Trudna posługa głoszenia
Zatrzymajmy się jeszcze nad prorocką misją kapłanów. Jak wiemy, ich zadaniem jest głoszenie Słowa Bożego. Dzięki posłudze słowa biskupów i kapłanów w Kościele i świecie nie milknie Chrystus. Oddając Mu swój głos na ambonie, przy okazji sprawowania sakramentów świętych i różnych spotkań duszpasterskich stają się heroldami Jego orędzia. Na co zwracamy uwagę, gdy przed nami staje kapłan głoszący homilię?
Podczas jednej z debat w pewnej telewizji usłyszałem, że księża nie umieją głosić ciekawych kazań. Najczęściej padające zarzuty dotyczyły formy: kazania bywają nudne, długie, na tematy zupełnie obce słuchaczom, oderwane od życia, upolitycznione. Przysłuchując się tym i innym narzekaniom na jakość kapłańskiej posługi słowa, z jednej strony odczuwałem radość, a z drugiej smutek. Radość – gdyż dostrzegłem w tej krytyce kazań znak troski. Słuchaczom zależy na tym, co słyszą, mają pewne oczekiwania i wymagania. Dla księży głoszących homilie oznacza to konieczność bardzo starannego przygotowywania się do wystąpień na ambonie. Smutek – gdyż trzeba jednak dla sprawiedliwości powiedzieć, że bywają również krytyki nieuzasadnione, wręcz krzywdzące.
Słuchaczom czasem się wydaje, że bardzo łatwo jest przygotować dobrą homilię. Jako młody kleryk byłem bardzo krytyczny wobec kaznodziejów i wydawało mi się, że mógłbym powiedzieć lepiej, znaleźć ciekawszą argumentację, zainteresować nowszym ujęciem, sprowokować do myślenia… Z czasem zrozumiałem, że ja również potrafię nudzić, zmęczyć słuchacza, nie odpowiedzieć na jego potrzeby i pytania… To nauczyło mnie pokory. Naprawdę nie jest łatwo kapłanowi występować publicznie i głosić kazanie tak, aby wszyscy słuchacze byli usatysfakcjonowani. Zresztą nie o satysfakcję żadnej ze stron tak naprawdę chodzi.
Pierwszorzędnym celem homilii nie jest to, by się podobały. Zadaniem głoszącego je nie jest zdobycie aplauzu, robienie dobrego wrażenia. Nie chodzi o to, aby mile razem spędzić czas, gawędząc o rzeczach łatwych i przyjemnych. Kapłan ma być głosicielem prawdy Bożej. Dobrze jest, gdy posiada ku temu szczególne uzdolnienia i możliwości. Nie one są jednak najważniejsze. Trzeba, byśmy słuchając kazań, wznieśli się ponad często występujące uwarunkowania (ograniczenia) ludzkie, a skupili się na tym, co Pan Bóg chce nam powiedzieć. Może warto zarówno z czytań biblijnych, jak i homilii starać się wydobyć dla siebie choćby jedną myśl. Bylebyśmy nie skupiali się jedynie na kaznodziei i formie jego posługi słowa, ale podjęli trud wniknięcia w treść. Posłaniec słowa nie musi być doskonałym mówcą, mistrzem słowa i genialnym myślicielem. Wystarczy przypomnieć sobie niektórych proroków Starego Testamentu, którzy uważali, że powierzona im misja głoszenia Słowa Bożego ich przerasta. A mimo to Bóg się nimi posługiwał. I pamiętajmy: łatwo oceniać głoszone homilie, trudniej głosić je innym, a najtrudniej – wprowadzać w życie to, co Bóg chce nam przekazać.
ks. Zbigniew Sobolewski
