Santo subito Obrońca życia i rodziny

Z ks. dr. Andrzejem Tomką, prorektorem Papieskiego Wydziału
Teologicznego we Wrocławiu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Sobór Watykański II szczególnie podkreślił posłannictwo rodziców jako
„pierwszych i głównych wychowawców” zarówno w dziedzinie wartości ludzkich, jak
i duchowych. Z całą stanowczością mówił o tym także Jan Paweł II. Tymczasem
współczesny świat próbuje negować tę prawdę.

– Współczesny,
zlaicyzowany świat proponuje model rodziny niezgodny z prawem naturalnym i z
zamysłem Stwórcy. W zamyśle Bożym rodzina to związek mężczyzny i kobiety, a
owocem ich miłości są dzieci. Wielką wartością jest rodzina wielopokoleniowa, w
której człowiek się zakorzenia, z której wyrasta, czerpie moce i siły.
Współczesny świat chce zatomizować rodzinę, zmienić role społeczne kobiety i
mężczyzny. Symboliczna wizja Europy opiera się na dwóch wzgórzach: Akropolu z
mądrością greckiej filozofii i na Kapitolu z prawem Rzymu i tym, co cesarstwo
wniosło do skarbca cywilizacji. W preambule konstytucji europejskiej nie ma
odniesienia do wartości chrześcijańskich. A przecież Europa została zbudowana
przede wszystkim na trzecim wzgórzu, tzn. na Golgocie. Jeżeli odbierzemy Europie
wymiar chrześcijański z jego nauczaniem na temat podstawowej komórki życia
społecznego – rodziny, i oprzemy się tylko na Akropolu i Kapitolu, w
konsekwencji zniekształcony zostanie model rodziny. Wspaniały model rodziny,
który wypływa ze społecznej natury człowieka, ukazywał nam Jan Paweł II. W
rodzinie tkwi ogromny potencjał, należy go dostrzec i wykorzystać. Ojciec Święty
często powtarzał, że rodzina zna prawdę o samej sobie – nosi ją w sercu.
Natomiast w oderwaniu od Boga życie rodziny ulega wypaczeniu.

Jakie główne drogowskazy w odniesieniu do rodziny pozostawił nam
Sługa Boży?

– Ojciec Święty głosił tzw. humanizm ewangeliczny
polegający na promocji rodziny i człowieka oraz wyzwolenie wewnętrzne, które
leży u podstaw wyzwolenia społecznego. Te drogowskazy stoją na straży
prawidłowego rozwoju rodziny i społeczeństwa. Papież pozostawił nam także bardzo
ważny dokument – adhortację apostolską o zadaniach rodziny chrześcijańskiej w
świecie współczesnym „Familiaris consortio”, która mówi o rodzinie jako
wspólnocie życia i miłości. Ojciec Święty nieustannie stawał w obronie życia,
które rodzi się we wspólnocie rodzinnej. Pamiętamy, że jako bardzo młody
człowiek stracił matkę, brata, ojca. Prawdopodobnie to także wpłynęło na Jego
szczególne umiłowanie życia i szacunek dla środowiska, w którym ono powstaje i
się realizuje – rodzinę. Dlatego apelował do nas wszystkich, byśmy bronili życia
i użyli wszelkich narzędzi, by promować katolicki model rodziny.

Skąd wyrastał pełen szacunku stosunek Papieża do życia i
człowieka?

– Myślę, że przede wszystkim z wychowania, które wyniósł
z domu rodzinnego, ale także z umiłowania Boga i z kontemplacji prawdy. Dla Ojca
Świętego nie było życia ważniejszego czy mniej ważnego, człowieka ważniejszego i
mniej ważnego. Czy był to kloszard, człowiek nadużywający alkoholu, który może
nie pamięta nawet, gdzie są jego dzieci, czy osoba wysoko postawiona w
hierarchii społecznej – wszystkich traktował jednakowo, z wielkim szacunkiem. To
świadczy o tym, że kochał każdego człowieka. Każdy mógł do Niego podejść, każdy
mógł od Niego oczekiwać godnego traktowania, każdy, kto znalazł się przed Nim,
czuł się wyróżniony, bo w tym momencie tylko na nim Jan Paweł II skupiał swoją
uwagę. I to bardzo do Niego przyciągało. Każdy człowiek był dla Niego partnerem,
był najważniejszy.

Przed nami piąta rocznica śmierci Ojca Świętego. W 2005 r. obok bólu
był to czas niezwykłej solidarności i rozmodlenia wszystkich ludzi. Czy dziś,
oczekując na beatyfikację Sługi Bożego, możemy mówić, że dorośliśmy duchowo do
daru, jaki ofiarowuje nam Bóg?

– Sądzę, że to, co przeżyliśmy w
chwili przechodzenia Jana Pawła II do Domu Ojca, było darem Boga. Ludzkość
traciła ukochanego Ojca, przewodnika, który nawet w tych ostatnich chwilach
życia jednał świat ze sobą, zbliżał ludzi i kierował w stronę Boga. W obliczu
zbliżającej się beatyfikacji fala wciąż wzbiera i być może dobrze, że nadszedł
czas pewnego napięcia, oczekiwania. To tak jak czekanie na narodziny dziecka,
kiedy rodzice z nadzieją go wypatrują. My oczekujemy na moment oficjalnego
ogłoszenia przez Kościół faktu, co do którego w głębi serca nigdy nie mieliśmy
wątpliwości. Patrząc na życie, posługę i ofiarę Papieża, nikt z nas nie wątpił,
że jest On święty. Oficjalna decyzja Kościoła będzie zatem bardzo znaczącym
faktem dla każdego z nas, dla każdego człowieka wierzącego, szczególnie dla
naszej Ojczyzny.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj