Trzeźwość jest bezcenną wartością
Rozmowa z ks. bp. Antonim
Pacyfikiem Dydyczem, ordynariuszem drohiczyńskim, przewodniczącym Zespołu
Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości
Podsumowaniu III Rzeczypospolitej towarzyszy wiele alarmujących danych. W
ostatnim czasie dołączył się do nich jeszcze jeden wskaźnik. Jak informuje
Pracownia Badań Społecznych z Sopotu, w latach 2002-2005 spożycie alkoholu
w Polsce wzrosło o 30 procent. GUS podaje, że wskaźnik ten wynosi aż 54 procent.
O 40 procent zwiększyła się liczba osób spożywających alkohole mocne. Księże
Biskupie, jakie są najważniejsze przyczyny tego dramatycznego wręcz zjawiska?
– Dziękuję bardzo za tak postawione pytanie. Istotnie, widzimy, że za rządów
socjaldemokracji kolejny raz wzrosło spożycie alkoholu. Nie jestem przekonany
co do podawanych wskaźników tego wzrostu. I nie chciałbym, aby w tej kwestii
liczby pojawiały się zbyt często. Nie możemy bowiem zapominać, że chodzi tutaj
o człowieka. On jest najważniejszy. Liczba ludzi uzależnionych to już nieco
inny aspekt tej samej sprawy. Nas winien mobilizować, i to do pełnego przeciwdziałania,
nawet jeden przypadek alkoholizmu. Nie możemy naszej troski o trzeźwość uzależniać
od liczb. To przecież może stać się powodem swoistego uśpienia czujności, kiedy
liczby się zmniejszają.
Troska o trzeźwość winna być na stałe wpisana w każdy system wychowawczy. O
tym nie mogą zapominać szkoły, organizacje młodzieżowe, kluby sportowe, a zwłaszcza
środki komunikacji społecznej.
Obecny wzrost spożycia alkoholu wiąże się z ciągłym osłabianiem społecznej
nadziei. W tej dziedzinie rządy socjaldemokracji są dla Polski wyjątkowo wymownym,
choć też tragicznym przykładem. Dotyczy on głównie najbiedniejszych, którzy
w świetle tego, co się działo, a więc przerażającej korupcji i różnych malwersacji,
nie dostrzegali dla siebie jakichś sensowniejszych perspektyw. Otrzymując małe
zasiłki, zamiast pamiętać o rodzinie, pognębieni w tej fatalistycznej beznadziei,
przepijali nawet i te grosze.
Dlatego obecna sytuacja w dziedzinie spożycia alkoholu jest swoistym gongiem,
który bije na alarm.
Kościół w tym czasie nie milczał. Trudno było nie usłyszeć apeli o trzeźwość
w Wielkim Poście czy w sierpniu. Ale przecież cały czas trwa walka Kościoła
o trzeźwość Narodu. Czy mógłby Ksiądz Biskup wskazać jej najważniejsze elementy?
– Kościół systematycznie, modyfikując swoje metody w nawiązaniu do konkretnych
okoliczności, stara się wychowywać do trzeźwości. I wielka liczba ludzi z tego
korzysta. Mamy piękne owoce. Ale szanse nie są równe. Potęgi handlowe, wspomagane
przez środki komunikacji społecznej, potrafią w sposób zmasowany atakować ludzką
wyobraźnię. To przecież nie jest tajemnica. Na reklamach alkoholu zarabia się
wyjątkowo dużo, a na sprzedaży napojów alkoholowych musi się zarabiać jeszcze
więcej, aby móc opłacać reklamy. I tak wysysa się z ludzi każdy grosz.
W tej materii nie można zapominać o organizowaniu zabaw i rozrywek dla młodzieży.
Niestety, zgodę na prowadzenie młodzieżowych imprez dostają ludzie zainteresowani
przede wszystkim zyskiem. I to jest przyczyna tego, że tak wielu młodych ludzi
wciąga się w alkohol, a niemało też traci życie po dyskotekach.
W Polsce od 23 lat obowiązuje Ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu
alkoholizmowi, działa Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.
Są więc odpowiednie organa, prawo i pieniądze na ten cel. Czy są one – według
Księdza Biskupa – odpowiednio wykorzystane?
– Nie do mnie należy ocena polskiego ustawodawstwa i działalności państwowych
organów. Byłoby dużym nietaktem, gdybym w oparciu o wiedzę, jaką posiadam teraz,
miał zastrzeżenia do działalności PARP-y. Współpracujemy na różnych szczeblach.
