SENS BIOETYKICzy wolno głosować na osobę popierającą zło?
W Stanach Zjednoczonych zaledwie połowa osób uprawnionych do głosowania
brała udział w ostatnich wyborach powszechnych. Przyznaję się, że w przeszłości
sam nie zawsze głosowałem. Jednak kiedy kusi mnie, żeby nie głosować, to myślę o
historii, jaką zasłyszałem o pewnej cioci Katarzynie, która zmarła kilka lat
temu. W ostatnich miesiącach swojego życia ciocia była niewidoma i korzystała z
pomocy swojej córki, która czytała jej nazwiska kandydatów na karcie do
głosowania i wypełniała ją w jej imieniu. Ciocia pilnowała, żeby karta do
głosowania była podpisana i wysłana pocztą. Była to jedna z ostatnich rzeczy,
którą zrobiła przed odejściem do Pana. Wierzyła, że głosowanie było ważne i był
to sposób dający jej możliwość wyrażenia swojej troski o sprawy innych oraz o
społeczeństwo, którego była częścią.
Ilekroć głosujemy, stajemy przed trudnym zadaniem oceny wielu
kontrowersyjnych zagadnień oraz przeglądu, jak ustosunkowują się do nich
poszczególni kandydaci. Koniecznością może okazać się np. refleksja nad polityką
energetyczną, możliwościami korzystania z opieki zdrowotnej, szkolnictwem,
ubezpieczeniami społecznymi, problemem bezdomnych, podatkami, dotacjami dla
rolników czy też problemem przemocy w dużych miastach. Niektóre zagadnienia
zasługują jednak na większą uwagę. Kwestie dotyczące życia – począwszy od
aborcji, poprzez badania z wykorzystaniem embrionalnych komórek macierzystych,
aż po eutanazję – są, patrząc obiektywnie, najważniejszymi zagadnieniami
wymagającymi określenia naszego do nich stanowiska w momencie głosowania,
ponieważ odnoszą się one do fundamentalnego dobra, jakim jest samo życie.
Nawet jeśli bardzo odpowiada nam stanowisko danego kandydata w sprawie
ubezpieczeń społecznych lub opodatkowania, to czy to wystarczy, żeby na niego
głosować, gdybyśmy jednocześnie wiedzieli, że jest on zwolennikiem i
propagatorem niewolnictwa? Albo jeśli identyfikujemy się z poglądami danego
kandydata w kwestiach służby zdrowia czy oświaty, to czy to wystarczy, żeby na
niego głosować, gdybyśmy wiedzieli, że popiera on mordowanie Żydów?
Na niektóre rodzaje zła, zwane czynami "wewnętrznie" złymi, nigdy nie powinno
być przyzwolenia w społeczeństwie, a kandydatom, którzy się za nimi opowiadają,
nasze głosy powinny zamykać drzwi – bez względu na to, jakie mają poglądy na
pomniejsze kwestie. Mówiąc słowami ks. Briana Bransfielda, prawe sumienie
wzdrygnie się, "słysząc kandydata twierdzącego, że naprawi służbę zdrowia, a
jednocześnie godzącego się na zabijanie dziecka w łonie matki". Sumienie
rozpozna, że jeśli kandydat sprzyja prowadzeniu badań z wykorzystaniem
embrionalnych komórek macierzystych, których pozyskanie zawsze łączy się z
zabiciem istoty ludzkiej, to nasze społeczności nigdy nie będą wolne od
przemocy, bo to właśnie za nią się opowiedzieliśmy.
