„Ty ścieżkę życia mi ukażesz” (Ps 16, 11)

Ks. abp Kazimierz Majdański

"Tak" wypowiedziane przez małżonków Bogu miłości i życia pozwala
im przeżywać własne powołanie jako drogę do świętości, a zarazem tworzyć najpiękniejsze
środowisko wzrastania w człowieczeństwie ich dzieci. Takie rodziny zawsze były
i nie brak ich dziś. Trzeba, by były znane, byśmy mogli odkrywać stale na nowo,
że "rodzina jest sanktuarium życia"[1].
W takiej właśnie rodzinie, złożonej z trzynaściorga dzieci, dwóch braci całe
swoje życie poświęciło umacnianiu rodzin i ratowaniu zagrożonego życia. Jednym
z nich był śp. Walenty Majdański, mąż i ojciec rodziny, ciężko doświadczonej
poprzez wywiezienie żony i trojga dzieci na Syberię, niezwykle utalentowany
nauczyciel, pisarz i publicysta, żarliwy obrońca życia dzieci poczętych i rodziny
polskiej. Drugim bratem, najmłodszym w rodzinie, był ks. abp Kazimierz Majdański,
męczennik obozów koncentracyjnych II wojny światowej, który w pracy duszpasterskiej
i naukowej świadczył i wciąż świadczy o rodzinie jako o "pierwszej drodze
Kościoła"2. W latach 50. na życzenie Episkopatu utworzył w Polsce duszpasterstwo
służby zdrowia, z którego powstało duszpasterstwo rodzin, a w latach 70. zorganizował
i założył pierwszy w świecie Instytut Studiów nad Rodziną.
Dziś, z okazji Dnia Świętości Życia, publikujemy homilię, którą ksiądz arcybiskup
wygłosił podczas uroczystych obchodów 90-lecia swoich urodzin w Instytucie
Studiów nad Rodziną i w Instytucie Świętej Rodziny w Warszawie Łomiankach.
Niech ta publikacja będzie wyrazem hołdu składanego osobie wielce zasłużonego
jubilata – naukowca, apostoła i ojca duchowego wielu rodzin, a także zachętą
do włączenia się w to wielkie dzieło, któremu na imię rodzina Bogiem silna.
[1] Jak naucza Papież Jan Paweł II w encyklice Centesimus annus (n. 39).
[2] Jan Paweł II, List do Rodzin, n. 2.

Boże drogi św. Kazimierza
Święty Kazimierzu, Królewiczu ze wspaniałej dynastii Jagiellonów i Chlubo tego
niezwykłego rodu, nasze dzisiejsze eucharystyczne zgromadzenie wielbi Cię,
bo odznaczałeś się nie tylko, jak piszą o Tobie, "wybitnymi zdolnościami,
silną wolą i szlachetnym charakterem" (Mszał rzymski), ale byłeś święty.
Co chcesz nam powiedzieć w rocznicę swojego zgonu, który wprawdzie nastąpił
przed wiekami, ale właśnie dziś, 4 marca?
Słuchamy słów śpiewanego dziś Psalmu: "Ty ścieżkę życia mi ukażesz, pełnię
Twojej radości i wieczną rozkosz po Twojej prawicy" (Ps 16, 11).
Czy wolno nam te słowa przyjąć dla siebie? – Wolno więcej: wolno przyjąć z
wiarą i z pokorą dziś wypowiedziane słowa Syna Bożego: "Jak Mnie umiłował
Ojciec, tak i Ja was umiłowałem" (J 15, 9).
Uczy zaś św. Piotr: "(…) w całym postępowaniu stańcie się wy również
świętymi na wzór Świętego, który was powołał, gdyż jest napisane: "Świętymi
bądźcie, gdyż Ja jestem święty" (1 P 1, 15-16).
Kościół raduje się tymi słowami i odnosi je do każdego z nas:
"
Wszyscy w Kościele (…) powołani są do świętości, zgodnie ze słowami Apostoła:
'Albowiem wolą Bożą jest uświęcenie wasze’ (1 Tes 4, 3)".
"
Wszyscy chrześcijanie jakiegokolwiek stanu i zawodu powołani są do pełni życia
chrześcijańskiego i do doskonałej miłości".
– Tak soborowa Konstytucja dogmatyczna o Kościele (n. 39 i 40).
Powołanie "do pełni życia chrześcijańskiego i do doskonałej miłości" –
jak się dokonuje?
Wszyscy otrzymaliśmy, jak Ty, św. Kazimierzu, niesłychany dar życia i wyznaczoną
drogę do Domu Ojca. Pozwól to rozważyć.

