Rozpoczyna się „normalność”
Czy niekomercyjne radio i telewizja znikną?
„Polacy oddali swoje aspiracje w ręce Tuska” – pisał po wyborach naczelny springerowskiego „Dziennika” Robert Krasowski i zapewniał, że „prawdopodobnie żadnemu premierowi na starcie nie życzono tak dobrze jak jemu”. Okazuje się, że wiara wyborców, czyli „psów Pawłowa” (tak nazywa siebie i elektorat PO publicysta katolicki stanu wojennego, dziś żurnalistyczna twarz postkomunistycznej „Polityki”), była ślepa. Przecież kampania nie uchylała nawet rąbka tajemnego programu partii Tuska. Dopiero teraz każdy dzień przynosi rewelacje o dobrach, którymi obdzielony ma być każdy z nas.
A oto kolejna sensacja z tego cyklu: Donald Tusk zapowiedział ograniczenie, a następnie zniesienie dotychczasowej formy finansowania mediów niekomercyjnych. Oznacza to, że nowy rząd chce znieść abonament radiowo-telewizyjny. Cała akcja ma być przeprowadzana na raty. Abonament, według ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego, ma zostać zastąpiony dotacjami z budżetu państwa, a cały system ma rzekomo dopomóc w odpolitycznieniu mediów publicznych. Natomiast dotacja budżetowa dla telewizji musi pokryć koszty realizacji programów misyjnych. O tym zaś, czy dany program jest misyjny, czy nie, mają decydować – kto? Autorytety… O przyznaniu dotacji ma decydować parlament, a więc instytucja będąca kwintesencją polityki.
Stare POmysły
PO deklaruje, że telewizję publiczną uważa za „dobro narodowe” i nie chce, jak wyjaśnia Bogdan Zdrojewski, owego dobra wpędzać w stan nadzwyczajnego „wyzwania finansowego”. Więc z troski o media publiczne, pod przykryciem, okrężną drogą… najlepiej je zlikwidować. Dziwny to, zaiste, rodzaj troski polegający na unicestwieniu zagrożonego obiektu. Platforma zresztą od lat planuje nie tylko likwidację abonamentu, ale i jawną likwidację mediów publicznych. Tak było w 2004 r., gdy PO ogłaszała swoje pomysły na rynek medialny. Te najważniejsze z propozycji ekspertów pracujących pod patronatem Jana Marii Rokity (PO) wiązały się z prywatyzacją części kanałów TVP i Polskiego Radia, likwidacją abonamentu oraz sprzedażą częstotliwości radiowych i telewizyjnych na aukcji. Opracowania ekspertów Rokity już wtedy wywołały burzę. Model deregulacji zaproponowany wówczas przez PO uznano za koniec mediów publicznych w ich obecnej formule. Zakładał on bowiem, że treści misyjne mają finansować nie – jak obecnie – odbiorcy, lecz państwo za pośrednictwem Fundacji Misji Publicznej. Dysponowałaby ona pieniędzmi m.in. ze sprzedaży częstotliwości, praw do emisji programów oraz dobrowolnych składek obywateli. Jak widać, stare pomysły wracają.
Dziś PO wraz z PSL rozważa nie tylko zniesienie abonamentu za telewizję i radio, ale i postuluje, by przekazywać państwowe pieniądze na tzw. misyjne programy mediom komercyjnym. Iwona Śledzińska-Katarasińska z PO informowała, że „to jedna z możliwości, na razie w fazie dyskusji”. Partia rządząca zastanawia się jeszcze, czy finansowanie misji ma dotyczyć instytucji, czy też konkretnych przedsięwzięć programowych. Jeżeli dojdzie do likwidacji abonamentu, a pieniądze na misję będą pochodziły z budżetu państwa, to dzieliłby je minister kultury. Była przewodnicząca KKRiT Elżbieta Kruk jest zdecydowanie przeciwna takiemu rozwiązaniu. Jej zdaniem, jeśli minister kultury będzie rozdzielał środki na programy misyjne, to media publiczne zamienią się w rządowe.
