Święty naszych czasów

Z o. Rogerem Mularczykiem OFM pracującym w miejscowości Serednie, diecezja mukaczewska na Ukrainie Zakarpackiej, rozmawia Mariusz Kamieniecki



Z ks. kard. Wojtyłą zetknął się Ojciec po raz pierwszy w Krakowie?

– Pochodzę z Krakowa, dlatego moje wspomnienia związane z osobą przyszłego Papieża sięgają czasów, kiedy był On jeszcze metropolitą krakowskim. Najpierw mieszkaliśmy z rodzicami w Płaszowie, potem na terenie parafii Niepokalanego Poczęcia NMP na Azorach, gdzie posługują Ojcowie Franciszkanie Reformaci. Kardynał Wojtyła często tam przyjeżdżał. Była tam niewielka kaplica, więc celebrował Pasterki pod chmurką. Metropolita usilnie zabiegał o budowę świątyni na tym wielkim osiedlu. W końcu udało się uzyskać pozwolenie władz. Przed wyborem na Stolicę Piotrową zdążył nawet poświęcić kościół, ale konsekracji dokonał już jego następca – ks. kard. Franciszek Macharski, w 1979 roku. Pamiętam też spotkania z ks. kard. Wojtyłą podczas rekolekcji oazowych, m.in. w okolicach Makowa Podhalańskiego, kiedy przyjeżdżał do nas, modlił się z nami, śpiewał, żartował, zachęcał do dawania chrześcijańskiego świadectwa i trwania przy Chrystusie. Byliśmy oczarowani jego otwartością. Był bardzo związany z młodzieżą. Pamiętam, jak wielkim zaszczytem i wyróżnieniem było zaproszenie nas, uczestników kursu dla animatorów, do kaplicy w Pałacu Arcybiskupów Krakowskich, gdzie podczas Mszy św. mogliśmy usługiwać księdzu kardynałowi. Do dzisiaj mam Pismo Święte z osobistą dedykacją ks. kard. Wojtyły, a także dyplom animatora przez Niego podpisany.

Czy spotykał się Ojciec z Nim również po wyborze ks. kard. Wojtyły na Stolicę Piotrową?

– Wielokrotnie podczas Jego pielgrzymek apostolskich do Polski i na Ukrainę. Pamiętam szczególnie jedno z tych spotkań. Był rok 1984. Jako niedawno wyświęcony diakon zostałem wyznaczony do pomocy kapłanowi prowadzącemu pieszą pielgrzymkę do Rzymu. Dojechaliśmy w okolice San Marino, skąd szliśmy pieszo do Wiecznego Miasta. W Castel Gandolfo zostaliśmy przyjęci przez Ojca Świętego, a ja miałem szczęście usługiwać Mu do Mszy Świętej. To wydarzenie utkwiło mi głęboko w pamięci i wspominam je do dzisiaj, zwłaszcza wielkie skupienie Papieża; długie przygotowanie do Mszy św., a potem równie długie dziękczynienie po zakończeniu Eucharystii. Potem, kiedy spotykał się z różnymi grupami pielgrzymów, rozmawiał z nimi, pozował do wspólnych pamiątkowych zdjęć, był jakby nieobecny, jakby wciąż jeszcze tkwił przy ołtarzu na spotkaniu z Chrystusem.

Kim dla Ojca pozostaje Papież Jan Paweł II?

– Moje życie zakonne rozpoczęło się w ostatnich dniach sierpnia 1978 r., a więc niemal w przeddzień wyboru ks. kard. Wojtyły na Papieża. Pamiętam, jak w czasie październikowego konklawe nieświadomi tego, co może się wydarzyć, żartowaliśmy z wicemagistrem naszego nowicjatu, co by to było, gdyby Polak został Papieżem? W odpowiedzi usłyszeliśmy: „Dostaniecie trzy dni wolnego i pojedziecie do domu”. Wprawdzie Polak został Papieżem, ale nie dostaliśmy wolnego, bo zgodnie z regułą zakonną w nowicjacie nie ma urlopów. To, co wydawało się mało prawdopodobne, stało się faktem, zaskakując wielu. Uważam to za wielkie szczęście, że niemal całe moje dotychczasowe życie zakonne i kapłańskie przypadło na pontyfikat Jana Pawła II. Jest to o tyle cenniejsze, że było mi dane znać ks. kard. Wojtyłę już wcześniej. Był i wciąż pozostaje dla mnie niekwestionowanym autorytetem, wzorem człowieka bez reszty oddanego Bogu i Kościołowi, świętym naszych czasów. Teraz, kiedy Go zabrakło, staram się sięgać do Jego nauczania. Dla siebie, ale także, by bogactwo i głębię Jego myśli przybliżyć wiernym. To zadanie na długie lata nie tylko dla nas, kapłanów, ale i dla wiernych świeckich, którzy na całym świecie, także na Ukrainie, gdzie dane mi jest pracować, są zafascynowani charyzmatyczną postacią polskiego Papieża.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj