Trzy, czyli sześć priorytetów Platformy

Z Ryszardem Czarneckim, posłem do Parlamentu Europejskiego (Europejscy
Konserwatyści i Reformatorzy), rozmawia Maciej Walaszczyk

Aktywność prezydenta Bronisława Komorowskiego oraz podlegającego mu Biura
Bezpieczeństwa Narodowego, choćby w relacjach z Rosją, jest ostatnio bardzo
widoczna. Prezydent chce kreować politykę zagraniczną? Gdy żył Lech Kaczyński,
Komorowski miał inne zdanie na ten temat.

– Dowiedziałem się skądinąd, że podczas polskiej prezydencji w Unii Europejskiej
prezydent Komorowski chce wykorzystać swój urząd do podkreślenia swojej roli w
krajowym układzie politycznym.

W jaki sposób? Przecież prezydentura to miał być podobno tylko "żyrandol", a
wyjazdy na szczyty unijne walką o stołek z premierem i szefem MSZ.

– Mimo że kiedyś Bronisław Komorowski wielokrotnie krytykował prezydenta Lecha
Kaczyńskiego i odmawiał mu prawa do samodzielnej polityki zagranicznej, teraz
sam marzy, aby to samo robić.

Zna Pan takie plany Kancelarii?
– Urzędnicy obecnego prezydenta w ostatnich tygodniach bardzo mocno interesują
się, jak wygląda obecność prezydenta na szczytach UE oraz jakie dyrektywy unijne
mogą być przyjęte w następnym półroczu, a więc dokładnie w czasie, gdy Polska
będzie przewodziła UE. Rozumiem więc, że prezydent Komorowski i jego
współpracownicy chcą z pewnym wyprzedzeniem opowiedzieć się za czymś, co ma się
według unijnego harmonogramu zakończyć do końca tego roku i z wielkim hukiem
odbębnić to jako własny sukces. Kto choć trochę zna pracę instytucji unijnych,
wie, że jeśli jakieś prawo ma już zostać wprowadzone w życie, to prace nad nim
prowadzone są długo i tam nikt niczego nie robi na ostatnią chwilę. W obliczu
narastających konfliktów w łonie samej Platformy właśnie w czasie prezydencji
prezydent będzie chciał wystąpić jako ten, który mówi innym głosem niż rząd.
Zapowiadał to już swego czasu szef BBN gen. Koziej. Brzmi to paradoksalnie, ale
prezydent Komorowski chce robić dokładnie to samo, co jako marszałek Komorowski
i ważny polityk Platformy Obywatelskiej namiętnie przez lata krytykował, a więc
aktywność śp. prezydenta Kaczyńskiego.

Nie zwracając uwagi na konstytucyjne zapisy, które jasno precyzują funkcje
prezydenta w tej sprawie.

– Nawet z punktu widzenia pewnej taktyki unijnej warto zwrócić uwagę, że na 27
krajów członkowskich, jeśli odliczyć monarchie, pozostanie nam 21 krajów
członkowskich, z połowy których ich prezydenci dość regularnie pojawiają się na
szczytach UE. A więc to, co robił w swoim czasie prezydent Lech Kaczyński, było
– można powiedzieć – pewną europejską normą. Dzisiaj widać, że również Bronisław
Komorowski chciałby pójść w jego ślady.

Do objęcia prezydencji w Radzie Unii Europejskiej pozostało pięć miesięcy.
Kilka tygodni temu zarzucaliście rządowi, że do dziś nie przygotował spójnej i
oficjalnej listy priorytetów, jakimi ma się w tym czasie zająć. Coś drgnęło w
tej sprawie?

– Na razie mamy powiększający się chaos i dezinformację.

Minister Mikołaj Dowgielewicz zapewnia, że wszystko jest jak najbardziej w
porządku.

– Nie ma żadnej koordynacji między najważniejszymi instytucjami i organami
państwa odpowiedzialnymi za prowadzenie polityki zagranicznej. W samej koalicji
ministrowie związani z Platformą mówią co innego, a ci związani z PSL co innego.
Podobnie rzecz się ma z posłami, którzy mówią na ten temat co innego niż
urzędnicy z MSZ. Wygląda to wszystko na jedną wielką prowizorkę.

Co ma Pan na myśli?
– Gdy na początku stycznia organizowaliśmy w tej sprawie konferencję prasową w
Sejmie, dokładnie tego samego dnia odbyła się konferencja prasowa szefa Komisji
Spraw Zagranicznych i jednocześnie szefa mazowieckich struktur Platformy
Obywatelskiej posła Andrzeja Halickiego, który powiedział, że rząd ma dla
nadchodzącej prezydencji trzy priorytety. Po czym następnego dnia, tylko że sto
metrów dalej, w budynku Senatu, podczas posiedzenia senackiej Komisji do spraw
Unii Europejskiej, pan Jan Borkowski, wiceminister spraw zagranicznych z
ramienia PSL, powiedział, że rząd na razie nie ma żadnych priorytetów i w ogóle
ich nie ogłosił.

Bo te, zamieszczone w internecie, są jedynie wstępne i nieoficjalne…
– No tak, tylko że szef sejmowej komisji z Platformy mówił miesiąc temu, że rząd
ma trzy priorytety, na stronie internetowej jest ich sześć, minister Sikorski
podczas wizyty w Turcji dorzucił jeden o szybkim wprowadzeniu tego kraju do
struktur Unii Europejskiej, ale jego zastępca mówi, że nie ma żadnych
priorytetów. To jest przecież jakiś kompletny bałagan. Możemy się dziś tylko
domyślać, co dyplomaci akredytowani w Warszawie wysyłają w depeszach do stolic
swoich państw. Zdumiewa mnie przy tym brak wyczucia i umiejętności wykorzystania
tej prezydencji dla realizacji ważnych narodowych interesów.

Jakich konkretnie?
– Dla przykładu, mamy dziś prezydencję węgierską i rząd Viktora Orbana ma swoją
strategię dunajską. Gdy przed dwoma laty Francja przewodziła Radzie UE, to
prezydent Sarkozy zrobił wszystko, by oficjalnie powstała Unia Morza
Śródziemnego, a mówiąc konkretnie – pod unijnym parasolem miała miejsce
ewidentna promocja francuskich interesów politycznych i gospodarczych.

Minister Dowgielewicz mówi, że to nie jest dobry czas na promowanie własnych
spraw.

– I jest absolutnym wyjątkiem spośród wszystkich ministrów ds. europejskich z
krajów unijnych. Przecież rząd jeszcze w 2009 roku mówił, że wśród polskich
priorytetów znajdzie się strategia Morza Bałtyckiego. Ale już rok później, a
dokładnie w lipcu 2010 roku ten priorytet został wykreślony. Dochodzi teraz do
kuriozalnej sytuacji, kiedy posłowie lub ministrowie rządu Tuska podchodzą do
mnie w Sejmie, rozglądają się przezornie na boki i półgębkiem przyznają mi
rację, rozkładają ręce i tłumaczą, że nie mają na to wpływu. Świadczy to zresztą
o sytuacji, która chyba już panuje w samej Platformie i rządzie.

Dlaczego rozglądają się na boki?
– Pewnie nikt z nich nie chce, by zarzucano mu, że rozmawia z politykiem
opozycyjnym. Po cichu przyznają jednak, że rząd popełnił w tej sprawie błąd. I
to tym bardziej że premier Tusk deklarował, iż będziemy jako państwo czerpać z
doświadczeń prezydencji węgierskiej, podczas której forsowane są ważne interesy
regionalne.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj