Rostowski działa sam

Z posłem Arturem Górskim (PiS), członkiem Rady Służby Cywilnej, rozmawia
Jacek Dytkowski

Mija rok, odkąd w Ministerstwie Finansów nie ma dyrektora generalnego. To
jednak nietypowa sytuacja.

– Zazwyczaj stanowisko dyrektora generalnego urzędu obsadza się w ciągu trzech
miesięcy. Minister finansów uporczywie odmawiał wykonania przepisów ustawy o
służbie cywilnej i bojkotował obowiązek przeprowadzenia konkurencyjnego naboru
na stanowisko dyrektora generalnego swojego urzędu. Być może obawiał się, że
postępowanie wygra osoba, na którą nie będzie miał politycznego wpływu. W
obecnym stanie tymczasowości i zawieszenia ministerstwem kierują osoby
całkowicie zależne od ministra, a zatem niesamodzielne i dyspozycyjne.

Jednak nabór w końcu się odbędzie…
– Minister uparł się, żeby nabór na stanowisko dyrektora generalnego został
przeprowadzony z pominięciem standardowych procedur, określonych na podstawie
ustawy o służbie cywilnej. Odmawiając przeprowadzenia pisemnego testu wiedzy dla
kandydatów, stawia siebie ponad prawem, a swoje ministerstwo w sytuacji
uprzywilejowanej wobec innych urzędów. Sprawa dla mnie jest oczywista. Pisemny
test wiedzy daje obiektywną ocenę przygotowania kandydatów, zaś ocena z rozmowy
kwalifikacyjnej jest oceną subiektywną członków komisji, której nie da się
zweryfikować. Nawet najlepiej merytorycznie przygotowany kandydat może być nisko
oceniony w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej i nie będzie miał możliwości
odwołania się od tej oceny.

Sławomir Brodziński, szef służby cywilnej, nie może zobligować ministra do
przyjęcia standardowych procedur?

– O niezwykle słabej ustrojowo pozycji szefa służby cywilnej alarmowaliśmy już
podczas prac nad ustawą o służbie cywilnej. Wtedy dokładnie przewidziałem
zaistniałą sytuację. Ustawa została tak skonstruowana, że szef służby cywilnej w
takich sytuacjach jest praktycznie bezsilny, to znaczy nie ma żadnych narzędzi,
aby wymóc na ministrze konkretne działania wymagane ustawą. Może tylko zwracać
ministrowi uwagę, że działa niezgodnie z prawem lub chce prawo obejść.

Ostatecznie Brodziński zgodził się na odejście od stosowanej dotychczas z
powodzeniem procedury. Jak Pan ocenia tę decyzję jako członek Rady Służby
Cywilnej?

– Minister Brodziński w swojej ocenie wybrał mniejsze zło. Uznał, że lepszy
jakikolwiek dyrektor generalny, nawet wyłoniony nieuczciwie, niezgodnie ze
standardami ustawowymi, niż dalsza prowizorka. Pytanie jednak, dlaczego w tej
sprawie nie interweniował u premiera, w imieniu którego zarządza służbą cywilną.
Przecież minister Rostowski nie jest suwerenem, który może ignorować prawo.
Niewątpliwie zaistniała sytuacja jest bardzo niebezpieczna, gdyż stanowi
niedobry przykład dla innych ministrów, którzy zobaczą, iż można bezkarnie
omijać przepisy. Uważam, że sprawą powinna zająć się Rada Służby Cywilnej i
zdecydowanie napiętnować tę zaistniałą patologię. Mam nadzieję, że premier też w
tej sprawie się wypowie, a kontrola NIK, o którą zawnioskowałem, potwierdzi
samowolę ministra i omijanie przez niego prawa.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj