Rządowa komisja ds. zbadania wpływów rosyjskich i białoruskich rozpoczęła prace
Swoje prace rozpoczęła nowa komisja ds. zbadania wpływów rosyjskich i białoruskich w latach 2004–2024. Poznaliśmy też skład tego gremium. Został on przedstawiony na konferencji z udziałem premiera i jego ministrów.
Komisję ds. zbadania wpływów rosyjskich i białoruskich w latach 2004-2024 będzie tworzyć 12 osób, na jej czele stoi szef SKW, gen. Jarosław Stróżyk. Eksperci powołani do komisji to głównie przedstawiciele nauk społecznych zajmujący się m.in. dezinformacją, byli ambasadorowie, a także m.in. członek kolegium IPN i były zastępca szefa ABW w latach 2007-2012.
W gremium mają zasiadać m.in. prof. Irena Lipowicz, prof. Dominika Kasprowicz, dr Katarzyna Bąkowicz, dr Bartosz Machalica i płk Paweł Białek.
Premier Donald Tusk zapewnił, że komisja nie będzie narzędziem do łapania przeciwników politycznych, a rząd ma nie obarczać jej swoimi tezami.
Politolog i historyk, prof. Mieczysław Ryba, nie jest przekonany, czy rzeczywiście tak będzie. Jak stwierdził ekspert, jest to komisja rządowa, niemająca charakteru parlamentarnego i umocowania pozwalającego m.in. przesłuchiwać świadków.
– Ma ona wymiar czysto wizerunkowy. Najprawdopodobniej Donald Tusk już chce postawić tam jakieś tezy – jeśli nawet nie wprost antypisowskie, to wybielające jego rolę w tzw. resecie, bo wydaje mi się, że to bardzo ciąży na jego wizerunku: i to, co się działo po Smoleńsku, i to, co zwiemy strategicznym resetem w stosunkach z Rosją, i to, co zwiemy porozumieniem gazowym, które podpisywał Pawlak (członek jego ówczesnego rządu). Wydaje mi się, że przede wszystkim taki to ma cel. Są też dobrani ludzie nauki po to, żeby obiektywizować wizerunkowo cały ten przekaz – ocenił prof. Mieczysław Ryba.
Pierwszy raport komisji będzie opublikowany za dwa miesiące. Komisja będzie pracować za zamkniętymi drzwiami. Za organizację technicznej strony prac tego gremium ma odpowiadać resort sprawiedliwości.
RIRM



