Siły Zbrojne na debecie
Podwładni z jednej strony go cenią i szanują, a z drugiej podkreślają, że
to człowiek bez siły przebicia. Skończył nie tylko sowiecką, a później rosyjską
uczelnię – kształcił się także w USA i Kanadzie. Powołanie gen. Mieczysława
Cieniucha w kręgach młodych oficerów zostało przyjęte z mieszanymi uczuciami.
Dziś widać, że nie jest i nie będzie to ożywczy wiatr dla polskich Sił
Zbrojnych. Ale nie jest to wyłącznie wina szefa sztabu. Minister Bogdan Klich,
premier Donald Tusk, minister Jacek Rostowski – wymienia winnych gen. Roman
Polko. Polityczni decydenci zabierali armii pieniądze, czego skutkiem jest
stopniowa dewaluacja przywództwa.
Krytycy i komentatorzy stanu polskich Sił Zbrojnych, niezależnie od tego, czy są
to wojskowi, czy cywile, skupili się na osobie szefa MON Bogdana Klicha.
Słusznie wskazują jego polityczną odpowiedzialność za brak kontroli nad armią,
niewyciągnięcie wniosków z katastrofy CASY czy wreszcie współodpowiedzialność za
katastrofę smoleńską. Ale chętnie krytykujące ministra Klicha media milczą o
najważniejszym obecnie wojskowym w kraju gen. Mieczysławie Cieniuchu. Jako szef
Sztabu Generalnego jest usytuowany między politycznymi decydentami i zwykłymi
żołnierzami.
W ostatnich latach gen. Cieniuch był radcą ministra obrony narodowej Bogdana
Klicha. Jako przedstawiciel wojskowy reprezentował również Polskę przy NATO oraz
Unii Europejskiej. Zdecydowani krytycy stanu polskich Sił Zbrojnych, jak
generałowie Roman Polko i Waldemar Skrzypczak, podkreślają, że jeśli chodzi o
wyszkolenie i doświadczenie, to gen. Cieniuch jest dobrym wojskowym, otwartym na
nowoczesne rozwiązania. Wydaje się, że powinien zgrabnie łączyć sferę czysto
polityczną ze sferą wojskową, dbając o właściwe funkcjonowanie Sił Zbrojnych. –
Obawiam się jednak, że on niewiele może, bo obecnie decydujący głos ma minister
Klich oraz jego doradcy – tłumaczy "Naszemu Dziennikowi" gen. Skrzypczak.
Znacznie mniej wyrozumiały dla szefa Sztabu Generalnego jest były wiceszef MON
prof. Romuald Szeremietiew. – Teoretycznie gen. Skrzypczak może mieć rację. Ale
przecież nikt nie każe szefowi Sztabu Generalnego trwać na stanowisku w takiej
sytuacji – podkreśla w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" prof. Szeremietiew. Chcąc
połączyć te opinie na temat wojska i gen. Cieniucha, należy zadać pytanie: Skoro
teoretycznie jest dobrze, to dlaczego praktycznie jest źle?
Deficyt przywództwa i wojskowa fikcja
Z rozmów zarówno z czynnymi wojskowymi, jak i z żołnierzami w stanie spoczynku
wynika, że słowem, które najlepiej oddaje stan polskich Sił Zbrojnych, jest
paraliż. Został on spowodowany m.in. rozmyciem odpowiedzialności za stan wojska.
– "Nasz Dziennik", pytając o odpowiedzialność gen. Cieniucha, dotyka bardzo
ważnego problemu, kluczowego dla wszystkich sił zbrojnych na całym świecie.
Chodzi o problem przywództwa – tłumaczy gen. Roman Polko. Były dowódca
specjalnej jednostki GROM, później pracownik Biura Bezpieczeństwa Narodowego
podkreśla, że przywództwo to duży ciężar odpowiedzialności za żołnierzy.
Wojskowi to nie soliści. Otrzymują awans w wyniku pracy nie tylko swojej, lecz
także swoich podwładnych. Gdy wskutek politycznej nieudolności cierpią zwykli
żołnierze, to ich oczy zwrócone są na dowódcę, któremu zaufali i który potrafi
zadbać o ich interesy. Przede wszystkim o bezpieczeństwo tych żołnierzy. –
Generał Cieniuch jest doświadczony, to dobry organizator, z dużą kulturą
osobistą. Ale brakuje mu odwagi do zdecydowanego przeciwstawiania się pomysłom,
które mogą nie być dobre dla Sił Zbrojnych. A brak takiej twardości i sprzeciwu
utwierdza tych politycznych decydentów w świecie wojskowej fikcji – mówi nasz
rozmówca ze Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.
