Studium niedoinformowania

Z adwokatem Stefanem Hamburą, pełnomocnikiem m.in. syna Anny Walentynowicz
oraz brata Stefana Melaka, którzy zginęli w katastrofie rządowego tupolewa pod
Smoleńskiem, rozmawia Waldemar Maszewski

Polscy prokuratorzy przesłuchali w Moskwie m.in. kontrolerów z lotniska
Siewiernyj w Smoleńsku. Spodziewa się Pan jakiegoś przełomu w śledztwie?

– W tym zakresie działania prokuratury są prawidłowe, ale spóźnione. Działalność
rosyjskiej prokuratury jest, najdelikatniej mówiąc, niejasna, jak chociażby w
przypadku wycofywania złożonych wcześniej zeznań kontrolerów z wieży na
lotnisku. Przecież wtedy, w pierwszych dniach po katastrofie, polscy
prokuratorzy razem byli na miejscu zdarzenia wspólnie z rosyjskimi, więc
dlaczego wtenczas nie dokonano większości przesłuchań. Moim zdaniem, obecne
ruchy polskiej prokuratury, np. wyjazd do Rosji, owszem, są potrzebne, ale
biorąc pod uwagę wiele już dokonanych zaniedbań, uważam, że jest to przede
wszystkim działanie mające na celu poprawienie wizerunku polskich prokuratorów.

Jaki jest sens tych przesłuchań prawie rok od katastrofy?
– Nie wiem, czy po tak długim czasie uzyskamy coś nowego, ale zawsze jednak jest
nadzieja, że coś istotnego dla sprawy można się ciągle dowiedzieć i wychodząc z
tego punktu widzenia, takie przesłuchanie jest potrzebne. Ważne jest jeszcze,
aby polscy prokuratorzy mieli na tyle odwagi, aby zadawać również trudne
pytania.

Jak Pan jako pełnomocnik ofiar katastrofy ocenia dotychczasową pracę polskich
prokuratorów?

– Moim zdaniem, w pracy prokuratury ciągle występuje zbyt dużo niejasnych
decyzji. Dla przykładu warto przytoczyć sprawę osobistych rzeczy ofiar
katastrofy, najpierw – jak informowano rodziny ofiar – miały one zostać spalone,
ale teraz jednak będą zachowane i gdzieś zabezpieczone. Polska prokuratura także
w kwestii jednego z głównych dowodów rzeczowych, czyli wraku samolotu, od
początku działa niezrozumiale. Jak długo ten wrak niszczał, ile z niego zostało
i gdzie jest reszta. Prokuratura – ale także polski rząd – niewiele zrobiła, aby
skuteczniej zabezpieczyć dowody rzeczowe, jakby zaakceptowała rosyjskie
standardy w tym zakresie, zapominając, że w krajach zachodnich w takich
przypadkach stosuje się zupełnie inne standardy postępowania. W Rosji wrak przez
wiele miesięcy rdzewiał pod gołym niebem, był cięty i celowo niszczony, a w
podobnych przypadkach na Zachodzie zabezpiecza się wszystko i zbiera nawet
pojedynczą śrubkę. Dla mnie ciągle jest niepojęte, jak strona polska mogła
doprowadzić do tego, że śledztwo było i jest prowadzone w tak różnych od
cywilizowanych rosyjskich standardach.

Gdzie Pan upatruje przyczyn tego stanu rzeczy?
– Jestem pewien, że grzechem pierworodnym takiej sytuacji było oddanie śledztwa
przez polską stronę Rosjanom, ale nie tylko śledztwa, także postępowania co do
wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Przecież znany jest fakt, że prezydent
Federacji Rosyjskiej Miedwiediew już w samym dniu katastrofy zaproponował
prowadzenie wspólnego śledztwa przez prokuratorów polskich i rosyjskich. Ta
informacja była i jest nawet umieszczona na stronie internetowej Kancelarii
Prezesa Rady Ministrów. Ale ktoś z polskiej strony zrezygnował z takiej
możliwości. Była wola rosyjska do wspólnego śledztwa i teraz należałoby zadać
podstawowe pytanie, kto doprowadził do tego, że całe śledztwo przeszło w
rosyjskie ręce. Istniała także możliwość wyegzekwowania polsko-rosyjskiego
porozumienia w sprawie zasad wzajemnego ruchu lotniczego wojskowych statków
powietrznych Rzeczypospolitej Polskiej i Federacji Rosyjskiej w przestrzeni
powietrznej obu państw z 14 grudnia 1993 r., które gwarantowałoby Polsce
możliwość wspólnego ze stroną rosyjską badania przyczyn katastrofy i publikacji
wspólnego raportu.

Jak się układa współpraca pomiędzy pełnomocnikami (przynajmniej części z
nich) a prokuraturą?

