Scenariusz józefinizmu

Z ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem, etykiem, prodziekanem Wydziału
Teologicznego Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, rozmawia Paulina
Jarosińska

Jak Ksiądz Profesor ocenia sytuację, w której prezydent Bronisław Komorowski
publicznie, jeszcze przebywając na terenie bazyliki św. Krzyża, otwarcie i
bezpardonowo skrytykował treść kazania księdza Sławomira Żarskiego?

– Z jednej strony, każdy ksiądz głoszący kazanie musi zdawać sobie sprawę, że
wchodzi w pewną interakcję i jego słowa będą oceniane. Z drugiej jednak strony,
warto zauważyć, że ta ocena brzmi zupełnie inaczej, gdy jest eksplikowana
prywatnie, a inaczej, gdy pada publicznie, np. z ust urzędnika albo znanej
osoby. Utarła się taka dziwna tendencja w ostatnich latach, że często kompletnie
bezzasadną krytykę w stronę Kościoła kierują osoby, które same nie są
katolikami, ale które są "życzliwe" na zasadzie "słuchacza Kazania na Górze" –
tak siebie kiedyś określił Adam Michnik. Prezydent Bronisław Komorowski w
ostatnich miesiącach, ale również w dobie kampanii dał się poznać jako katolik,
ale jako katolik bardzo nietypowy, to znaczy taki, który doradza w specyficzny
sposób Kościołowi, hierarchii kościelnej, a więc czyni siebie człowiekiem
będącym niejako zewnątrz Kościoła. Budzi zdziwienie, że Bronisław Komorowski
przejął się słowami czy wręcz oburzył się nimi; słowami, które krytycznie
odnoszą się do obecnej sytuacji w Polsce. Postawa prezydenta zdaje się ze wszech
miar postawą zbliżoną do kosmopolityzmu, a składają się na ten przedziwny
kosmopolityzm konkretne świadome decyzje prezydenta, jak choćby sprawa konfliktu
o krzyż czy wzniesienia pomnika najeźdźcom bolszewickim. Te decyzje same mówią
za siebie i wskazują, jakie wartości są najbliższe obecnie urzędującemu
prezydentowi.

Czy mamy do czynienia już z polską odmianą józefinizmu?
– Jest taka tendencja, niestety. Kiedyś prof. Jacek Hołówka w debacie, w której
i ja uczestniczyłem, powiedział, że gdyby był księdzem czy biskupem, mówiłby
inaczej – sam jednak jest niewierzący. Jest wiele osób, które doradzają w
sprawach stanowiących rdzeń nauczania Kościoła, niezmienny niezależnie od epoki.
Ta sytuacja może rodzić precedensy. Najwyższy urzędnik państwowy wypowiada się
krytycznie o treści nauczania Kościoła. Budzi to niepokój. Podobnie rzecz się
miała z nauczaniem Kościoła w sprawie in vitro. Rzesza ludzi, którzy uważali się
za katolików, wprost sprzeciwiała się wykładni Kościoła w tej materii.

Chyba jeszcze w wolnej Polsce nie doszło do takiej sytuacji, w której
prezydent publicznie upomina kaznodzieję. Czegoś takiego nie widzieliśmy nawet
za prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego, który przecież wprost mówił, że
katolikiem nie jest.

– Tak, ale ta sytuacja wpisuje się w ciąg konkretnych zachowań obecnie
urzędującego prezydenta. Komorowski już w pradebacie powiedział, że jest za in
vitro, bo jest za życiem. Tak samo było z krytyką ekskomuniki. Przecież sprawa
jest oczywista – każdy, kto sprzeciwia się nauce jakiejś wspólnoty czy jej
wytycznym, a ma się za jej członka, jest w naturalny sposób z niej wykluczony,
ponieważ narusza jej zasady. Sam fakt jej zaistnienia uważam za sytuację
niepokojącą i kuriozalną, pomijając kwestię jej całkowitej bezzasadności.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj