USA – Rosja. Czyżby strategiczna współpraca?

Rosja i USA podpisały wczoraj porozumienie w kwestii redukcji
arsenałów jądrowych. Zgodnie z nim liczba głowic nuklearnych będących w
posiadaniu tych państw nie powinna przekroczyć 1550. Czy umowa rozbrojeniowa
zapowiada głębszą współpracę obu mocarstw?

Porozumienie to jest ważne o tyle, że z końcem roku wygasa umowa zawarta
między obu krajami o redukcji broni jądrowej, pochodząca jeszcze z początku lat
90. (START). Za czasów prezydentury George’a Busha napięte stosunki
amerykańsko-rosyjskie (wojna w Gruzji, plany budowy tarczy antyrakietowej) nie
zapowiadały szybkiego porozumienia między mocarstwami. Rosjanie stawiali mocne
warunki, uznając, że działania Amerykanów w byłych republikach sowieckich
uderzają w rosyjskie strefy wpływów.

Wzajemne ustępstwa Rosji i USA
Oczywiście porozumienie w
sprawie broni nuklearnej jest traktowane jako preludium do strategicznych
porozumień, o znaczeniu wręcz globalnym. Amerykański wiceprezydent Joe Biden
wyraził niedawno pogląd, że należy „zresetować” napięte stosunki pomiędzy
Kremlem a Waszyngtonem. Do ważnych należy zaliczyć wypowiedź prezydenta Rosji
Dmitrija Miedwiediewa, który uznał nowy traktat za „odzwierciedlający równowagę
interesów obu państw”. Inną ważną kwestią jest zapowiadane powiązanie redukcji
zbrojeń nuklearnych ze sprawami obrony przeciwrakietowej (w tym tzw. tarczy
antyrakietowej). Na tej ostatniej kwestii zależało szczególnie Rosji.
Przypomnijmy, że „poprawa” relacji amerykańsko-rosyjskich była ze strony Moskwy
warunkowana rezygnacją z budowy tarczy antyrakietowej w Europie, co decyzją
administracji Baracka Obamy dokonało się w ubiegłym roku. Przy okazji tego
porozumienia oprócz spraw istotnych dla Rosji również Amerykanie chcą załatwić
kilka spraw istotnych ze swojego punktu widzenia. Dla nich szczególne znaczenie
ma Afganistan. Armia amerykańska ugrzęzła na dobre w tym kraju i koniecznie
potrzebuje tam pomocy Rosjan. Pod koniec kwietnia ma się odbyć szczyt w sprawie
Afganistanu, w którym Rosja ma brać czynny udział. Drugą niezwykle ważną z
waszyngtońskiego punktu widzenia kwestią jest sprawa zbrojeń nuklearnych Iranu.
Amerykanie oczekują zgody Moskwy na nałożenie wspólnych sankcji na Teheran.
Widzimy zatem, że transakcja w sprawie redukcji zbrojeń nuklearnych ma głębsze
dno. Waszyngton przy tej okazji chce zawrzeć strategiczne porozumienia dotyczące
Bliskiego Wschodu. Gdyby współdziałanie mocarstw w tej kwestii się powiodło,
można by oczekiwać dalszych porozumień chociażby w sprawie Chin. Oczywiście
cena, jaką przychodzi zapłacić Ameryce za zbliżenie z Rosją, jest dość wysoka.
Tu nie chodzi jedynie o tarczę antyrakietową. Wraz z rezygnacją z tego projektu
mamy do czynienia z dość dalekim wycofaniem się USA z Europy. Mówi się nawet o
wycofaniu wojsk amerykańskich z Niemiec, co by oznaczało, że Waszyngton w pełni
akceptuje podmiotowość Berlina w jego strategicznej grze dotyczącej Eurazji.