Życie dane i ocalone
"
Co masz, czego byś nie otrzymał?" (1 Kor 4, 7) – to najpierw otrzymane
życie – dane, a może wielokrotnie ocalone. A może i ocalone w ostatnich dniach.
"
Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz,
na obraz Boży go stworzył" (Rdz 1, 27).
Stworzył Bóg człowieka, by był. A co to znaczy "nie być"?
"
Być albo nie być". Ta Hamletowska alternatywa jest niepojęta w relacji
do życia każdego człowieka i do jego niebytu. Czym jest ten niebyt i jak pojąć
jego pustkę?
I czym jest życie?
Życie to Bóg, który jest Miłością
(1 J 4, 8).
I życie – to rodzice.
Oto jest ich godność niezwykła.
– "Czcij ojca swego i matkę swoją". – Słowa, wypowiedziane przez
Boga jako pierwsze przykazanie drugiej tablicy Dekalogu, porządkującej wszelkie
relacje międzyludzkie.
– "Czcij ojca swego i matkę swoją"! Czy słyszysz, dziecko dzisiejszego
dnia, młodzieńcze dzisiejszego dnia, dnia buntu przeciw każdemu autorytetowi,
nawet przeciw autorytetowi ojca i matki?

Życie trzynastego z kolei członka rodziny było darem niezwykłym. A działo
się to w początkach roku 1916, a więc w czasie wielkich zmagań wojennych.
Te trzynaste narodziny nie były wyjątkiem. Rodziny bywały wtedy liczne! Toteż
Polska po długiej niewoli mogła zacząć na nowo żyć i dotąd jeszcze żyje, choć
coraz bardziej słabnie. Rodzino, tworzysz "Kościół domowy" – nie
słabnij.
A ty, Kościele święty, strzeż Boskiego prawa życia. I napominaj głośno, jeżeli
to życie jest poniewierane.
Wróćmy do naszego świadectwa. Ileż to razy życie człowieka narodzonego 1 marca
1916 roku było potem przez Boga ocalane?
Najpierw nastąpiło ocalenie najbardziej podstawowe: Chrzest święty – wielki
dar, jaki otrzymuje człowiek z rąk Boga i Kościoła, by mógł być włączony w
śmierć i zmartwychwstanie Syna Bożego. Bo "z miłości przeznaczył nas dla
siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia
swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym" (Ef
1, 4c-6). – Tak Apostoł.
Chrzest – to także owoc troski rodziców. Tak było z nami wszystkimi. I tak
zaczęła się nasza prawdziwa Przygoda. Jaka?

Mówi dziś autor natchniony: "Będąc jeszcze młodym, zanim zacząłem podróżować,
szukałem jawnie mądrości w modlitwie. U bram świątyni prosiłem o nią i aż do
końca szukać jej będę" (Syr 51, 13-14).
To Kazimierz, królewicz z dynastii Jagiellonów. Modlił się w swoim królewskim
środowisku wawelskim, pod okiem "Matki królów" – królowej Elżbiety.
Modlił się, wychowywany, wraz ze swoimi braćmi, przez Jana Długosza. I modlił
się potem u bram świątyń wileńskich, nawet przed zamkniętymi jeszcze drzwiami
tych świątyń.
To jego wielki Boży dar.