Na czym to utrwalanie fikcji polega, pokazuje przykład szkolenia w Siłach
Powietrznych. Wojsko jest niedoszkolone, bo nie ma pieniędzy na sprzęt. Brakuje
środków również na pensje i dodatki dla żołnierzy. – Gdyby Pan popracował z nami
przez miesiąc i wsłuchał się w klimat rozmów żołnierzy, to doszedłby pewnie do
wniosku, że degrengolada w wojsku jest naturalna. Skoro na armii robi się jakieś
eksperymenty, żeby jak najwięcej oszczędzać, to nic dziwnego, że żołnierze nie
wierzą w lepsze czasy – tłumaczy jeden z żołnierzy 36. Specjalnego Pułku
Lotnictwa Transportowego.
Na kwestie finansowe wskazuje też gen. Polko. – W tym względzie odpowiedzialny
jest nie tylko Bogdan Klich, ale szerzej – rząd: premier Donald Tusk oraz
minister finansów Jacek Rostowski. Dwa lata z rzędu nie została wypełniona
ustawa, jeśli chodzi o finansowanie Sił Zbrojnych. Brak pieniędzy osłabia
przywództwo, w wyniku czego spadają morale żołnierzy – tłumaczy. I nie trzeba
szukać w tym wypadku jakichś specjalnych intryg. Sytuację oddają proste
historie. – Armią rządzi chaos i niepewność. Dwa lata temu wprowadzono
rozporządzenie, że żołnierze do brygady włącznie będą żywieni w jednostkach. A
po pół roku je cofnięto. Skoro nie potrafi się rozstrzygnąć takich spraw, to nie
ma się co zastanawiać nawet nad trudniejszymi kwestiami – zauważa gen.
Skrzypczak.
Cieniuch niezgody
Diagnozę o podtrzymywaniu wojskowej fikcji i zaklinaniu rzeczywistości może
potwierdzać reakcja szefa Sztabu Generalnego na przedstawienie raportu MAK na
temat katastrofy smoleńskiej. Generał Cieniuch ocenił, że raport nie był dużym
zaskoczeniem dla polskich wojskowych. – Niektóre informacje opublikowane w
raporcie znamy od wielu miesięcy i od wielu miesięcy prowadzimy czynności
naprawcze w Siłach Powietrznych i pozostałych rodzajach Sił Zbrojnych. (…)
Każdego dnia staramy się wprowadzać takie zmiany, które pozwolą uniknąć nie
tylko takiej katastrofy, ale wszelkich katastrof. Mógłbym długo wymieniać tytuły
dokumentów, instrukcji i zasad, które już zostały wprowadzone w Siłach Zbrojnych
– mówił dziennikarzom szef Sztabu Generalnego.
Tak wyglądała reakcja pierwszego żołnierza RP na raport, który deptał honor
polskich oficerów i kosztem polskich żołnierzy wybielał rosyjskich kontrolerów
lotu. Uważnie prześledziliśmy całą wypowiedź, by ustalić, co rzeczywiście już
zmieniło się w Siłach Zbrojnych i jakie będą przyszłe zmiany. Nie doszukaliśmy
się w tych słowach żadnych konkretów. "Nasz Dziennik" postawił gen. Cieniuchowi
za pośrednictwem rzecznika Sztabu Generalnego Wojska Polskiego pytania dotyczące
dokumentów, instrukcji i zasad, które miały zostać wprowadzone w Siłach
Zbrojnych oraz o krótki komentarz, w jakim kierunku zapowiadane zmiany prowadzą.
Jednak do momentu zamknięcia tego numeru nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Wspomniany brak krytyki osoby szefa Sztabu Generalnego w kontekście rozliczania
szefa MON dziwi tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę kulisy powierzenia tej
funkcji właśnie gen. Cieniuchowi.
Jak się okazuje, obecnie ta nominacja była pierwszą kością niezgody między
Donaldem Tuskiem a Bronisławem Komorowskim, który po katastrofie smoleńskiej
przejął obowiązki głowy państwa. Według jednego z czołowych polityków PO, na
nominowanie gen. Cieniucha uparł się Komorowski. Tusk miał protestować, gdyż
uważał go za kiepskiego dowódcę. W odpowiedzi usłyszał od byłego marszałka
Sejmu, a wcześniej szefa MON zimne: "To ja podejmuję decyzje". Dotychczas w
relacjach obu polityków było raczej odwrotnie. To premier był przyzwyczajony do
dzielenia i rządzenia.
