Koniec gazowego konfliktu
Dr hab. Mieczysław Ryba
Konflikt gazowy między Rosją a Ukrainą poruszył po raz kolejny niemal całą Europę. Jego skutki mogą być spore, gdyż przerwa w dostawach gazu była wyjątkowo długa. Na gazowej wojnie stracili tak Ukraińcy, jak i Rosjanie, gdyż ich biznesowa wiarygodność mocno podupadła.
Rosjanie mieli nadzieję, że pogrążą Ukraińców w oczach Zachodu jako kraj, który w bezprawny sposób wstrzymał tranzyt. W dużym stopniu cel ten osiągnęli, ale bardzo dużym kosztem, bo sami bardzo obniżyli swój prestiż. Nawet Niemcy, skądinąd nastawieni na współpracę z Rosją, będą się teraz mocno zastanawiać, czy opłaca im się uzależnienie od rosyjskiego gazu. Pozycja negocjacyjna Moskwy wobec Berlina bardzo spadła i z pewnością w różnych kontaktach biznesowych Rosjanie nie będą mogli uzyskać zadawalających kontraktów.
Straciła i Rosja, i Ukraina
Co ciek awe, Ukraińcy nie wyszli z konfrontacji z Moskwą całkowicie pobici. Wprawdzie Kijów zgodził się od 2010 roku płacić Rosji „europejskie” ceny za gaz, ale równocześnie dwukrotnie zwiększą się rosyjskie opłaty za tranzyt. Niezwykle ważne dla Ukraińców jest to, że dziesięcioletni kontrakt gazowy podpisały bezpośrednio dwie państwowe firmy – Gazprom i Naftohaz. Wyeliminowane zostało pośrednictwo firmy RosUkrEnergo, w której połowę udziału miał Gazprom, a połowę dwaj biznesmeni z Ukrainy – Dmytro Firtasz oraz Iwan Fursin. Rezygnacja z usług tej firmy, oprócz oczywistych zysków ekonomicznych dla państwa, miała duże znaczenie dla Julii Tymoszenko. Jak stwierdziła premier Ukrainy, Firtasz jest związany z prezydentem Wiktorem Juszczenką. Zatem w zażartej ukraińskiej walce politycznej o zwycięstwo w przyszłych wyborach prezydenckich Tymoszenko przybliżyła się do sukcesu. Osłabienie finansowe Juszczenki ma wszak duże znaczenie. Gdy do tego dodamy ogłoszenie negocjacyjnego sukcesu przez panią premier, widać, że jej pozycja wzrosła. Wydaje się, że w jakimś stopniu również Putin chciał osłabić Juszczenkę, ale wzmocnienie Tymoszenko nie jest szczytem jego marzeń.
Zatem na arenie międzynarodowej na skutek konfliktu gazowego straciły tak Rosja, jak i Ukraina. Wprawdzie Moskwa umocniła czynniki zachodnie w przekonaniu, by nie wpuszczać Ukrainy do NATO i UE, ale biorąc pod uwagę ostatnie deklaracje środowiska związanego z Brukselą oraz z prezydentem Barackiem Obamą, cele te i tak były w najbliższym czasie nie do zrealizowania. Nie udało się jednak rzucić Kijowa na kolana. Mimo destabilizacji ukraińskiej sceny politycznej, spowodowanej gospodarczym kryzysem i pogłębiającym się konfliktem na linii Juszczenko – Tymoszenko, Moskwa nie była w stanie skłonić ukraińskich środowisk biznesowych do totalnego poddania się wschodniej dominacji. Kluczowa wydaje się sprawa przejęcia ukraińskich gazowych linii przesyłowych, co dałoby Rosji całkowitą przewagę nad Ukraińcami. Nowa gazowa umowa nie zmienia jednakże struktury własności rurociągów.
Nierozstrzygnięta bitwa ekonomiczna na linii Kijów – Moskwa zapowiada dalsze zmagania. Jednakże straszak gazowy w rosyjskich rękach jest coraz mniej skuteczny i coraz mniej możliwy do użycia. Wszak już dziś wiarygodność biznesowa Rosji w krajach europejskich bardzo się zmniejszyła. Ponowienie konfliktu z Kijowem, np. na początku przyszłego roku, mogłoby tylko tę wiarygodność jeszcze osłabić. Brak rozstrzygnięcia sporu Ukraińców z Rosjanami może zatem zapowiadać jakiś czas względnego spokoju we wzajemnych stosunkach.
Wspólne cele międzymorza
Najbardziej na przerwach w dostawach ucierpiały kraje Europy Południowej: Bułgaria, Słowacja, Chorwacja, Serbia, Bośnia, a także Węgry i Rumunia. Ważne jest, że państwa te Warszawa może próbować zmobilizować do wspólnego działania w celu zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego. Powinniśmy to zrobić, wykorzystując ewentualne możliwości nacisku na Unię Europejską. Sam szef Komisji Europejskiej JosÝ Manuel Barroso stwierdził, że nie można mieć zaufania do stałości rosyjskich dostaw. Oczywiście pieniędzy na ewentualne inwestycje energetyczne ostatecznie nie będzie dawał Barroso, lecz kraje płatnicy netto. Jednak szybkie polityczne wykorzystanie szumu gazowego leży w naszym interesie. Może przy okazji dyskusji gazowych uda się zdefiniować więcej wspólnych celów krajów środkowoeuropejskich położonych w obszarze tzw. międzymorza (od M. Bałtyckiego po M. Śródziemne). Próba zdefiniowania takich wspólnych celów miałaby duże znaczenie. Wszak rozbicie polityczne, szczególnie na południe od naszych granic, powoduje, że drobne kraje bałkańskie nie stanowią żadnej poważnej siły w Europie. Również Czechy i Słowacja osłabiły swoją pozycję po rozpadzie Czechosłowacji. Słabe kraje w tym regionie Starego Kontynentu dają pełną możliwość rozgrywania politycznych spraw przez Brukselę. Próba ponownego zdefiniowania swoich interesów przez ten region przy czynnej polskiej inspiracji powinna mieć zatem istotne znaczenie.