A co my wszyscy? I co jeden z imienników Królewicza?
Uczył się modlitwy od początku, bo głęboko pobożni byli jego Rodzice. Pokojowe
usposobienie Ojca sprawiało, że materialnie tracił w ciągu życia wiele, duchowo
zaś zyskiwał więcej. A nasza Matka, niezwykle spracowana, była stale rozśpiewana.
Ale i o tym trzeba koniecznie powiedzieć, że nasz Boży krąg rodzinny, to cała
Święta Rodzina Kaliska, bardzo przez nas czczona.
Tak rosła pobożność, zachowana wśród różnych późniejszych przygód życia. Trzeba
za to gorąco dziękować, wyznając jednocześnie z pokorą, że przecież mogłoby
być znacznie lepiej.

A co o owym podróżowaniu, o którym Księga Syracydesa wspomina dziś tuż obok
modlitwy?

Były podróże. W kraju jednym z bogatych przeżyć był pobyt na Polesiu u skazanego
tam na banicję we wsi Błota mego brata, wybitnego nauczyciela. Tam też poznaliśmy
Marię Rodziewicz w jej dziedzicznej Hruszowej.
Szlaki harcerskie zaprowadziły na międzynarodowe Jamboree w Gödöllö pod Budapesztem,
z udziałem Baden Powella.
Ale to były raczej jakby igraszki. Wkrótce nastąpiły wędrówki trudne i bardzo
dalekie. Bo kto zmierzy prawdziwą odległość od Seminarium Duchownego we Włocławku
do nieludzkiego więzienia, wyznaczonego nam jako straszliwe kajdany podstępnego
kłamstwa? Kto zmierzy odległość, jaką kazano przebyć do KL Sachsenhausen, położonego
tuż obok Berlina – wtedy siedziby przerażającego złoczyńcy? I kto zmierzy odległość
szlaków przemierzanych już w samym obozie, gdzie obowiązywał rozkaz: "W
obozie dozwolony jest tylko bieg"?
Śmierć chodziła za tym naszym "podróżowaniem" bez przerwy. Także
i wtedy, gdy spod Berlina przewieziono nas w okolice sławnego miasta sztuki
– Monachium, do KL Dachau. Opowiedzieć trudno, choć usiłowałem to zrobić i
w książce, i w filmie. Ale jak ukazać oblicze cywilizacji śmierci, choćby w
jakichś fragmentach?
Ale przecież Polacy – starsi i młodsi – mają obowiązek znać i tamte dzieje
Narodu, Golgoty Wschodu i Zachodu. I mają prawo wiedzieć, że nie przemogła
nienawiść i śmierć. Kto przemógł? Przemógł, z łaski Boga, św. Józef Kaliski
w niedzielę 29 kwietnia 1945 roku. Była to niedziela wyzwolenia z dna cywilizacji
śmierci.
Który to był z kolei cud ocalonego życia? – Trudno powiedzieć. Na pewno zdarzył
się już cud na potwornej stacji doświadczalnej, gdy podjęte zostało ryzyko
ratowania gasnącego już życia polskiego kleryka ze strony Niemca, który się
nazywał Heini Stöhr, i Czecha, który się nazywa (i dotąd żyje) Zdenek Zámecnik.
Ale pod koniec niesłychanych dziejów obozowych szalał w obozie tyfus plamisty.
Ludzkiej pomocy już prawie nie było. Panowała śmiertelna cisza, gdy znajdowałem
się na sali, którą zalegali ludzie przeznaczeni już do rychłego przeniesienia
do krematorium. A jednak i wtedy ratował, i uratował, Pan życia wraz z Matką
i Opiekunem.
W takich warunkach objawiało się jednak także heroiczne wsparcie ze strony
ludzi, wsłuchanych w Boże przykazanie miłości. Toteż i w obozie śmierci był
ktoś gotów ofiarować Bogu swoje życie, by ratować skrajnie zagrożonego biedaka.
Wiele zaś lat później powtórzył się ten niesłychany dar! A teraz trwają nieustanne
modlitwy w intencji darowanego i tylekroć ocalonego życia. – Czy to są wielkopostne
czyny miłosierdzia? Nie tylko.
Jak dziękować Bogu życia i tym, których nauczył takiej miłości?