Cały pomysł podoba się jednak PSL. Jan Bury tłumaczył, że istnieje propozycja, aby na realizowanie programów misyjnych organizować przetargi, w których mogliby startować także nadawcy komercyjni. Zwyciężałyby wtedy propozycje… najtańsze. Czy najtańsze znaczy najlepsze? Wątpliwe.
Cała władza w ręce polityków
Wypada więc zgodzić się z opinią Jana Ołdakowskiego, posła PiS i do niedawna szefa sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, który uznał, że wprowadzenie pomysłu PO w życie w efekcie doprowadzi media publiczne do upadku. Przyjęcie propozycji PO spowoduje oddanie rzeczywistego wpływu na media publiczne politykom, którzy będą mogli w razie potrzeby ograniczyć dopływ pieniędzy na utrzymanie państwowego radia i telewizji. I to politycy, jak za najgorszych peerelowskich czasów, będą decydować o losach poszczególnych audycji i ich autorów.
Pamiętajmy też o tym, że na likwidację abonamentu nie zdecydował się dotąd żaden ze znaczących krajów Zachodu. Dlatego rację ma prezes Polskiego Radia Krzysztof Czabański, który powiada, że zgłaszany przez Donalda Tuska pomysł zniesienia abonamentu radiowo-telewizyjnego oznacza w praktyce likwidację radiofonii publicznej. Również dyrektor Programu 2 Polskiego Radia Krzysztof Zaleski był zaskoczony pomysłami likwidacji abonamentu radiowo-telewizyjnego. Słusznie podkreślił, że zajmująca się kulturą Dwójka nie mogłaby istnieć bez abonamentu. Jest jednak wielce prawdopodobne, że mało kto z PO i PSL tej stacji słucha, więc w koalicji nie będzie żalu po jej audycjach.
Rozlegają się coraz liczniejsze protesty. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji stanowczo sprzeciwiła się „próbom likwidacji mediów publicznych poprzez ich prywatyzację”. Rada wyraziła także swój niepokój wobec projektów zmiany sposobu finansowania mediów publicznych i planów likwidacji abonamentu. Ale czy koalicja słucha dziś jeszcze KRRiT, którą PO planuje ostatecznie zlikwidować?
Jednak szef PSL Waldemar Pawlak uważa, że nowe koncepcje są zbliżone do pomysłu przekazywania jednego procentu podatku dochodowego na organizacje pożytku publicznego. Jego zdaniem, to Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji ustalałaby, które programy mają charakter misyjny. Dodaje, że to obejmowałoby także media niepubliczne, a obywatele sami decydowaliby, które programy będą finansowane. Pawlak uważa, że znajdzie się wiele osób, które będą chciały opłacać produkcje ambitne, jak na przykład Teatr Telewizji. Skąd premier czerpie swoje przekonania, nie wiadomo. Być może z rozmów podczas spotkań ze strażakami.
Jak zakończy się batalia o media publiczne, jest wielką niewiadomą. W ogóle, jak na razie, zapowiada się wielka likwidacja, i to nie tylko w mediach. Co będzie jej efektem? Oby nie sprawdziła się słynna przepowiednia obywatela Białegostoku Krzysztof Kononowicza, że „nie będzie niczego”. Tymczasem musimy być przygotowani na to, iż wkrótce nie będzie polskich niekomercyjnych rozgłośni radiowych ani telewizyjnych. A jeśli będziemy chcieli obejrzeć Teatr Telewizji, będziemy musieli do TVN czy Polsatu wysłać np. SMS o treści: „Dziady-Mickiewicz”. Ale i tak się okaże, że na tę inscenizację pada wciąż za mało głosów. Widzowie zapewne musieliby pożegnać się ostatecznie z autorskimi programami dziennikarzy śledczych w rodzaju „Misji specjalnej”, który dotychczas ukazuje się pod redakcją Anity Gargas w TVP 1. „Autorytety” niechybnie uznają, że na co, jak na co, ale na tak „szkodliwe i szkalujące” audycje to naprawdę szkoda pieniędzy. „Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie” – śpiewał zmęczonym głosem pieśniarz w wyborczym spocie PO. Tak oto zaczyna się wymarzona „normalność” głoszona w pieśniach i na plakatach koalicji: PO – PSL.