Budowanie sojuszu Ameryki z Niemcami
Wraca zatem
koncepcja pochodząca z czasów prezydentury Billa Clintona – zbudowania ścisłego
sojuszu niemiecko-amerykańskiego. Łączy się to nierozerwalnie z akceptacją
budowania de facto niemieckiego superpaństwa w Europie. Strategiczne
porozumienie Waszyngtonu z Berlinem w niczym nie kłóci się z projektem
porozumienia z Moskwą. Wszak Niemcy już od dłuższego czasu pozostają w
strategicznym sojuszu z Rosją, realizując różnorakie wspólne projekty
gospodarcze (przykład: Gazociąg Północny). Krótko mówiąc: obecnie zarówno
Waszyngton, jak i Berlin widzą potrzebę strategicznego porozumienia z Moskwą.
Oczywiście nieco inne sprawy w relacjach z Rosją są ważne dla Ameryki, inne dla
Niemców, ale w kwestii polityki wschodniej nie ma między tymi partnerami
zasadniczych różnic. Nie trzeba dodawać, że w tak projektowanej polityce nie ma
specjalnego miejsca dla środkowej Europy, w tym dla Polski.

Polska pomijana w projektach państw zachodnich
Do
niedawna jeden z głównych sojuszników Ameryki w Iraku – Polska, jest pomijany w
wielkich projektach państw zachodnich. Nawet podpisanie porozumienia nuklearnego
ma się odbyć nie w Warszawie, ale w Pradze. Nie trzeba też ukrywać, że tak
postawione priorytety wielkich mocarstw tworzą stan bardzo głębokiej
dekoniunktury dla pozycji Polski w świecie. Po prostu w tej chwili nie jesteśmy
dla mocarstw istotnym partnerem, co najwyżej balastem, od którego trzeba się
jakoś uwolnić (USA). Oczywiście większego znaczenia nie będą też miały w tej
strategii takie państwa jak Gruzja czy Ukraina, pozostawione zasadniczo jako
samotne w zmaganiach z przewagą rosyjską.

Zachód musi współpracować z Rosją
Powstaje jeszcze jedno
pytanie dotyczące przyszłości współdziałania Zachodu z Rosją. Jak wiemy, w
historii mieliśmy okresy ścisłej współpracy (przykład: koalicja antyhitlerowska
w czasie wojny), a zarazem okresy intensywnych zmagań („zimna wojna”).
Odpowiadając na postawiony problem, musimy zauważyć, że istnieje cały szereg
punktów zbieżnych w interesach Rosji i USA oraz Rosji i Niemiec. Z Niemcami
Rosjanie podjęli ścisłą współpracę gospodarczą, godząc się na podział stref
wpływów (granica tych wpływów przebiega na linii Bugu). Dla Kremla kwestia
Bliskiego Wschodu jest równie ważna jak dla Ameryki. Niepokój na Kaukazie,
którego Rosjanie raz za razem boleśnie doświadczają (wystarczy wspomnieć
niedawne zamachy terrorystyczne w Moskwie i w Dagestanie), to tylko przedsmak
ewentualnej ekspansji islamu na tereny rosyjskie. „Uspokojenie” Afganistanu czy
Iranu może być więc na rękę również Kremlowi.

Eurazja może stać się zarzewiem konfliktu
Jednakże na
horyzoncie pojawiają się również zarzewia konfliktu. Gdy przyjrzymy się
strategicznym wizjom planistów rosyjskich, możemy zauważyć, że Eurazja jest
terenem ich wielkiej ekspansji. Rosja może chcieć dążyć do całkowitego wyparcia
Ameryki z tego megakontynentu i próbować zbudować w Moskwie centrum ekonomiczne
i polityczne nowej eurazjatyckiej potęgi. Na to nie będą chciały się zgodzić ani
Waszyngton, ani Berlin. I to może być zarzewiem konfliktu mocarstw w
przyszłości. Wszystko to w sposób ostrzejszy tradycyjnie spostrzegają w USA
Republikanie, którzy za kilka lat będą się starali wrócić do władzy. Na razie
mamy w Ameryce rządy Baracka Obamy i kolejne próby zbudowania strategicznego
porozumienia między Zachodem a Rosją.

Prof. Mieczysław Ryba

Autor jest historykiem, członkiem kolegium IPN, wykładowcą
WSKSiM i KUL.

drukuj