Powołanie, albo inaczej: posłannictwo życiowe
– Bóg stwarza życie człowieka i daje mu powołanie. On Sam – Boski Żniwiarz
wzywa na swoje Żniwo.
Od niedawna mówi się w Kościele głośno o powołaniu małżeńskim i rodzinnym.
Przez wieki było inaczej: powołanie było nazwą zarezerwowaną dla stanu duchownego
i profesji zakonnej. Nasza posługa rodzinie pozwoliła nam brać udział w tych
przemianach. Powołanie małżeńskie i rodzinne! I kapłańskie! Dzięki Bogu! Sprawa
jest niesłychanie doniosła, bo wszyscy jesteśmy powołani do świętości. Jest
to powołanie powszechne. Tak uczył Sobór Watykański II i tak niezmordowanie
uczył Jan Paweł II.
We własnym kręgu rodzinnym nie było tradycji powołań duchownych. Jednakże najmłodszy
w rodzinie wszedł na tę drogę wcześnie.
Jako kilkuletni chłopczyk urządzał "nabożeństwa domowe", życzliwie
traktowane przez środowisko rodzinne.
Pamięta też, że próbował głosić kazanie o męczeństwie św. Stanisława na Skałce.
Mama mu to opowiadała, podobnie jak opowiadała różne fragmenty z Historii świętej.
Ojciec spisywał z pamięci zasłyszane kazania, które na nim robiły szczególne
wrażenie i czytał te teksty najmłodszemu. A może pisał i czytał jakby pod wpływem
ojcowskiej intuicji, że to się najmłodszemu może w przyszłości przydać?
Przyszedł potem czas, że za r adą
ks. bp. Władysława Krynickiego znalazł się najmłodszy z rodzeństwa we włocławskim
Niższym Seminarium. Po maturze przyszedł czas wyboru. Wybrał jako drogę życia
Wyższe Seminarium Duchowne we Włocławku. Kto wybrał? Pan wybrał!
Naszym niezwykłym rektorem był wtedy ks. Henryk Kaczorowski, dziś błogosławiony
Męczennik Dachau. Dwóch zaś profesorów wywarło na alumna Seminarium szczególny
wpływ: ks. prof. Stefan Wyszyński, późniejszy Prymas Polski, i ks. prof. Józef
Iwanicki, późniejszy rektor ATK i inicjator podjęcia wykładów na tej Uczelni.
Doprowadziło to do powstania naszego Instytutu naukowego.
Błogosławiony Biskup Michał Kozal stał na czele tych niezwykłych postaci, które
Kościół Boży wyniósł na ołtarze, a z którymi byliśmy sobie bliscy.