Natomiast z ustawodawstwem jest sprawa nieco inna. Nasze ustawy nie są pomiędzy
sobą "zgrane". Sama ustawa o wychowaniu w trzeźwości może być dobra,
ale cóż z tego, kiedy są przepisy z zakresu handlu, gospodarki komunalnej i
inne, które nie biorą pod uwagę trzeźwości. Ten brak treściowej spójności naszego
prawa jest poważną chorobą, nie tylko w tej dziedzinie. Wymaga solidnej oceny
i naprawy.
Jak Ksiądz Biskup ocenia dotychczasową współpracę państwa i Kościoła w dziele
zahamowania fali alkoholizmu w Polsce?
– Trudno mi i w tej dziedzinie dokonać jakiejś sensownej oceny. A to z tej
prostej przyczyny, że państwo jest pojęciem niesłychanie szerokim. Nie znam
większości instytucji państwowych, nie mogę więc wypowiadać się wiążąco. U
nas tak naprawdę państwa jest wciąż zbyt dużo i to państwa wewnętrznie mało
zwartego, gdzie ministerstwa, agencje czy komitety działają niemal jak dawni
książęta! Miejmy nadzieję, że z czasem sama polityka jako taka zacznie uwzględniać
etykę, a wtedy będzie można liczyć na bardziej szczerą współpracę.
Trzeźwość Polaków to dobro nie tylko poszczególnych jednostek, rodzin, ale
i całego państwa polskiego. Jakie działania powinny być podejmowane, by zmniejszyć
zjawisko alkoholizmu w Polsce?
– Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że trzeźwość jest bezcenną wartością
dla każdego człowieka. A państwo nie istnieje poza człowiekiem. W krótkiej
rozmowie trudno dać wyczerpującą odpowiedź na pytanie o to, co mamy robić,
aby zmniejszyć zjawisko alkoholizmu w Polsce. Postaram się jednak na nie odpowiedzieć,
odwołując się do paru płaszczyzn, bliskich naszemu życiu.
W płaszczyźnie wychowawczej wypada położyć nacisk na to, aby za pośrednictwem
środków komunikacji społecznej dziecko nie było "indoktrynowane alkoholem" przed
dojściem do pełnoletności. We wszystkich programach szkolnych powinny być przygotowane
odpowiednie materiały, które pomagałyby nauczycielom i wychowawcom zauroczyć
trzeźwością dzieci i młodzież. Potrzebne jest też stałe opracowywanie zasad
organizowania zabaw i wszelkich rozrywek dla dzieci i młodzieży, przyjmujących
postawy trzeźwościowe jako coś oczywistego. Od strony religijnej istotne jest
tutaj takie wprowadzanie w praktyki religijne, aby nie wiązało się to z jakimś
ciężarem, chociaż może być potraktowane jako swoista próba moralnej sprawności,
w której trzeźwość odgrywa przyjacielską i niezbędną rolę.
W płaszczyźnie kulturowej i obyczajowej warto skierować uwagę na całą dziedzinę
twórczości i działalności kulturowej. W literaturze warto powracać do dobrych
wzorów z przeszłości. Współczesna literatura, kino, telewizja nastawione są
na szokowanie, a więc na osłabianie woli i zastraszanie sumienia. Kiedyś ludzie
się przebudzą i uświadomią sobie, że takie podejście nie służy rozwojowi człowieka,
pełnemu rozwojowi osobowemu.
W płaszczyźnie społecznej i gospodarczej czas najwyższy, abyśmy zaczęli dostrzegać
rzeczywistego dyktatora – w rynku i zysku. Jest to groźny dyktator, gdyż anonimowy,
ale narzuca swoje wymagania bezwzględnie. Musimy wyzwolić się spod panowania "mieć",
jak zachęca nas Jan Paweł II.
Są jeszcze inne sfery wymagające przemyśleń i przemian, ale na tym chciałbym
zakończyć, dopowiadając tylko, że tak naprawdę możemy postawić znak równania
pomiędzy trzeźwością a wolnością. Dziwię się tym kierunkom, które odwołują
się do liberalizmu, czyli do tendencji wolnościowych, a jednocześnie lansują
moralny permisywizm, ułatwiający zniewalanie człowieka. Czas więc, abyśmy przywrócili
prawdziwe treści i znaczenia takim pięknym słowom jak wolność, trzeźwość i
radość, a wychowanie młodych pokoleń będzie milsze i owocniejsze.
Dziękuję za rozmowę.
Anna Wasak
