Ptasior z łódzkiego gniazda

Rok 1989. Przed wejściem do księgarni Czytelnika w Warszawie wije się
kilkusetmetrowa kolejka ludzi trzymających w ręku książkę "Malowany ptak". Stoją
po autograf od światowej sławy pisarza polskiego pochodzenia Jerzego
Kosińskiego. Media rozgrzały się wtedy do czerwoności; wywiady, reportaże,
relacje, dyskusje w studiu, itd. Wręcz zachłystywano się genialnością pisarza,
tak obytego w świecie, przyjaciela aż tylu gwiazd Hollywood, szefa
amerykańskiego Pen Clubu, wykładowcy wielu prestiżowych uczelni, no ale przede
wszystkim pochylano się nad losem Polaka, który udostępnił światu swoje
tragiczne wojenne przeżycia zagubionego gdzieś na polskiej wsi żydowskiego
dziecka. Jak to nas wtedy mile łechtało, że można zrobić tak oszałamiającą
światową karierę, będąc Polakiem i pisząc o Polsce lat wojny. Niewielu jeszcze
wtedy zdawało sobie sprawę, co znajduje się w książce.

Minęło 5 lat, gdy podążająca wytrwale tropem książki "Malowany ptak" pisarka
Joanna Siedlecka opublikowała książkę "Czarny ptasior". Dotarła do miejsc z
dzieciństwa Kosińskiego, który z rodzicami Mojżeszem Lewinkopfem i jego żoną
Elżbietą z domu Liniecką ukrywali swoją żydowskość przed niemieckimi okupantami.
Wieś Dąbrowa Rzeczycka w gminie Radomyśl nad Sanem, w województwie podkarpackim,
wypełniła swój chrześcijański obowiązek pomocy bliźnim w potrzebie, nad czym
czuwał charyzmatyczny proboszcz ks. Eugeniusz Okoń. Kosińscy, ale i inni
przechowywani tam Żydzi, przeżyli wojnę w spokoju. Mały Jurek "Kusiński"
ukończył po wojnie szkoły, był instruktorem narciarskim w Zakopanem, kaowcem w
Międzyzdrojach, studiował historię i nauki polityczne na Uniwersytecie w Łodzi.
W 1957 roku wyjechał do USA i tam pozostał.
Literacki, całkowicie wydumany opis lat dzieciństwa Kosińskiego zawarty w
"Malowanym ptaku" stał się częścią oficjalnej biografii pisarza zamieszczanej w
wielu światowych encyklopediach. Tak dopełniła się historia o biednym dziecku
holokaustu, odseparowanym od rodziców, które wędruje od wsi do wsi,
prześladowane przez polskich wieśniaków widzących w sześcioletnim czarnowłosym
wyrostku znienawidzonego Żyda albo Cygana. Fizyczne i psychiczne cierpienia,
"horrory", jak mówił o tym sam Kosiński, doprowadziły nawet do wieloletniej
utraty mowy u małego Jurka, którą odzyskuje dopiero w wieku 15 lat.
Książkę Kosińskiego przetłumaczono na 20 języków. "Malowany ptak" stał się dla
milionów czytelników na świecie oficjalną historią żydowskiej rodziny
Lewinkopfów-Kosińskich, wojenną historią jednej z tysięcy żydowskich rodzin
walczących o przetrwanie w polskim prymitywnym, brudnym, pijanym i antysemickim
środowisku. Na przykład we Francji, tej Francji, która oficjalnie wydawała
Niemcom Żydów, jego książka została uznana za "najlepszą zagraniczną książkę
roku". W Ameryce nazwano ją symbolem literatury "czasu Zagłady".
Jerzy Kosiński swoim "Malowanym ptakiem" wyrządził wizerunkowi Polski w świecie
wielką szkodę, oczernił, zniesławił Polskę, a zwłaszcza polską katolicką,
tradycyjną wieś. Skrzywdził ludzi, bez których on i jego rodzice nie
przetrwaliby wojny. Szczególnie zlekceważył tych, którzy w 1989 roku przyjechali
ze swej wsi do Warszawy, by zakupić książkę znanego im Jurka i otrzymać
autograf. Nie wiedzieli, że zostaną zbyci, bo nie wiedzieli, że dewizą życiową
Kosińskiego jest "bierz od ludzi, co tylko się da, a kiedy nic już nie
pozostanie, spławiaj ich" – o czym pisał biograf twórczości Kosińskiego James
Park Sloan.
Jerzy Kosiński, urodzony w Łodzi, ma w tym mieście swój symboliczny gabinet, w
tej części Muzeum Miasta Łodzi, które nazywane jest panteonem wielkich łodzian.
Obok gabinetu Artura Rubinsteina i Juliana Tuwima. Istnieje nagroda literacka
Jerzego Kosińskiego. Widocznie to jednak za mało, skoro łódzcy radni z Komisji
Kultury wpadli na pomysł sprowadzenia z Nowego Jorku do Łodzi, w 20. rocznicę
samobójczej śmierci pisarza, jego prochów. "Nie mam nic przeciwko ponownemu,
prywatnemu pochówkowi Kosińskiego w Łodzi, zgodnie z wolą jego rodziny, ale na
oficjalne angażowanie się władz miasta w ceremoniał uroczystości pogrzebowych
Kosiński absolutnie nie zasługuje" – twierdzi szef festiwalu Artura Rubinsteina
w Łodzi, redaktor naczelny pisma "Kultura i Biznes" Wojciech Grochowalski.
Swojego rozgoryczenia postanowieniem łódzkich radnych nie kryje pisarka Joanna
Siedlecka, której kolejne wydanie książki "Czarny ptasior" ukazało się właśnie w
tych dniach. Kosiński "szkalował Polskę", kłamał o polskim holokauście, książki
pisali za niego wynajęci ludzie, a jedna, "Wystarczy być", to plagiat książki
Tadeusza Dołęgi-Mostowicza "Kariera Nikodema Dyzmy". Fakty te potwierdza biograf
Kosińskiego James Park Sloan. Oszukana Ameryka odrzuciła w końcu literackiego
hochsztaplera, którego teraz ze specjalnymi honorami przyjmuje po śmierci jego
rodzinne miasto.
Czym zasłużył się dla Łodzi Jerzy Kosiński? Tym, że urodził się w Łodzi i tam
studiował? Zła sława Kosińskiego ma opromieniać także Łódź i pomysłodawców tego
kuriozum z prochami w łódzkim panteonie? A więc górą nihilizm, nieważne, co o
nas się pisze, byle tylko pisano? A może chodzi o coroczne celebracje z udziałem
żydowskiej diaspory, a przy okazji wyjazdy, przyjazdy, diety, honoraria, itd.

Trudno doprawdy zrozumieć motywy ludzi, którzy chcą być dumni z "ptasiora",
który skalał własne gniazdo.

 

Wojciech Reszczyński
 


Autor jest komentatorem w Programie 3. Polskiego Radia S.A.

drukuj