Santo subitoTożsamość myśli i życia
Z o. dr. Wacławem Chomikiem OFM, przełożonym Prowincji św. Jadwigi Śląskiej Zakonu Braci Mniejszych we Wrocławiu, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak Ojciec wspomina swoje spotkania z Janem Pawłem II?
– Moje spotkania z Papieżem to przede wszystkim czas studiów na Uniwersytecie Laterańskim, ale nie tylko. Byłem bezpośrednim świadkiem pierwszych dni Jego pontyfikatu. W październiku 1978 r. znalazłem się w sześcioosobowej grupie braci naszej prowincji zakonnej, która uczestniczyła w inauguracji pontyfikatu Papieża. W czasie studiów rzymskich, w latach 1984-1988, wielokrotnie udawałem się na celebracje liturgiczne do Watykanu, gdzie mogłem cieszyć się bliskością Jana Pawła II. Kilkakrotnie uczestniczyłem też w audiencjach prywatnych i we Mszach św. porannych w Jego kaplicy. Pamiętam, że największym przeżyciem było pierwsze spotkanie w Sali Klementyńskiej. Wieczorem, gdy przyszła już pora na sen i odpoczynek, Papież przyjmował jeszcze grupę Polaków. Widziałem Jego zmęczoną twarz, ale kiedy przemówił, Jego słowa były logiczne i pełne treści. Potem, kiedy podchodziliśmy do Niego pojedynczo, otrzymałem błogosławieństwo na czas studiów.
Swoją posługę Papież zawierzył chorym, prosząc, by ofiarowali w Jego intencji swoje cierpienia. Dlaczego zwrócił się z tym właśnie do chorych?
– To samo pytanie stawiam sobie, ilekroć wracam do magisterium papieskiego o cierpieniu ludzkim. Właściwie to już nazajutrz po wyborze, podczas wizyty w Poliklinice Gemelli ujawnił, że chce oprzeć swą posługę zwłaszcza na tych, którzy cierpią i swój ból łączą z modlitwą. Dlaczego właśnie na nich – po ludzku sądząc – słabych, schorowanych, bolejących? I dlaczego na cierpieniu ludzkim, skoro ma ono posmak skandalu, jako że na jego gruncie dochodzi do ludzkich załamań i konfliktów, nawet z Bogiem? Żeby odpowiedzieć na te pytania, trzeba wrócić do słów ks. bp. Wojtyły, który u progu swego pasterzowania w Kościele krakowskim w kronice Sióstr Szarytek 15 marca 1964 r. napisał: „Choć jestem młody, silny, latam samolotami, wspinam się po górach, jeżdżę na nartach, to jednak zwracam się do najsłabszych, by bogactwem swego cierpienia ściągali siłę i moc ducha oraz błogosławieństwo Boże na moją pracę dla archidiecezji”. Jako biskup, a potem Papież wiedział, że w cierpieniu kryje się tajemnicza moc miłości zbawczej. Zresztą, jak sam pisał, to właśnie ta miłość jest siłą twórczą w cierpiących i w każdym, kto jest im bliski, podobną do mocy fali, która uderza o brzeg, pozostawiając po sobie ślad.
Czym dla Ojca Prowincjała była teologia cierpienia w wydaniu Jana Pawła II, zarówno ta, o której nauczał, jak i ta, którą przeżywał?
– Moje studium teologii cierpienia Papieża Polaka i obserwacja Jego pontyfikatu pełnego bólu, fizycznego i duchowego, pozwalają dostrzec zbieżność papieskich myśli i życia. Myślę, że się nie pomylę, gdy powiem, iż zgłębił On w swoim czasie teorię teologii cierpienia, ale poprzedziło ją doświadczenie osobiste: śmierć mamy i brata, II wojna światowa, strata ojca i przyjaciół. Do tych osobistych wątków wracał w swoich przemówieniach. Od młodości wierzył, że „cierpienie jest siłą twórczą”. Najpierw było doświadczenie, potem wyjaśnienie teologiczne, wreszcie powrót do osobistych doświadczeń cierpienia w czasie pontyfikatu. Znamy je wszyscy, wiązały się one nie tylko z zamachem z 13 maja. W ostatnich chwilach życia utożsamił się z Ukrzyżowanym, Jego teologia cierpienia to Jezus Chrystus – cierpienie przezwyciężone miłością.
Co w kontekście nauczania o cierpieniu znaczą słowa: „Nie lękajcie się!”?
– Pytanie jest niezwykle ważne. Jest całkowicie naturalne w życiu ludzkim, że w perspektywie cierpienia pojawia się lęk. Cierpienie jest złem, które niejednemu spędza sen z oczu. A kiedy Papież mówi: „Nie lękajcie się!” – dodaje wszystkim odwagi, że Bóg jest i nie ma dla Niego rzeczy niemożliwych. Nawet ze zła może On wyprowadzić dobro, zwłaszcza zbawcze.
Jaką rolę w pontyfikacie Sługi Bożego odegrał kult św. Franciszka i Asyż?
– Wyraz kultu św. Franciszka i znaczenie Asyżu zauważyliśmy u Jana Pawła II już na początku Jego posługi. Rozwijał go w sobie, żyjąc w cieniu kościoła franciszkańskiego w Krakowie i w Kalwarii Zebrzydowskiej, obsługiwanej przez duchowych synów św. Franciszka. Jego modlitwa przy grobie świętego u progu papieskiego posługiwania nie była przypadkiem: „Ty, który przybliżyłeś Chrystusa Twojej epoce, pomóż nam przybliżyć Chrystusa naszej epoce, naszym trudnym i krytycznym czasom. Wspieraj nas! (…) Prosi cię o to, święty synu Kościoła, synu ziemi włoskiej, Papież Jan Paweł II, syn ziemi polskiej”. Późniejsze modlitwy w Asyżu z przywódcami rozmaitych religii i kultur były konsekwencją zawierzenia św. Franciszkowi i św. Klarze.
Dziękuję za rozmowę.
