To przyjaciel Papieża

Z ordynariuszem radomskim ks. bp. Zygmuntem
Zimowskim, współpracującym przez niemal 20 lat z ks. kard. Tarcisio Bertonem
w watykańskiej Kongregacji Nauki
Wiary, rozmawia Sławomir Jagodziński

Ekscelencja przez wiele lat pracował z nowym sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej
w Kongregacji Nauki Wiary. Jakim człowiekiem jest ks. kard. Bertone?
– Jest to człowiek wielkiej otwartości na świat i jego problemy. Jako salezjanin
bardzo zwraca uwagę na sprawy dotyczące młodzieży. Jednocześnie cechuje go
skromność i duża odwaga. W pełnieniu funkcji sekretarza stanu pomocne mu będzie
wielkie doświadczenie, które ma, gdyż stał na czele dwóch diecezji jako ordynariusz,
pracował przez tyle lat w Kongregacji Nauki Wiary. Jest to bardzo dobry wybór,
gdyż ks. kard. Bertone cieszy się wielkim zaufaniem Benedykta XVI. Jako sekretarz
stanu zwróci on uwagę nie tylko na wymiar dyplomatyczny tego urzędu – wymiar
jak najbardziej potrzeby i konieczny, ale jako były pracownik Kongregacji Nauki
Wiary będzie się starał, aby ta dyplomacja watykańska miała to drugie skrzydło
– promocję i obronę wiary i moralności na świecie.

Ksiądz Biskup dobrze poznał ks. kard. Bertonego, pracując w Kongregacji Nauki
Wiary…

– Trzeba podkreślić, że życiorys ks. kard. Bertonego jest bardzo bogaty. Z
wykształcenia jest on prawnikiem, ale wykładał też teologię moralną na Uniwersytecie
Salezjańskim i przez jakiś czas był tam rektorem. Wykładał również prawo kanoniczne
na Uniwersytecie Laterańskim, gdzie zajmował się szczególnie celami i działalnością
Kurii Rzymskiej i jej poszczególnych dykasterii. Przez kilkanaście lat był
konsultorem Kongregacji Nauki Wiary i już wtedy miałem z nim bliższe kontakty
– przyjeżdżał na posiedzenia w każdy poniedziałek, na tzw. konsultę. Do 2002
r. przez siedem lat był już sekretarzem tej kongregacji, więc kontakt z nim
był bardzo częsty. Oprócz tych spotkań w pracy były też spotkania z innych
okazji. Ksiądz kardynał, wówczas jeszcze jako arcybiskup, od czasu do czasu
był moim gościem wraz z ks. kard. Ratzingerem. Ponieważ ja mieszkałem w budynku
Kongregacji Nauki Wiary, to nieraz po pracy przychodzili do mnie na posiłek.

Jak układała się współpraca ówczesnego sekretarza Kongregacji Nauki Wiary
z jej prefektem, ks. kard. Josephem Ratzingerem?

– Współpraca ta układała się bardzo dobrze i stąd zapewne to wielkie zaufanie,
że jako najbliższego swego współpracownika Benedykt XVI wybiera człowieka,
którego zna, który jest – można to powiedzieć – jego przyjacielem. Zaufanie
w pełnieniu takich urzędów jest bardzo ważne. Już jako sekretarz Kongregacji
Nauki Wiary był ks. abp Bertone naszym bardzo dobrym przełożonym. Wszyscy go
szanowali. Z jednej strony jego wypowiedzi były bardzo zrównoważone, ale z
drugiej – zawsze pozostawał człowiekiem spontanicznym. Nawet w telewizji włoskiej
potrafił komentować mecz piłki nożnej.

Czy nowy watykański sekretarz stanu zna Polskę?
– Ksiądz kardynał był w naszej Ojczyźnie kilka razy. Miałem też szczęście towarzyszyć
kardynałowi w podróży po Polsce. Było to w 2000 r., gdy został zaproszony
do diecezji tarnowskiej do sanktuarium Matki Bożej w Zawadzie k. Dębicy.
Tam przewodniczył uroczystej Sumie dla rolników z całego regionu i – co ciekawe
– Eucharystię sprawował w języku polskim. W czasie uroczystości odbyło się
też poświęcenie wieńców dożynkowych, a gdy rolnicy podchodzili do niego,
zamieniał z nimi parę słów także w naszych języku. To było 13 września, stąd
też tego samego dnia przewodniczył jeszcze nabożeństwu fatimskiemu z procesją
w parafii Miłosierdzia Bożego w Dębicy. W tym miejscu warto przypomnieć,
że ks. abp Bertone został wydelegowany przez Jana Pawła II do rozmów z Siostrą
Łucją w związku z ujawnieniem trzeciej tajemnicy fatimskiej i watykańskim
komentarzem do niej w 2000 roku.
W czasie tego wspominanego przeze mnie pobytu w Polsce ksiądz arcybiskup odwiedził
także mój rodzinny dom w Kupieninie k. Dąbrowy Tarnowskiej, spotkał się z ordynariuszem
tarnowskim ks. bp. Wiktorem Skworcem, a także nawiedził sanktuarium jasnogórskie,
gdzie celebrował Mszę św. przed Cudownym Obrazem Matki Bożej. Potem nawiedzał
domy salezjańskie w Polsce. Ta podróż trwała około tygodnia, ale wiem, że odwiedzał
Polskę także w innym czasie. Były to podróże związane z jego zgromadzeniem
zakonnym.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj