko-polskim. Wkrótce
po informacjach o zajmowaniu przez Szwedów kolejnych zamków inflanckich zaczęły
docierać również na dwór króla Zygmunta III niepokojące wieści o ocieplaniu
stosunków między Sztokholmem a Moskwą. Wprawdzie wygaśnięcie panującej linii
Rurykowiczów i nasilające się konflikty społeczne sprawiły, że państwo rosyjskie
było wówczas pogrążone w wyjątkowo ciężkim kryzysie wewnętrznym. Był to okres
tzw. Wielkiej Smuty. Rosja nie była zdolna do podjęcia działań wojennych
przeciwko Rzeczypospolitej. Obawy odpowiedzialnych polityków w Krakowie i Wilnie
musiał jednak budzić fakt, że zasiadający od 1598 r. na tronie carskim Borys
Godunow i jego najbliższe otoczenie należało do najbardziej wrogo względem
Rzeczypospolitej usposobionych sił w Moskwie, podatnych jednocześnie na
oddziaływanie jej wrogów, w tym uzurpatora do tronu szwedzkiego.
W tej sytuacji wspieranie sił opozycyjnych wobec Godunowa, a przy tym bardziej
życzliwie usposobionych względem Rzeczypospolitej było w jej żywotnym interesie.
Dawało szansę na doprowadzenie do korzystnej zmiany na tronie carskim, a gdyby
nawet nie udało się tego dokonać, to i tak walka o władzę przedłużałaby czas
Smuty, osłabiając możliwości Moskwy do aktywnych działań przeciw swemu
zachodniemu sąsiadowi. Dlatego też gdy w otoczeniu książąt Wiśniowieckich
pojawił się osobnik podający się za cudem jakoby ocalonego carewicza Dymitra,
syna Iwana Groźnego, i znaleźli się możnowładcy, aby sfinansować jego wyprawę po
czapkę Monachomacha, król i większość jego rady nie sprzeciwili się, aby żądni
"przygód i łupów" mieszkańcy ziem polskich, litewskich i ruskich zaciągali się w
szeregi Samozwańca i wyruszyli z nim do Moskwy. Niespodziewana śmierć Godunowa,
poparcie ludności chłopskiej oraz grupy opozycyjnych względem cara Borysa
bojarów pozwoliły "łże-Dymitrowi" objąć w końcu maja 1605 r. tron moskiewski.
Utracił go wraz z życiem niemal równo rok potem.
Jego panowanie było dla Rzeczypospolitej korzystne tylko z jednego powodu.
Przerwało na krótko konszachty między Moskwą a Sztokholmem. Przyczyniło się
jednak do wzrostu wśród Rosjan niechęci wobec naszych rodaków ze względu na
wyjątkową arogancję ludzi z jego otoczenia noszących wprawdzie nazwiska ruskie,
litewskie czy polskie, ale wyznających maksymę: "Tam ojczyzna, gdzie dobrze".
Wielu z nich poniosło wraz ze swym pryncypałem śmierć w wyniku zamachu stanu z
końca maja 1606 roku. Inni z Maryną Mniszchówną, żoną zamordowanego Samozwańca,
jej ojcem Mikołajem, wojewodą sandomierskim, i senatorami RP, którzy jako
posłowie króla Zygmunta III brali udział w ślubie i koronacji Maryny, zostali
uwięzieni.

Koncepcja "ożywienia cara Dymitra"

