Spełniona obietnica
Dzisiejszy dzień to nie tylko hołd oddany Matce Jezusowej. To głęboka nauka o Kościele, który jest przecież Mistycznym Ciałem Chrystusa. Dlatego Uroczystość Wniebowzięcia Maryi jest szczególnym świętem całego Kościoła, który w Niej ukazuje swój sposób istnienia, dążenia i cele, w Niej też szuka swojej Patronki i Orędowniczki.
Kościół uosobiony przez Niewiastę z Księgi Apokalipsy ma moc obdarowywania życiem, płynącą z obecności w nim samego Zbawiciela. Kościół przez wieki wyśpiewuje nieustanne Magnificat. Jest to nie tylko pieśń wdzięczności młodej Matki, ale modlitwa, posłannictwo i jedno z podstawowych zadań całego Kościoła: składanie dziękczynienia za dar życia, za wieczność i miłosierdzie Boga, w taki sposób pochylającego się nad człowiekiem. Walka, w jakiej uczestniczy Niewiasta przypomina jeszcze o czymś bardzo ważnym: nie istnieje coś takiego – używając potocznego sformułowania – jak „święty spokój”. Duchowa rzeczywistość, jaką współtworzymy, to przecież permanentna walka. Często zakamuflowana, zbagatelizowana, wyśmiana. „Wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów”, czyhający na moment, gdy będzie mógł porwać Dziecię, to obraz odwiecznej bitwy, którą z Bogiem i Jego wyznawcami toczy szatan. Egzegeci dopatrują się tu bardzo precyzyjnej symboliki. Zło ma kształt systemu, zorganizowanej w bardzo inteligentny i przewrotny sposób struktury, która jednak nie jest w stanie pokonać Dziecięcia. Dlaczego? Ponieważ narodziło się Ono w poranek wielkanocny. Spełniło się to, co zostało zapowiedziane przed wiekami w Protoewangelii (Rdz 3, 15). Pustynia jest miejscem szczególnej opieki Bożej, jest przeciwieństwem struktury, systemu zła. Jest znakiem bezradności człowieka, która jednak zamienia się w siłę, gdy w jej miejsce wchodzi bezgraniczna ufność.
Dzisiejsza uroczystość przypomina nam nie tylko postać Maryi, Jej wielkość wynikającą z posłuszeństwa i pokory, ale także pomaga określić tożsamość. Matka Jezusa jest pierwszą, w której spełniła się obietnica naszego chwalebnego zmartwychwstania. Dokonało się to, co się w każdym z nas kiedyś dokona. Pokazuje, jak odważnie żyć, stawiając czoło zorganizowanemu systemowi zła. Jak nie tracić wiary, nie załamywać się, choćby wydawało się, że wszystko stracone, że czarna noc śmierci – jak ta pod krzyżem – okryje całunem zapomnienia nadzieję zwycięstwa nad złem i grzechem. Że trzeba trwać!
Tak, jak przez wieki, lud wierny, kierowany cudownym zmysłem wiary, składa hołd czci swoje Matce. Wbrew obiegowym opiniom pokazuje, że Kościół żyje! Że jest wypełniony młodością, entuzjazmem, radością odkrywania prawdy Ewangelii. Dowodem, że „bramy piekielne go nie przemogą”. Tysięczne rzesze pieszo, w pielgrzymkach udają się na Jasną Górę, by z naszego, polskiego, duchowego źródła czerpać siły, uczyć się mądrości i wiary. By wyśpiewać hymn Magnificat za wszelkie dobro, którego przecież w naszej zawierusze dziejowej nie brakuje. I dobrze, że tak się dzieje. Dopóki nie zarosną pielgrzymie ścieżki, dopóki tam będzie biło serce Narodu Polskiego, niestraszne nam żadne systemy zła. Kościół, tak jak Maryja, powinien dalej śpieszyć z pomocą, służyć – jak Miriam swojej krewnej Elżbiecie – wszystkim, także tym, którzy jeszcze nie wszystko do końca pojmują, nie rozumieją otumanieni wizjami ziemskiego raju bez Boga. To najważniejsze i najbardziej dziś potrzebne świadectwo, znak naszej wiarygodności. Resztę zostawmy Jemu. Deus vincit!