Służba
Służyć: Bogu i ludziom – to zadanie każdego z nas.
Tym razem chodzi o posługę kapłańską, ale być darem z siebie dla innych, dotyczy
nie tylko posługi kapłańskiej, ale posługi nas wszystkich. Bo to dopiero jest
dojrzała miłość! Także – i to w sposób szczególny – miłość małżeńska i rodzicielska!
– Dar z siebie!
Tym razem chodziło o to, by "stać się wszystkim dla wszystkich" (1
Kor 9, 22).
Po niezwykłym wyzwoleniu obozu w Dachau przyszedł czas święceń kapłańskich
– dopiero wtedy! Święceń udzielał dwunastu byłym obozowcom w kościele polskim
w Paryżu Biskup włocławski – wygnaniec, Karol Radoński. Z wdzięcznością należy
tu wspomnieć, że nasz wtedy trudny przyjazd do Paryża stał się możliwy dzięki
interwencji współwięźnia, francuskiego ministra Edmonda Micheleta, dziś Sługi
Bożego.
Posługiwanie kapłańskie rozpoczęło się najpierw w sanatorium dobrych Sióstr
Franciszkanek Misjonarek Maryi w Berck nad Kanałem La Manche. Była to katechizacja
chorych dzieci i posługa duszpasterska wobec niemieckich jeńców wojennych,
narażonych na poważne niebezpieczeństwo przy odminowywaniu wybrzeża morskiego.
Gdy potem nadszedł czas studiów we Fryburgu Szajcarskim, wyznaczono dwom księżom-studentom
polskim opiekę nad kolonią dzieci warszawskich, położoną w pobliżu Vevey. Spotkałem
tam kapłana szwajcarskiego, który dysponował na śmierć, zgasłego właśnie w
Vevey, Henryka Sienkiewicza.
Pełniłem również okresowo ważną duszpastersko posługę kapelana Domu Matki Samotnej
w Belfaux pod Fryburgiem.
Okres wakacyjny był przeznaczony na posługiwanie w Seminarium Polskim w Paryżu.
Tam też po raz pierwszy spotkałem ks. Karola Wojtyłę.
Wytężony okres trzyipółletnich studiów, doktorat i wreszcie powrót do Ojczyzny,
po rekolekcjach, odbytych za radą wtedy młodego krakowskiego kleryka, a teraz
od lat służącego Kościołowi cierpieniem Kardynała Andrzeja Deskura. Pod koniec
rekolekcji otrzymałem zachętę do oddania się w niewolę miłości Matce Najświętszej.
Dokonało się to 8 grudnia 1949 roku.
Przedtem zaś, natychmiast po powrocie do Włocławka w Wielkim Tygodniu 1949
roku, rozpoczęła się intensywna posługa duszpasterska w opustoszałej z księży
– jak zresztą cała męczeńska diecezja – parafii katedralnej.
Okres ten charakteryzowała intensywna posługa konfesjonału.
Nadto zaś podjęta została trudna posługa głoszenia Słowa Bożego. Trudna. Wierzcie
mi: trudna. Ale przecież mówi Apostoł: "Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii" (1
Kor 9, 16). Tak się właśnie i teraz spotykamy.
Szczególnie ważne było zawsze duszpasterstwo rodzin, inspirowane przez niezwykłego
obrońcę rodziny i życia nienarodzonych, starszego Brata, śp. Walentego.
W czasie Soboru Watykańskiego II przypadło mi w udziale zabrać głos, w imieniu
Biskupów polskich, właśnie na temat wartości życia ludzkiego.

Instytut Studiów nad Rodziną
Znajdujemy się w Instytucie naukowym Studiów nad Rodziną. Jak do jego powstania
doszło?
Po odbytych studiach należało podjąć zadania naukowo-dydaktyczne w miejscowym
Seminarium Duchownym, bogatym w wiekowe tradycje. Z czasem zaś wypadło prowadzić
najstarsze w Polsce czasopismo teologiczne (założone w 1909 roku z inspiracji
ks. Idziego Radziszewskiego, późniejszego założyciela KUL-u). Czasopismo nosiło
nazwę "Ateneum Kapłańskie". Redagowane zaś przy udziale znakomitych
autorów polskich i zagranicznych zawierało treści także i dziś wysoce aktualne.
Odpowiedzialność redaktora naczelnego trwała ponad 18 lat (1956-1975).
Nieoczekiwane zaproszenie do podjęcia wykładów na ATK w Warszawie dało okazję
do założenia pionierskiego Instytutu Studiów nad Rodziną. Cel i założenia programowe
Instytutu zyskały aprobatę Wielkiego Kanclerza ATK Kardynała Stefana Wyszyńskiego,
a także Kardynała Karola Wojtyły. (Choć początkowo były sprzeczki… Ale nie
ze mną.) Potem znalazły te znajomości wyraz w szczególnej trosce Papieża Jana
Pawła II o nasz Instytut naukowy. Działalności tego Instytutu służy też, założony
nieco później Instytut Świecki Życia Konsekrowanego Świętej Rodziny, który
troszczy się o wszystkie wymiary posługi Kościoła wobec rodziny.
O tych dwóch Instytutach napisał Jan Paweł II w ostatnim ze swoich 63 Listów,
kierowanych do założyciela (przepraszam, ale cytuję): "…potrzebny jest
Ksiądz Arcybiskup do prowadzenia dzieła dwóch Instytutów służących Rodzinie."
Tak napisał jeszcze 13 stycznia w ubiegłym roku. A przypominał mi nieraz, że
jestem od Niego starszy…
Instytut naukowy wcześnie służył pomocą w posłudze rodzinie Kościoła Powszechnego,
najpierw organizując w roku 1980 Synod Biskupów – z woli Ojca Świętego zgromadzony
i poświęcony "zadaniom rodziny chrześcijańskiej w świecie współczesnym".
Potem zaś założyciel Instytutu miał zaszczyt współpracować z Ojcem Świętym
w tworzeniu oczekiwanego przez Kościół watykańskiego dykasterium: Papieskiej
Rady Rodziny (Pontificium Consilium pro Familia). To wielki życiowy i zupełnie
niezasłużony zaszczyt… Ale taka jest prawda.
I to wszystko pochodziło stąd, z Polski, a nawet z tego skromnego miejsca,
w którym teraz się znajdujemy. Pan Bóg lubi to, co małe.
Wy zaś, Najdroższe Rodziny, pamiętajcie, że istniejemy w Łomiankach, w Wisełce
i w różnych ośrodkach krajowych, a także zagranicznych po to, by służąc Bogu
miłości i życia, służyć Wam!