W rezultacie wspomnianego zamachu tron carski objął Wasyl Szujski, ale wiele
znaczących rodów bojarskich nie zamierzało podporządkować się jego władzy. W
tych kręgach powstała koncepcja ponownego "ożywienia cara Dymitra" i została
zrealizowana. Nic nie znaczyło, że drugi z Samozwańców był – jak pisał Stanisław
Żółkiewski – "w tym tylko podobny do pierwszego, że człowiek". Do jego obozu
poczęły przybywać pozostające w Rosji oddziały zwerbowane w granicach
Rzeczypospolitej na służbę "łże-Dymitra I", a po uspokojeniu rokoszu
Zebrzydowskiego udało się do Moskwy wielu żołnierzy spod chorągwi rokoszańskich,
ale też pułk wojsk wiernych królowi pod dowództwem Jana Piotra Sapiehy. Wobec
wzrostu sił Samozwańca Wasyl Szujski zgodził się w końcu lipca 1608 r. na
zawarcie 4-letniego rozejmu między Moskwą a Rzecząpospolitą. Obligował on cara
do uwolnienia więzionych od 1606 r. obywateli polskich, a króla do wezwania
swych poddanych, aby porzucili służbę u Samozwańca.
Zanim jednak uniwersały królewskie zostały wydane i do nich dotarły, sytuacja
Szujskiego uległa poważnemu pogorszeniu. Tracił bowiem władzę nad kolejnymi
znaczącymi ośrodkami na rzecz pretendenta, a ponadto najazdem zagrozili Szwedzi.
W trakcie rozmów przedstawicieli Karola Sudermańskiego i cara okazało się, że
Szwecja jest gotowa zadowolić się jedynie symbolicznym nabytkiem terytorialnym,
a także udzielić mu wojskowej pomocy do rozprawy z Samozwańcem i spacyfikowania
kraju w zamian za sojusz przeciwko państwom trzecim. Szujski ofertę przymierza
przyjął. Jego trwałość po ustabilizowaniu się sytuacji w Moskwie mogłaby stać
się wielce niebezpieczna dla Rzeczypospolitej. Sojusznicy uznawali bowiem
Inflanty za prowincję szwedzką, a nabytki Wasyla III, czyli ziemię smoleńską i
siewierską, za integralną część państwa rosyjskiego. Próba odzyskania
jakiegokolwiek z tych terytoriów groziła bowiem włączeniem się do działań
wojennych również sprzymierzeńca.

