Socjalizm wciąż kąsa
Państwa totalitarne w XX wieku budowano na socjalistycznych, utopijnych
ideologiach. Kościół w tych systemach był odbierany jako wróg numer jeden.
Ideologie socjalistyczne kreowały i podawały do wierzenia nowy model raju na
ziemi, wizji zbawienia człowieka poprzez idealny system państwowy. Kościół
nastawiony na transcendencję dawał podmiotowość człowiekowi i stawał
wielokrotnie w obronie wolności ludzkiej. W tej sytuacji państwa totalitarne
traktowały Kościół jako konkurenta w walce o rząd dusz.
Państwa totalitarne stosowały bardzo różne techniki walki z Kościołem, aż dziw
nieraz bierze, że do dziś wiele z tych praktyk jest wciąż stosowanych.
Rozlicznych prześladowań doświadczył Prymas Tysiąclecia ks. kard. Stefan
Wyszyński. Oprócz tak spektakularnych akcji przeciwko jego osobie, jak
uwięzienie w 1953 roku, stosowano cały szereg szykan mających skompromitować ks.
kard. Wyszyńskiego. Do najbardziej perfidnych gier Służby Bezpieczeństwa należy
zaliczyć próby skompromitowania go zarówno w oczach społeczeństwa, jak i w
oczach Watykanu. Znana jest akcja oskarżenia Prymasa o zdradę po słynnym liście
Episkopatu Polski do biskupów niemieckich, w którym zawarte były słowa:
"wybaczamy i prosimy o wybaczenie". Oskarżenie o proniemieckość, a także o
zdradę narodową miało doprowadzić do odsunięcia się wiernych od głowy polskiego
Kościoła.
Do mniej znanych gier (może jeszcze bardziej perfidnych) zaliczyć należy próbę
oczernienia Prymasa w oczach Watykanu. 23 października 1963 roku podjęto decyzję
o próbie skompromitowania kardynała w oczach ojców Soboru Watykańskiego II
(operacja "Oskar I"). Chodziło o stworzenie dokumentu, napisanego rzekomo przez
duchownych polskiego Kościoła, jakoby zaniepokojonych nadmierną maryjnością
Prymasa Wyszyńskiego, ocierającą się, ich zdaniem, o herezję. Wykorzystano
różnorakich tajnych współpracowników, którzy z różnych punktów widzenia
(filozoficznego, teologicznego, prawnego) napisali krytykę kultu maryjnego w
Polsce. SB z fragmentów rozpraw stworzyła materiał, który przetłumaczono na
język włoski, francuski i niemiecki. Memoriał zaczynał się od słów "Do Ojców
soborowych…". Memoriał ten wrzucano do skrzynek pocztowych biskupów i
kardynałów przebywających w Rzymie, rozprowadzano go także w Paryżu, Londynie i
Monachium. Uderzano w ten sposób w najczulszy, najbardziej wrażliwy aspekt misji
duszpasterskiej Prymasa Tysiąclecia – w jego pobożność maryjną. Wszak na tym
właśnie kulcie oparte były wielkie obchody milenijne i cała posługa
duszpasterska ks. kard. Wyszyńskiego. Akcja służb specjalnych wywołała duże
zamieszanie w kręgach kościelnych, była odebrana niezwykle boleśnie przez samego
Prymasa. Pamiętajmy, że dokument został przygotowany przy wykorzystaniu ludzi
związanych z Kościołem, którzy współpracując z aparatem bezpieczeństwa, może
nawet nie do końca zdawali sobie sprawę ze skali działań, które władze
komunistyczne szykowały przeciwko kardynałowi Wyszyńskiemu. Komuniści wiedzieli,
że z Kościołem w Polsce będą w stanie wygrać tylko w sytuacji jego wewnętrznego
podziału. Ten podział wielokrotnie później starano się kreować na sposób
sztuczny, pokazując lub prowokując rzekome konflikty na linii Prymas Wyszyński –
biskup Karol Wojtyła. Kościół przetrwał tę próbę nade wszystko dlatego, że nie
dał się podzielić ani sprowokować komunistom.
Podobne metody jak komuniści stosowali narodowi socjaliści w Niemczech. Pod
koniec pontyfikatu Piusa XI, kiedy to Kościół otwarcie krytykował totalitaryzm
hitlerowski (encyklika "Mit brennender Sorge"), hitlerowcy przygotowali wielką
akcję propagandową mającą zdyskredytować duchowieństwo niemieckie w oczach
społeczeństwa. Goebbels zorganizował gigantyczną nagonkę mającą wykazać rzekome
"nadużycia seksualne księży". Główny cel propagandowy polegał na tym, aby ukazać
duchowieństwo w kontekście patologicznym, tak aby sprzeciw Kościoła wobec
totalitarnych metod narodowych socjalistów nie był skuteczny. Twierdzono, że
zdegenerowani moralnie duchowni nie mają prawa krytykować rewolucji
narodowo-socjalistycznej w Niemczech. Hitlerowcy starali się też pokazać
Watykanowi, że jeśli krytyka ideologii NSDAP będzie kontynuowana, Berlin
"rozprawi się" z Kościołem katolickim w Niemczech. Michael Hasemann w książce
"Pius XII wobec Hitlera" tak opisuje sytuację w 1937 roku: "(…) podczas
masowej manifestacji w hali berlińskiej dr Goebbels zainicjował nagonkę na
Kościół, opluwając z obłudnym oburzeniem "skandale wołające o pomstę do nieba",
"powszechną korupcję moralną" i "perwersyjnych gwałcicieli młodzieży", krótko
mówiąc: "zarazę seksualną", którą państwo nazistowskie jako "powołany do tego
opiekun młodzieży niemieckiej miało doszczętnie wytępić żelazną dyscypliną wobec
demoralizatorów i trucicieli niemieckiej duszy". Innymi słowy: ponownie wszczęto
procesy kapłanów i zakonników z powodu rzekomych przestępstw obyczajowych.
Jednak podczas gdy propaganda mówiła o 6 czy nawet 7 tysiącach przypadków,
doszło do pięćdziesięciu ośmiu oskarżeń, które w trzydziestu sześciu przypadkach
doprowadziły do wyroków uniewinniających, a dwudziestu dwóch skazanych już dawno
opuściło zakony. Mimo to szkody, jakie poniósł wizerunek Kościoła, pozostały
ogromne". Jak widać, wszystko to przypomina niestety współczesne nagonki
medialne na duchownych katolickich.
Patrząc z perspektywy czasu, możemy wyraźnie stwierdzić, że nienawiść
socjalistów do Kościoła katolickiego była niebywale mocna i że nie cofano się w
walce z Kościołem przed użyciem żadnych metod. Najbardziej szokująca konstatacja
dotyczy również tego, że niestety wiele z dawnych metod używanych jest do dziś.
Kiedy przypomnimy sobie współczesne próby zamykania ust księżom polskim
krytykującym władze, organizowanie ataków medialnych – fatalne wspomnienia z
czasów totalitarnych wracają. I chociaż inny mamy dziś w Polsce i w Europie
ustrój, to w wielu wypadkach jest to system również utopijnego (choć
"nowoczesnego") socjalizmu. Nawet gdy zewnętrznie mamy dziś do czynienia z
pozorami tzw. demokracji, gdzieś w tle pojawia się zagrożenie totalitaryzmem.
Nie bez racji wszak Jan Paweł II mówił, że demokracja bez zasad łatwo może się
przerodzić w "jawny lub ukryty totalitaryzm".
Prof. Mieczysław Ryba
