Steinbach dyktuje warunki

Wprawdzie przewodnicząca niemieckiego Związku Wypędzonych (BdV) Erika Steinbach zapowiedziała wczoraj, że jest ewentualnie gotowa zrezygnować z wejścia do rady Fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie”, ale jednocześnie postawiła swoje warunki. Chce rozszerzenia składu tego gremium, a przede wszystkim zwiększenia jego niezależności od rządu federalnego.

Zgodnie z tymi postulatami, liczba przedstawicieli „wypędzonych” w radzie Fundacji miałaby zostać znacząco zwiększona. Przysługujące obecnie związkowi trzy miejsca w 13-osobowym zespole to – według Steinbach – „okrutnie mało”. Ponadto przewodnicząca BdV chce, by członkowie rady Fundacji byli powoływani bez jakiegokolwiek wpływu rządu federalnego, oraz by Fundacja została wyodrębniona z Niemieckiego Muzeum Historycznego, któremu podlega według obowiązującej ustawy.

– Czynimy krok w kierunku przecięcia tego węzła gordyjskiego – powiedziała Steinbach we wczorajszej rozmowie z dziennikiem „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Gazeta podała również, że prezydium Związku Wypędzonych jednomyślnie zaakceptowało taką propozycję „kompromisu” w koalicyjnym sporze o kandydaturę Steinbach do władz planowanego berlińskiego muzeum wysiedleń. Prezydium oświadczyło, że jeśli rząd zdecyduje się pójść „drogą niedyskryminacji i rozsądku”, nie będzie konieczne, by organizację tę reprezentowała w radzie Fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie” Erika Steinbach.

Poseł Socjaldemokratycznej Partii Niemiec i członek rady Fundacji Angelica Schwall-Dueren, która skrytykowała propozycje BdV, podkreśla, że to kolejna próbą „ugrania, ile się da” przez coraz bardziej tracącą na znaczeniu Steinbach. – Pani Steinbach próbuje zachować twarz, bo zrozumiała, że nie wejdzie do rady Fundacji – powiedziała Schwall-Dueren. W jej ocenie, nie jest też możliwe zwiększenie liczby członków BdV we władzach fundacji, bo oznaczałoby to w praktyce przyznanie większości przedstawicielom środowisk „wypędzonych”.


MBZ, PAP
drukuj