Epilog
Epilog dzisiejszego słowa o Bożych drogach życia, a zarazem słowo o samym epilogu
życia: radosnym i pełnym wdzięczności. Magnificat!
Na jakich było to drogach?
Odpowiadamy najpierw słowem natchnionym: "Co masz, czego byś nie otrzymał?" (1
Kor 4, 7). Wiedzmy to dziś. Wiedzmy to zawsze. Wiedzmy to wszyscy.
I co dalej?
Nasz obecny czas – to epoka niezwykłego zamętu. Chciałby wedrzeć się w nasze
życie i w życie naszych rodzin.
A nasza odpowiedź brzmi tak:
"
I w życiu, i w śmierci należymy do Pana"! – To słowa Listu do Rzymian
(Rz 14, 8). "I w życiu, i w śmierci należymy do Pana"!
I jeszcze inna odpowied ź, a raczej wołanie "Jezu, ufam Tobie!", "Jezu,
ufamy Tobie!", wraz z wołaniem, od którego się rozpoczęło nasze spotkanie: "Ojcze,
dla Jego bolesnej Męki miej miłosierdzie dla nas i dla całego świata!"
Zwierzał się Ojciec Święty Jan Paweł II: "Zanim wyszedłem z pomieszczeń
konklawe, wiedziałem, że mam napisać encyklikę Dives in misericordia – o Bożym
Miłosierdziu".
Duch Święty ma swoje własne drogi, więc jak to już bywało w Kościele Bożym,
podpowiadała tę myśl, z inspiracji Boga, wiejska dziewczyna spod Sieradza,
współdiecezjanka, dziś znana w całym świecie jako św. Faustyna. A tam była
to mała Helenka Kowalska, przemyślna, bo wiedziała, jak odpowiedzieć pragnieniu
pójścia do kościoła i jak przedtem wypełnić obowiązek nakarmienia bydełka…
Współdiecezjanko, św. Faustyno, bądź z nami!
I módl się o to, by Miłosierny Jezus był z tym Domem Świętej Rodziny i z nami
wszystkimi!
A Ty, Rodzino Święta, przyjmij nas! Przecież oddaliśmy się Tobie, a dziś czynimy
to ponownie.
Niech Ci towarzyszą święci Patronowie nasi, ze św. Kazimierzem Królewiczem
i z naszym świętym Sąsiadem z Niepokalanowa, Bożym Zakładnikiem za ojca rodziny,
i z Błogosławionym Michałem, Biskupem i Męczennikiem, i z wszystkimi Przyjaciółmi
z Dachau, których teraz czcimy na ołtarzach Pańskich.
Boże nasz, bądź błogosławiony! "Ty ścieżkę życia nam ukazujesz, pełnię
Twojej radości"! (Ps 16, 11). Amen.

drukuj