Prewencyjna wyprawa na Moskwę

Zygmunt III na wieść o zawarciu układu w Wyborgu, którego postanowienia
jednoznacznie naruszyły warunki rozejmu rosyjsko-polskiego z 1608 r., podjął
zdecydowane kroki, aby poprzez prewencyjną wyprawę na Moskwę zapobiec realnemu
niebezpieczeństwu wynikającemu z sojuszu obu państw przejawiających zaborcze
aspiracje wobec ziem Rzeczypospolitej. Uzyskał też formalne postanowienie rady
Senatu odnośnie do podjęcia tej kampanii. W tym przypadku uchwała Sejmu nie była
potrzebna, gdyż Moskwa pozostawała z Wielkim Księstwem Litewskim, a następnie z
Rzecząpospolitą w stanie wojny od 1507 roku. Dla bezstronnych badaczy nie ulega
wątpliwości, że głównym motywem decyzji Zygmunta III dotyczącej wznowienia
działań zbrojnych przeciw Rosji było unicestwienie układu z Wyborga. Ponieważ
większość rządzących i obywateli RP raczej nie zdawała sobie sprawy z jego
groźby, w uniwersale ogłaszającym podjęcie wyprawy oprócz wykazania, że Szujski,
podpisując ten akt, złamał rozejm z Rzecząpospolitą, jeszcze większy nacisk
położono na możliwość rewindykacji terytoriów utraconych w czasie panowania
Zygmunta I. Zwłaszcza zaś ziemi smoleńskiej z jej stołecznym grodem, kluczową
twierdzą na pograniczu litewsko-moskiewskim. I właśnie odzyskanie Smoleńska
stało się strategicznym celem kampanii rozpoczętej latem 1609 roku.
Nie było to łatwe zadanie wobec wyjątkowo silnych obwarowań oraz dobrego
wyszkolenia i zaopatrzenia licznej załogi i nieugiętej postawy dowódców.
Oblężenie się przeciągało. Zygmunt III z głównymi siłami wytrwale je
kontynuował, a od wiosny 1610 r. przy użyciu jazdy rozszerzał zakres działań
ofensywnych. Czynił też starania o pozyskanie oddziałów wspierających drugiego
Samozwańca. Jego wysłannicy skłonili część chorągwi do podjęcia służby w armii
królewskiej. Pozostałych rozproszyły wojska carskie wspomagane przez posiłki
szwedzkie.
Rozprawienie się z pretendentem umożliwiło Szujskiemu zorganizowanie odsieczy
dla obleganego Smoleńska. Nie było jej jednak dane dotrzeć na miejsce
przeznaczenia. Poniosła druzgocącą klęskę pod Kłuszynem. W dwa dni później
nastąpiła kapitulacja jeszcze jednego kilkutysięcznego korpusu wojsk rosyjskich,
a dowodzący nim Hrehory Wałujew wszczął z hetmanem Żółkiewskim wstępne układy
dotyczące powołania na tron królewicza Władysława i zachęcał do marszu na
Moskwę. Hetman pragnął nawiązania dobrych stosunków z Rosją. Był ponadto
człowiekiem niezwykle prawym i ufającym ludziom. Spotykając się ze strony
bojarów opozycyjnie nastawionych do Szujskiego z przejawami życzliwości
okazywanej królewiczowi, czynił im w zamian daleko idące obietnice. One to oraz
ponowne zagrożenie stolicy przez Samozwańca przesądziły o detronizacji
Szujskiego i rozpoczęciu przez przedstawicieli rady bojarskiej formalnych
rokowań w sprawie zawarcia układu, na mocy którego Władysław Waza miał zostać
moskiewskim carem. Rosjanie domagali się zwinięcia oblężenia Smoleńska, zwrot
zajętych w minionym roku zamków oraz zawarcia pokoju na zasadzie uznania stanu
posiadania sprzed 1609 roku. Królewicz miał przejść na prawosławie, zobowiązać
się, że urzędy państwowe i godności dworskie będzie powierzał tylko Moskalom, a
apostatów od wyznania panującego będzie karał śmiercią. Żółkiewski żądania te
zaaprobował i takiej treści układ został przez uczestników rokowań podpisany i
zaprzysiężony 28 sierpnia 1610 roku.
Wojska polskie zostały poproszone do obsadzenia Kremla, a twórcy porozumienia
udali się do obozu królewskiego pod Smoleńsk, gdzie oczekiwał ich wytrawny
znawca Rosjan, kanclerz Lew Sapieha oraz doświadczony realista – Zygmunt III
Waza. Wykazali oni, że bojarzy żądają zbyt wiele w zamian za koronę, którą tak
łatwo można było utracić, i to nawet wraz z głową. Poza tym król, jak większość
ówczesnych gorliwych wyznawców wiary, w której uzyskali chrzest, był przekonany,
że tylko ona jest prawdziwa i daje nadzieję zbawienia. Dlatego nie mógł pozbawić
syna perspektywy życia wiecznego. Poza tym wynegocjowany w Moskwie układ nie
dawał Rzeczypospolitej żadnych korzyści politycznych. Nie zawierał nawet
zobowiązania, aby Rosja wypowiedziała traktat w Wyborgu. Dlatego Zygmunt III
zaproponował, żeby to jego powołano na tron carski, i to nie z żądzy władzy lub
aby narzucić Moskwie katolicyzm, ale żeby przekonać się co do rzeczywistych
intencji rosyjskich kontrahentów. Ponieważ propozycji króla nie przyjęli,
kontynuował oblężenie Smoleńska aż do jego odzyskania.
W takiej sytuacji większość bojarów opowiedziała się przeciwko oddaniu tronu
królewiczowi Władysławowi i z aktywnym udziałem duchowieństwa prawosławnego
podjęła ożywioną agitację mobilizującą społeczeństwo do walki z polskimi
interwentami. Zadanie to było dość łatwe, gdyż poza oddziałami stanowiącymi
załogi Kremla i Smoleńska pozostali wyruszyli do kraju, aby dochodzić należnego
i obiecanego żołdu. Dzięki czemu Rosjanie zdołali 6 listopada 1612 r.
doprowadzić do kapitulacji żołnierzy polskich utrzymujących aż dotąd stolicę
Rosji dla obranego cara – Władysława Zygmuntowicza. Tronu moskiewskiego
królewicz nie objął. Do unii między Rosją i Rzecząpospolitą nie doszło, gdyż nie
było na nią realnych szans. Zrealizowany natomiast został strategiczny cel
podjętej wyprawy. Odzyskano utracone na początku XVI w. ziemie oraz zdołano
unieszkodliwić sojusz szwedzko-moskiewski. Dzięki temu Polska przez następnych
kilkadziesiąt lat posiadała wciąż status mocarstwa regionalnego.
 

Prof. dr hab. Jan Dzięgielewski

Autor jest pracownikiem naukowym Instytutu Nauk Historycznych Uniwersytetu
Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, przewodniczącym Rady Archiwalnej
Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych.

drukuj