Tusk po tym nieudanym sprzeciwie miał kilka dogodnych momentów, by wyartykułować
swoje racje. Problem z tą kandydaturą pojawił się, gdy tylko do mediów
przedostało się nazwisko Cieniucha, któremu brakowało 8 miesięcy do osiągnięcia
60 lat, czyli wieku, który obliguje żołnierza zawodowego do przejścia na
emeryturę. Tę sprawę załatwiła jednak nowelizacja ustawy, która wydłużyła wiek
emerytalny wojskowych. Media informowały o "ustawie pisanej pod Cieniucha". A
niektórzy z ekspertów wskazywali, że tym sposobem zmarnowana została szansa na
awansowanie na najwyższe stanowiska kierownicze w armii młodych, zdolnych,
którzy nie mają za sobą edukacji w Związku Sowieckim czy później w Federacji
Rosyjskiej, a szlify zdobywali w natowskich instytucjach.
Generał Cieniuch załapał się zarówno na jedno, jak i na drugie. W latach
1979-1982 odbierał naukę w Akademii Wojsk Pancernych ZSRS w Moskwie oraz
Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej w Moskwie
(1990-1992). Oprócz tego kształcił się na uczelniach amerykańskich i
kanadyjskiej. – Gdy po 10 kwietnia wiadomo było o powołaniu nowego szefa sztabu,
chcieliśmy jedynie, by nie był to ktoś z przedstawicieli tzw. betonu wojskowego,
który jedynie utrwala i tak już mocno przestarzały stan rzeczy w armii. Po
nominacji Cieniucha mieliśmy mieszane uczucia – wspomina jeden z młodszych
generałów. Generała Cieniucha szanują podwładni, ma poważanie wśród
przedstawicieli NATO, ale jednocześnie wielu zalicza go właśnie do tej
niereformowalnej grupy trzymającej władzę w MON.
Wpadki szefa sztabu
Jeśli wierzyć politykom rządzącej partii, Donald Tusk z chęcią zaatakowałby i
prezydenta, i jego szefa sztabu. Tylko że od samego początku miał związane ręce.
Generał Mieczysław Cieniuch blisko współpracował z Bogdanem Klichem. Premier,
uderzając w wojskowego, strzelałby do bramki własnego rządu. Ponadto, jak mówi
nam jeden z parlamentarzystów PO, analiza wyników zleconych badań wykazała, że
lepiej szczelnie ukrywać wszelkie konflikty na linii dużego i małego pałacu. Bo
teraz cel jest jeden: jesienne wybory parlamentarne.
Bardziej ironiczni eksperci i komentatorzy podkreślają, że prezydent oraz szef
sztabu są siebie warci. Obaj mają zamiłowanie jeśli nie do gaf, to przynajmniej
do niefortunnych sformułowań. I tak w grudniu ubiegłego roku na wigilijnym
spotkaniu 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego zaproszony gen.
Cieniuch określił katastrofę smoleńską mianem "przykrego incydentu". Na tym
spotkaniu obecny był również ambasador Rosji. To sformułowanie szefa sztabu
wywołało protest niektórych członków rodzin ofiar smoleńskiej tragedii obecnych
na spotkaniu.
Podobną wpadkę pierwszy żołnierz RP zaliczył tydzień temu, gdy "Komsomolskaja
Prawda" napisała, że do katastrofy polskiego Tu-154M pod Smoleńskiem mogła
doprowadzić tajna instrukcja, na podstawie której samolot może odejść na
lotnisko zapasowe tylko za zgodą "głównego pasażera". Rosyjska gazeta twierdzi,
że dowiedziała się o tej tajnej instrukcji od jednego z polskich dziennikarzy.
Jaka była reakcja gen. Cieniucha na kolejne przekroczenie przez Rosjan granicy
absurdu w medialnych wrzutach dotyczących katastrofy?
– Ta informacja od razu wydawała mi się mało prawdopodobna, ale nakazałem ją
sprawdzić. Otrzymałem już informację, że taka instrukcja na sto procent nie
istniała ani nie istnieje – powiedział dziennikarzom gen. Cieniuch. Te słowa
nawet trudno komentować. W świat i tak poszedł jasny rosyjski przekaz: To wina
nieudolnych polskich wojskowych, którzy pozwoli na to, by dyrygował nimi "główny
pasażer". Przyszłość Sił Zbrojnych trudno rysować w kolorowych barwach. Na razie
trwa sytuacja patowa. Głównym wrogiem jest minister Klich i jego doradcy. W
konsekwencji szefowi sztabu zmienił się mentor. Z doradcy szefa MON stał się
człowiekiem prezydenta. I ten właśnie fakt może zapewnić mu spokojny sen aż do
emerytury.
Mariusz Majewski
