POdobnych musimy się POzbyć
"Nie może być litości dla złodziejów dobra publicznego w Polsce. (…)
Żadne zdrowe społeczeństwo nie będzie bez zdobycia się na opór czynny, aby
znosić gospodarki bandytów, podtrzymywanych przez władze i władz podtrzymywanych
przez bandytów. I jeśli takim społeczeństwem jesteśmy – POdobnych gospodarzy
musimy się POzbyć". Autorem tych słów był ojciec polskiej wolności Józef
Piłsudski – wielki mąż stanu, zwycięski wódz, a także wizjoner, który widział,
jak rak korupcji niszczy państwo i jak kolejne afery oplatają Rzeczpospolitą
pajęczyną złodziejstwa. Ta sentencja Piłsudskiego jest ponadczasowa, podobnie
jak wiele innych złotych myśli zawartych w jego testamencie politycznym (J.
Szaniawski, "Marszałek Piłsudski w obronie Polski i Europy"), które były
aktualne w II RP, a które niestety są aktualne również obecnie, w III RP.
Rząd PO premiera Donalda Tuska gospodarzy Polską już czwarty rok, a mimo
intensywnej propagandy sukcesu tzw. piaru wyraźnie widać, że pod tymi właśnie
rządami III RP jest państwem zmarnowanych i marnotrawionych szans, nie
funkcjonuje na miarę swoich potencjalnych możliwości. To Polska skorumpowana i
nieuczciwa. To Polska agentury, aferzystów, nikczemników i manipulatorów
wprowadzających do mediów tzw. tematy zastępcze, robiących Polakom wodę z mózgu.
Państwo polskie ponownie staje się wrogie i nieżyczliwe swoim obywatelom. To
państwo, które ich gnębi i oszukuje, marnotrawi ogromne podatki przez nich
płacone. Urzędy, policja, straże miejskie pod presją rządzących w dużej mierze
utrudniają ludziom życie. Zwykli Polacy tak jak w PRL coraz częściej są
poniewierani przez tych, którzy powinni im pomagać i służyć. W wyniku
politycznej selekcji negatywnej do rządów nad Polakami dostają się miernoty,
ludzie niekompetentni, często skorumpowani. Nigdy dotąd w całej historii Polski,
nawet za komuny, nie było takiej armii urzędników! Wszechogarniająca biurokracja
coraz bardziej zaciska pętlę na szyi zwykłych Polaków – już prawie nic nie da
się normalnie załatwić. W labiryncie często bzdurnych i wykluczających się
wzajemne przepisów Polacy tracą bezproduktywnie energię, inicjatywę i czas.
Arogancja władzy w Polsce pojawia się na każdym kroku. "Obywatelska" jest tylko
PO, natomiast zwykli obywatele III RP liczą się coraz mniej, z każdym rokiem
stają się coraz bardziej ubezwłasnowolnieni przez dokuczliwe przepisy,
represyjne urzędy.
Polacy stopniowo stają się petentami, a przestają być obywatelami! Dynamicznie
powiększa się liczba straży miejskich, ochroniarze z firm ochroniarskich
stanowią już całą armię. A równolegle dramatycznie spada liczba żołnierzy Wojska
Polskiego, pod pretekstem "profesjonalizacji" likwiduje się całe jednostki!
Zamykane są w imię rzekomych oszczędności szkoły, przedszkola, placówki służby
zdrowia, a jednocześnie trwa rozbudowa urzędów. To nie jest normalne państwo, to
nie jest żadna "zielona wyspa" Donalda Tuska, to jest chora III RP! Katastrofa
smoleńska ze wszystkimi jej konsekwencjami pokazała słabość państwa na arenie
międzynarodowej, a zwłaszcza w relacjach z Rosją premiera Putina. Na co mogą
wskazywać uściski Putina z Tuskiem w Smoleńsku? Czy polski premier godzi się na
utratę suwerenności wobec Moskwy, która zupełnie jawnie dąży do odbudowy dawnego
imperium w nowej postaci? Nie ma już w Polsce ani jednego sowieckiego żołnierza
Armii Czerwonej, która przez pół wieku okupowała nasz kraj. Ale Rosja premiera
Putina całkowicie uzależniła Polskę od surowców energetycznych – ropy naftowej i
gazu. Nawet w PRL, za Jaruzelskiego i Breżniewa nie byliśmy tak uzależnieni od
Moskwy! W wolnej, suwerennej Rzeczypospolitej nastąpiła tak jak za komuny, jak
za PRL, alienacja polityczna, czyli zjawisko wyobcowania władzy od
społeczeństwa. Co gorsza, z winy kolejnych rządów – także rządu premiera Tuska –
obywatele nie utożsamiają się z własnym państwem. Kolejne wybory i niska w nich
frekwencja są tylko jednym z bardzo wielu tego dowodów. W socjologii politycznej
nazywa się to zjawisko emigracją wewnętrzną.
Na emigrację wewnętrzną udaje się coraz więcej obywateli, dokładnie tak jak za
PRL. Jest ona niesłychanie niepokojąca i tak jak w PRL winę za to ponoszą
rządzący, o których już Jan Kochanowski pisał: "Wy, którzy pospolitą rzeczą
władacie". To zjawisko osłabia państwo, co więcej, może prowadzić do
anarchizacji państwa. W ostatnich tygodniach sondaże socjologiczne wyraźnie
pokazują spadek poparcia i zaufania społecznego do rządów PO, a do premiera w
szczególności. Donald Tusk w świadomy sposób zrezygnował w ubiegłym roku z
kandydowania na najwyższy w państwie urząd prezydenta RP. Oświadczył wtedy
butnie, że chce realnej władzy politycznej jako prezes Rady Ministrów, że
niepotrzebne mu są pozory władzy, której symbolem miały być kryształowe
żyrandole w Pałacu Prezydenckim. Pycha zgubiła już niejednego, nie tylko zresztą
w naszym kraju. Donald Tusk rzeczywiście mógł mieć żyrandole, i to przez pięć
lat. Dzisiaj pozostała mu w ręku jedynie latarka, i to ze słabnącą z każdym
dniem baterią. Na jak długo mu tej baterii wystarczy, to pytanie otwarte aż do
nieodległych już wyborów parlamentarnych. PO i Tusk nie mają żadnych poważnych
koncepcji naprawy państwa, poza oportunizmem politycznym i propagandą sukcesu.
Premier i jego ministrowie, a w szczególności rzecznik rządu Paweł Graś
wyglądają w mediach na spiętych, zestresowanych, niepewnych siebie. Czy to
świadomość własnej nieudolności, czy też paraliżujący strach przed przegraną w
wyborach? Czy do cynicznego sprytu polityków PO dociera, że wyborcy chcą się ich
POzbyć?
Józef Szaniawski
