Uniewinniono go w Magdalence
Z Krzysztofem Pluszczykiem, przewodniczącym Społecznego Komitetu
Pamięci Górników KWK „Wujek”, rozmawia Zenon Baranowski
Dzisiaj ma się rozpocząć kolejny proces Czesława Kiszczaka. Spodziewa
się Pan wyroku skazującego?
– Jak sąd uwzględni sugestie apelacji,
do czego jest zobowiązany, to jesteśmy o krok dalej, czyli może wreszcie
zapadnie sprawiedliwy wyrok. Tutaj, na Śląsku, nie ma wątpliwości, że Kiszczak
jest winny, i to nie tylko śmierci górników z „Wujka”. W efekcie wydania
szyfrogramu zginęło wielu ludzi w Polsce, nie tylko w stanie wojennym, ale
również później.
Prawnicy oceniają, że tak naprawdę wydanie wyroku to jest kwestia
kilku posiedzeń, tymczasem jest to już czwarty proces na przestrzeni kilkunastu
lat…
– Dla nas od początku była to kwestia bardzo dziwna, ponieważ
osoba Kiszczaka była częścią składową procesu w Katowicach. Ten proces został
zakończony uznaniem winy zomowców, a sprawa Kiszczaka w pewnym momencie – nie
potrafiliśmy tego do końca zrozumieć – została wyłączona i przeniesiona do
Warszawy i nagle tam ten proces miał zupełnie inny przebieg niż tutaj, w
Katowicach. Wiele naszych pytań do Kiszczaka było uchylanych przez sąd z
uzasadnieniem, że nie dotyczy to sprawy, a przecież to jest jedna sprawa –
kopalni „Wujek”. Nasi prawnicy podkreślali, że nie jest to inny proces, że to
jest proces za pacyfikację kopalni „Wujek”. Pewne dokumenty, pewne dowody z
procesu katowickiego powinny być użyte również w tamtym procesie. W pewnym
momencie tak się to odwróciło, jakby to był zupełnie inny proces, zupełnie inna
sprawa. Byliśmy tym bardzo zbulwersowani.
Sąd apelacyjny stwierdził, że sąd okręgowy za bardzo dał wiarę
wyjaśnieniom Kiszczaka…
– My ciągle to powtarzaliśmy. Wierzy się
jego słowom, a nie wierzy się faktom, nie wierzy się dokumentom. To tak jak
mówił świadek obrony Adam Michnik: „Generał jest niewinny, ja mu wierzę”, nie
używając żadnego argumentu. To nie jest żaden dowód. Michnik powtarzał tylko ten
jeden argument: „Generał mi mówił i ja mu wierzę”. To samo zrobił sąd – Generał
powiedział i sąd mu uwierzył, a nie dokumentom czy zeznaniom świadków.
Kiszczak cały czas przedstawia tezę, że ZOMO strzelało w obronie
koniecznej.
– W tej sprawie są ekspertyzy, dowody. Najbliższa
odległość od strzału, z jakiej zginął górnik, wynosiła 19 metrów, a najdalsza 65
metrów. Górnik, który otrzymuje trzy kule w plecy z odległości 35 metrów i
ginie, jakim jest on w tym momencie zagrożeniem dla milicjantów, jak uciekał i z
35 metrów strzelono mu w plecy. Strzelano także do leżących. Józef Czekalski
został postrzelony w pierś, przewrócił się i już leżąc, dostał jeszcze w stopy.
Prawdopodobnie strzelano po to, żeby go dobić.
Nie ogarnia Państwa zniechęcenie, że tyle lat toczą się te
procesy?
– Z tego, co coraz częściej się widzi i słyszy, wynika, że
podczas Okrągłego Stołu i Magdalenki pewne rzeczy zostały ustalane. I dziś
trudno o to, żeby te wszystkie sprawy wyszły na jaw. Ktoś komuś przyrzekł, ktoś
komuś coś obiecał i bardzo źle, że tak się stało. Źle dla historii, źle dla
Polski.
Dziękuję za rozmowę.
