Te zmiany są bezpieczne?
Po raz pierwszy w historii PLL LOT stanowisko dyrektora Pionu Lotniczego
piastuje osoba z zewnątrz, nieposiadająca uprawnień na żaden typ samolotu, które
aktualnie eksploatuje narodowy przewoźnik. "Jak tego rodzaju decyzje wpłyną na
bezpieczeństwo lotów ponad 4 milionów pasażerów, których co roku obsługuje
spółka? Czy są one zgodne z wytycznymi rządu w zakresie zwiększenia
bezpieczeństwa VIP-ów, którzy nie tylko korzystają z samolotów rejsowych LOT-u,
ale i z maszyn, które wykonują zadania wyłącznie na rzecz Rządu?" – pyta
premiera Jerzy Polaczek, poseł PiS. Jak zauważa, podobne rozwiązania stosowane
są od 2008 roku w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego i budzą
wątpliwości, szczególnie w kontekście katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku.
W ocenie posła Jerzego Polaczka, kondycja Polskich Linii Lotniczych LOT SA
osiągnęła punkt krytyczny po powołaniu w drugiej połowie 2010 roku nowego
zarządu spółki, a niektóre podejmowane decyzje w sferze szeroko rozumianego
zarządzania bezpieczeństwem lotniczym w spółce wzbudziły zaniepokojenie
pracowników i personelu lotniczego. "Przykładem, który nie ma precedensu w ponad
80-letniej historii LOT-u, jest mianowanie z dniem 1 marca br. na stanowisko
Dyrektora Pionu Lotniczego pilota spoza firmy. Do tej pory funkcję tę pełnił
pilot samolotu Boeing 767 – Krzysztof Lenartowicz. Obecny, od dnia 1 marca, nowy
dyrektor Mirosław Zalewski nie ma uprawnień na żaden typ samolotu, które
eksploatuje LOT" – zaznaczył poseł w interpelacji skierowanej do premiera
Donalda Tuska. Zdaniem Polaczka, podobna sytuacja nie ma miejsca prawdopodobnie
w żadnej innej cywilnej linii lotniczej w Europie i na świecie. "Zasadą pilnie
przestrzeganą przez wszystkie linie lotnicze jest powierzanie tego kluczowego
stanowiska pilotom (instruktorom) wywodzącym się z danej linii lotniczej i
mającym w nich długi staż zawodowy" – zauważył poseł. Dodał, że Instrukcja
Operacyjna PLL LOT SA zawiera szereg zadań, które powierzane są szefowi pionu
lotniczego linii lotniczych. To m.in. ustalanie zasad i standardów
bezpieczeństwa operacji lotniczych oraz nadzór nad ich realizacją, określanie
potrzeb szkoleniowych personelu w podległym mu obszarze działalności,
zapewnienie odpowiedniej jakości przewozu lotniczego czy wykrywanie i
przeciwdziałanie tendencjom zagrażającym bezpieczeństwu operacji lotniczych.
Jak zauważył poseł, zmiana dodatkowo niepokoi, bo od ubiegłego roku na podstawie
umowy pomiędzy ministrem obrony narodowej a Spółką Eurolot SA (spółką-córką PLL
LOT) wykonywane są zadania związane z przewozem najwyższych przedstawicieli
władz Rzeczypospolitej Polskiej, a obsługę tego zadania realizują piloci i
personel pokładowy LOT. "Pragnę również wskazać na wyżej opisanym przeze mnie
przykładzie, iż w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego wykonującym
zadania związane z transportem przedstawicieli Rządu od 2008 dowódca tej
jednostki nie posiadał uprawnienia do pilotowania największego samolotu, jakim
dysponuje ta jednostka (Tu-154M). Powołany w drugiej połowie 2010 roku nowy szef
tej jednostki również nie posiada tychże uprawnień, a dodatkowo nie posiada ich
w zakresie pilotowania odrzutowych samolotów pasażerskich (wojskowych i
cywilnych)" – pisze poseł. Uznał, że te przykłady stanowią "dorobek" rządu
Donalda Tuska w zakresie praktyki lotniczej, która nie jest znana w Europie i na
świecie. Polaczek, mając na uwadze bezpieczeństwo pasażerów obsługiwanych
każdego roku przez narodowego przewoźnika oraz bezpieczeństwo najważniejszych
osób w państwie, zwrócił się do premiera z prośbą o wyjaśnienia, czy decyzje
zarządu PLL LOT są przez rząd aprobowane i czy wpisują się w proces zwiększania
bezpieczeństwa lotów – także tych VIP-owskich, które były elementem szczególnej
uwagi Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
O komentarz w sprawie zmian na stanowisku dyrektora Pionu Lotniczego
poprosiliśmy Leszka Chorzewskiego, rzecznika prasowego PLL LOT, który
poinformował, że na oficjalne wystąpienie posła do premiera w sprawie PLL LOT
udzielona zostanie odpowiedź w podobnej formie, a przed jej sformułowaniem
przewoźnik nie będzie komentował sprawy w mediach.
Marcin Austyn
