Schetyna za Tuska
Grzegorz Schetyna zastąpi Donalda Tuska na stanowisku premiera, gdy obecny szef rządu ogłosi start w wyborach prezydenckich? W opinii przewodniczącego klubu Platformy Obywatelskiej Zbigniewa Chlebowskiego, Schetyna w takiej sytuacji „wydaje się” naturalnym kandydatem na premiera.
Próbkę funkcji premiera, minister spraw wewnętrznych i administracji, wicepremier Grzegorz Schetyna miał już wczoraj, gdy w imieniu szefa rządu dokonał symbolicznego wprowadzenia do resortu nowego ministra sprawiedliwości Andrzeja Czumy. Szef MSWiA od czasu, gdy Donald Tusk został premierem, wymieniany był jako sukcesor swojego szefa, gdy pochłonie go walka o fotel prezydenta kraju. Przypuszczenia te potwierdzał wczoraj przewodniczący klubu Platformy Obywatelskiej Zbigniew Chlebowski. – Nie ma czego ukrywać, że premier jest naszym naturalnym kandydatem, najlepszym kandydatem na prezydenta. Rodzi się pytanie, kto wtedy w partii i w rządzie zastąpi premiera. Wydaje się, że naturalnym kandydatem jest wicepremier Schetyna – mówił wczoraj Chlebowski. Zdaniem szefa klubu PO, za kandydaturą Schetyny przemawia fakt, iż obecnie to on – jako sekretarz generalny PO – w znacznej części odpowiada za to, co się w Platformie dzieje. – W tym momencie, kiedy premier koncentruje się na pracy gabinetu, Schetyna w dużej mierze odpowiada za funkcjonowanie partii, więc jest to naturalny kandydat i mogę to powtarzać przez najbliższe kilkanaście miesięcy, aż do wyborów prezydenckich – dodał Chlebowski. Nie ujawnił jednak, czy Schetyna wróciłby do szeregu, gdyby Donald Tusk przegrał prezydencką batalię.
W tej sytuacji Grzegorz Schetyna może czuć się pewnie na stołku ministra spraw wewnętrznych i administracji. Tego nie mogą jednak powiedzieć inni ministrowie ekipy Tuska, którzy nie radzą sobie na stanowiskach. Pierwszym do odstrzału miał być prawdopodobnie Bogdan Klich. Jego posadę uratował chyba jednak minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski, który dał pretekst premierowi do wręczenia dymisji. A szef rządu najwyraźniej nie chciał dymisjonować naraz wszystkich ministrów, których przerosło zajmowane stanowisko. – Przykład ministra Ćwiąkalskiego świadczy o tym, że premier zawsze wtedy, kiedy przelewa się pewna masa krytyczna, podejmuje szybkie, racjonalne i bardzo konsekwentne decyzje – powiedział Chlebowski, unikając jednocześnie odpowiedzi na pytanie, czy szykują się następne dymisje w rządzie. Następnymi, po Ćwiąkalskim, odwołanymi ministrami mają być oprócz wspomnianego Klicha także minister infrastruktury Cezary Grabarczyk oraz minister zdrowia Ewa Kopacz, która Warszawę może zamienić na Brukselę, gdyż jest typowana na kandydata w czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego.
Artur Kowalski