A zatem przy oddawaniu głosu naszym punktem wyjścia powinno być nadrzędne i
niezachwiane stanowisko, że każda istota ludzka ma prawo do życia, i właśnie to
fundamentalne prawo umożliwia istnienie wszelkich innych praw. Nieograniczona
ochrona daru życia jest podstawą wszystkich innych dóbr, które zamierzamy
kultywować i którymi będziemy się cieszyć jako społeczeństwo. Pewnych aktów
przemocy, takich jak aborcja czy niszczenie embrionów, nie da się usprawiedliwić
pod żadnym pozorem; natomiast inne jej formy, np. wojnę czy karę śmierci, można
moralnie tolerować w ściśle określonych okolicznościach. Różnica polega na tym,
że życie ludzkie w łonie matki jest z definicji całkowicie niewinne, natomiast
zbrodniarz na krześle elektrycznym (lub niesprawiedliwy najeźdźca wojenny
zagrażający niepodległemu państwu) jest niewątpliwie winny dokonania poważnego
przestępstwa.
O ile zbrodniarz czy najeźdźca jest winny popełnienia radykalnego zła, o tyle
wojna czy kara śmierci może czasami i w ściśle określonych okolicznościach
stanowić uzasadniony odzew społeczeństwa. Stąd też wojny czy kary śmierci nie
można uważać za czyny wewnętrznie niemoralne. Bezpośredni atak na niewinne życie
ludzkie, czy to przez aborcję, pozyskiwanie komórek macierzystych z embrionów,
czy też eutanazję, pozostanie zawsze wewnętrznie zły.
Głosowanie na kandydata popierającego wojnę czy karę śmierci nie może równać się
pod względem moralnym głosowaniu na kandydata opowiadającego się za zabijaniem
bezbronnego życia ludzkiego w łonie matki lub w laboratorium badawczym.
Czy istnieją więc jakieś okoliczności umożliwiające moralne usprawiedliwienie
głosowania na osobę, która popiera aborcję? Absolutnie wyjątkowo.
Spróbujmy to zrozumieć, rozpatrując hipotetyczny przykład tylko dwóch kandydatów
ubiegających się o stanowisko prezydenta USA. Jeden popiera prawo nakazujące
wymordowanie wszystkich muzułmanów przebywających na terenie kraju. Drugi jest
przeciwny tego typu ludobójstwu, ale popiera i zachęca do zabijania poczętych
dzieci przez aborcję. Można by tutaj dopuścić możliwość głosowania na kandydata
proaborcyjnego: bynajmniej nie dlatego, że popiera się jego proaborcyjne
stanowisko, ale po to, by zapobiec zabijaniu muzułmanów. Co roku w Stanach
Zjednoczonych w wyniku aborcji uśmiercane jest około miliona dzieci, za to
społeczność muzułmanów liczy blisko pięć milionów. Ze względu na to, że głos
oddany na proaborcyjnego kandydata pomógłby zapobiec niesprawiedliwemu zabiciu
liczby muzułmanów większej niż poczętych dzieci, można by wręcz powiedzieć, że
stanowiło to "proporcjonalny powód" do głosowania właśnie w ten sposób. W takich
warunkach można by też całkiem powstrzymać się od głosowania. Zaleca się tu
jednak ostrożność. Wstrzymanie się od głosowania może w konsekwencji spowodować
większe poparcie dla programu większego zła. Nieuczestniczenie w wyborach jest
dopuszczalne jedynie wtedy, kiedy programy wyborcze wszystkich kandydatów
popierałyby czyny wewnętrznie złe w równym stopniu.
Reasumując: głosowanie to obowiązek konieczny w warunkach naszej demokracji.
Uwaga, jaką zwrócimy na ochronę bezbronnego i niewinnego życia ludzkiego podczas
oddawania naszych głosów, określi w dużej mierze, czy przyczynimy się do
tworzenia sprawiedliwego społeczeństwa dla naszych dzieci i wnuków.
Ks. dr Tadeusz Pacholczyk
Ksiądz dr Tadeusz Pacholczyk otrzymał doktorat w dziedzinie neurologii na
Yale University i kontynuował pracę naukową na Harvardzie. Jest kapłanem
diecezji w Fall River (Massachusetts) oraz dyrektorem do spraw nauczania i
oświaty w Narodowym Katolickim Ośrodku Bioetycznym (National Catholic Bioethics
Center) w Filadelfii. Zob. www.ncbcenter.org
