Rozstrzeliwali w czerwonej świetlicy

Fragment przesłuchania emerytowanego mjr. Dmitrija Tokariewa, szefa
kalinińskiego obwodu NKWD, przez prokuratorów Naczelnej Prokuratury Wojskowej
ZSRS, marzec 1991 r.:

„Tak… trzeba powiedzieć, że w rozstrzeliwaniach uczestniczyli głównie
kierowcy i niektórzy strażnicy więzienni. Na przykład dobrze wiem, że mój
kierowca Suchariew brał aktywny udział, potem zaś sam się zastrzelił…
Suchariew uczestniczył w rozstrzeliwaniach i chwalił się jeszcze, jak to dziś
żwawo pracował. (…)
Przy tym na mnie zrobiło niesamowite wrażenie, gdy po
raz pierwszy weszli do mnie Błochin, Siniegubow i Kriwienko. No chodźmy,
zaczniemy, idziemy! Odmówić było trudno. Chodźmy! Mówiąc tak, przy okazji
chciałem przekonać się sam… Do celi, gdzie odbywały się rozstrzeliwania, nie
wchodziłem. Tam technologia była wypracowana przez Błochina, tak, i komendanta
naszego Zarządu Rubanowa. Obili oni wojłokiem drzwi wychodzące na korytarz, żeby
nie było słychać strzałów w celach. Następnie wyprowadzali skazanych – tak
będziemy o nich mówić – przez korytarz, skręcali w lewo, gdzie była czerwona
świetlica (krasnyj ugołok). (…) W czerwonej świetlicy, wywieszone tam były
różne plakaty i wszystko, co powinno być w czerwonej świetlicy. (…) Pokój
leninowski – tak się nazywał – leninowski pokój. W czerwonej świetlicy
sprawdzali według list, czy zgadzają się dane, dane personalne, czy nie ma
jakiegoś błędu, tak… a następnie, gdy przekonali się, że to ten człowiek,
który ma być rozstrzelany, niezwłocznie zakładali mu kajdanki i wprowadzali do
celi, gdzie dokonywano rozstrzelania. Ściany celi również były obite materiałem
dźwiękochłonnym. To wszystko. (…) Wprowadzali do celi i strzelali w potylicę.
(…) Okazuje się, że pistolety szybko się zużywają. Dlatego przywieźli ich całą
walizkę”.

drukuj