– Bardzo różnie, na przykład wystąpiłem o udostępnienie zapisu polskiego
rejestratora lotu ATM. Prokurator odpowiedział, że jest to niemożliwe, gdyż
obecnie zapisy z tej skrzynki poddawane są analizie przez wyspecjalizowaną
instytucję. A po otrzymaniu opinii w tym zakresie zostanie ona dołączona do akt
sprawy. Problemem jest tylko fakt, że występowałem nie o opinię, ale o zapis.
Nie chciałem się zapoznać z opinią, lecz chciałem się zapoznać z zapisem
rejestratora szybkiego dostępu ATM.

Czy to oznacza, że część rodzin chciałaby w tej materii skorzystać z analiz
specjalistów we własnym zakresie?

– Nie mogę o tym mówić w szczegółach, wiąże nas tajemnica śledztwa, ale myślę,
że pełnomocnicy powinni mieć prawo do zapoznania się z zapisami takiego
rejestratora i niewykluczone, że wtedy byśmy wnioskowali o specjalistów z
zewnątrz. Ale jest to przede wszystkim dowód na to, że nawet po dziesięciu
miesiącach po katastrofie nie udaje się nam otrzymać od prokuratury tak
podstawowych rzeczy, a to jest dla mnie jako prawnika naruszenie praw
pokrzywdzonych, wynikających także z europejskiej konwencji o ochronie praw
człowieka i podstawowych wolności, która gwarantuje proceduralne prawo do
efektywnego i skutecznego śledztwa.

Wiele dowodów zostało już utraconych na zawsze.
– Moim zdaniem, teraz jest już za późno, by móc skutecznie przeprowadzić
śledztwo. Oczywiście polscy prokuratorzy muszą robić, co do nich należy, i
próbować wyjaśnić jak najwięcej, ale wiele dowodów zostało utraconych na zawsze.
Jestem pewien, że o tych osobach, które przyczyniły się do oddania tego
najważniejszego dla Polski śledztwa w rosyjskie ręce, historia wypowie się
bardzo negatywnie. Jeżeli pierwszy obywatel, jakim niewątpliwie był – a dla
wielu ciągle jest – prezydent Lech Kaczyński, był i jest tak lekceważąco
traktowany przez przedstawicieli obecnego rządu, to każdy polski obywatel musi
się zastanawiać, co by było, gdyby także jego spotkało jakieś nieszczęście. Czy
nie zostałby potraktowany przez polskie władze równie niepoważnie.

Jak Pan ocenia tryb pracy polskich śledczych?
– Mam co do tego trochę wątpliwości, jeżeli wspomnę o swoim wniosku o
przesłuchanie premiera Donalda Tuska, który został przez prokuraturę niestety
odrzucony. W tym miejscu należałoby się zastanowić, czym kierowała się
prokuratura. Czy ciągle istnieją jakieś zaszłości i niektórzy prokuratorzy być
może podświadomie myślą, że prokuratorem generalnym jest nadal minister
sprawiedliwości? Chociaż od kwietnia zeszłego roku jest nim Andrzej Seremet.
Nadal uważam, że jak najszybsze przesłuchanie Donalda Tuska i członków jego
rządu jest nieodzowne, gdyż przyczyniłoby się do pełniejszego poznania przyczyn
katastrofy.

Polski akredytowany przy MAK płk Edmund Klich stwierdził niedawno, że w
zasadzie nie wie, kto podjął decyzję o zastosowaniu do badania katastrofy aneksu
13 konwencji chicagowskiej.

– Nie wiem, czy był to bałagan, czy też była to decyzja podjęta świadomie, i
dlatego potrzebujemy ujawnienia dokumentów, które pomogą prześledzić procedury
podejmowania tej – zgubnej w konsekwencji dla Polski – decyzji. Moim zdaniem,
także na tę okoliczność jest konieczne przesłuchanie samego premiera i członków
jego rządu. Musimy się dowiedzieć, jak i na jakim szczeblu została podjęta
decyzja o zastosowaniu w tej sprawie załącznika 13 konwencji chicagowskiej, bo
jak na razie jesteśmy w permanentnym stadium niedoinformowania. Jako
przedstawiciele rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej mamy także prawo znać
kwestie prawne, które doprowadziły do decyzji o tak prowadzonym postępowaniu.
Myślę, że już najwyższy czas wyjść w tej sprawie prawnie poza Polskę, bowiem
umiędzynarodowienie tych spraw mogłoby doprowadzić do szybszego procesu poznania
prawdy. Z takim jednym ubocznym wątkiem prawnym będę za chwilę wychodził poza
granicę polskiego wymiaru sprawiedliwości i uważam, że jak najszybciej trzeba
zrobić wszystko, aby śledztwo smoleńskie zostało umiędzynarodowione.

Może Pan doprecyzować, o jaki wątek chodzi?
– Na razie mogę powiedzieć tylko tyle, że zamierzam z pewnymi kwestiami udać się
do międzynarodowych trybunałów. Mogę tylko powtórzyć, że już szykuję pierwszy
wątek, z którym wyjdę poza granice polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj