Rostowski błaga Belkę o pomoc

Około 13-14 mld euro z funduszy unijnych zostanie w tym roku sprzedanych
na polskim rynku bankowym. Tak rząd i Narodowy Bank Polski dążą do umocnienia
złotego, aby ograniczyć negatywne skutki wpływu inflacji na gospodarkę i finanse
państwa. Niewykluczone jest także podniesienie stóp procentowych, co jednak
nastąpi "w ostateczności". Minister finansów Jacek Rostowski i prezes NBP Marek
Belka zapewniali wczoraj w świetle kamer, że będą wspólnie walczyć ze wzrostem
cen. Ale na pewno nie poprzez obniżanie akcyzy na paliwa.

Eksperci zachodzili w głowę, jaki był cel wczorajszych rozmów prezesa Marka
Belki i ministra Jacka Rostowskiego. Co prawda prezes NBP podkreślał, że w ten
sposób realizują konstytucyjną zasadę współdziałania organów państwa i nie jest
to ich pierwsze spotkanie, ale do tej pory obaj panowie nie informowali
publicznie o efektach takich rozmów. Teraz jednak sytuacja jest naprawdę
poważna, bo wysoka inflacja i osłabienie złotówki działają bardzo niekorzystnie
na stan budżetu państwa. Minister Rostowski musi bowiem więcej pieniędzy
zarezerwować na obsługę długu publicznego, co grozi tym, że deficyt budżetowy
pod koniec roku mógłby przekroczyć konstytucyjny próg ostrożnościowy – 55 proc.
PKB. Dlatego rządowi tak bardzo zależy na tym, aby NBP pomógł mu w ograniczaniu
presji inflacyjnej. I prezes Marek Belka taką współpracę publicznie
zadeklarował. Szef banku centralnego przekonywał zresztą, że taka współpraca już
trwa. Bo z jednej strony rząd podjął – jak to ujął Belka – ambitny plan
konsolidacji finansów państwa. A z drugiej strony NBP "rozpoczął cykl
zacieśniania polityki pieniężnej".
Dla banku centralnego podstawowym problemem jest teraz rosnąca skala
nadpłynności na rynku pieniężnym. W 2010 roku sięgnęła ona 70 mld zł, a w tym
roku może wzrosnąć aż do 110 mld złotych. – To utrudnia utrzymanie stóp
procentowych, komplikuje prowadzenie polityki pieniężnej – podkreślał Marek
Belka. I żeby pomóc prezesowi NBP w rozwiązaniu tego problemu, rząd zapowiada,
że sprzeda na krajowym rynku część pieniędzy, które dostajemy w ramach funduszy
unijnych. – Łączna kwota środków europejskich na przewalutowanie w tym roku
wyniesie 13-14 mld euro – powiedział minister Jacek Rostowski.
Jakie korzyści odniesie z tego rząd? Taka operacja powinna spowodować m.in.
wzrost wartości złotówki, co ma przełożyć się nie tylko na spadek kosztów
obsługi długu zagranicznego, ale i na potanienie towarów z importu, a więc i na
zmniejszenie inflacji. W zamian prezes Belka, jak wynika z nieoficjalnych
informacji, miał obiecać, że będzie się starał, aby Rada Polityki Pieniężnej nie
podniosła zbyt wysoko stóp procentowych, bo wtedy rząd znowu musiałby więcej
wydać na obsługę swojego zadłużenia. Co prawda szef NBP zastrzegł, że "będziemy
reagować ruchami stóp procentowych" na sytuację na rynku, ale podwyżki stóp mają
być podejmowane w ostateczności. Zważywszy na duże zróżnicowanie opinii wśród
członków RPP, stanowisko prezesa Belki może mieć rzeczywiście kluczowe znaczenie
w głosowaniach nad uchwałami o wysokości stóp procentowych. W przeszłości już
kilka razy to głos prezesa banku centralnego był rozstrzygający.

Podatków nie obniżymy
I prezes NBP, i minister finansów zgodnie rozwiewali nadzieje na to, że władze
podejmą niestandardowe działania, aby zmniejszyć inflację. – Nie obniżymy akcyzy
na paliwa, nie będzie dodatku drożyźnianego – powiedział Jacek Rostowski. – To
pseudorecepty, one się mogą przyczynić do wzrostu cen – stwierdził szef resortu
finansów. Jego zdaniem, takie działania mogłyby pogłębić nierównowagę finansów
publicznych, a ponadto – jak dowodził minister – system podatkowy nie jest od
tego, żeby w ten sposób państwo wpływało na ceny. – Nie będziemy gasić ognia
benzyną – wtórował mu prezes Marek Belka i ponownie zapewniał, że stosowane będą
tylko klasyczne instrumenty finansowe, czyli konsolidacja fiskalna i podwyżki
stóp procentowych.
Rostowski chwalił się, że rząd realizuje bardzo dobry program konsolidacji
finansów publicznych, co spowoduje, że już w 2012 roku deficyt zostanie znacznie
zmniejszony – teraz sięga niemal 8 proc. PKB, a w przyszłym roku ma być niższy o
ponad połowę. W 2015 roku poziom deficytu finansów publicznych ma zaś wynosić
tylko 1 procent. Dlatego mimo protestów samorządów minister finansów nie
rezygnuje z przygotowania ustawy, która ograniczy zadłużanie się gmin, powiatów
i województw. Rostowski zresztą przekonywał, że i tak te ograniczenia będą
stosunkowo niewielkie, bo będą ponad 10 razy niższe niż plan oszczędnościowy w
części dotyczącej budżetu państwa.

Po co rozmawiali?
Zdaniem ekspertów, wczorajsze spotkanie ma być przede wszystkim sygnałem dla
inwestorów i rynków finansowych, że rząd będzie skutecznie walczył z inflacją.
Czy to przyniesie spodziewany skutek, przekonamy się za jakiś czas. Jeśli to
zagranie się uda, wtedy rzeczywiście powinno dojść do umocnienia złotówki i
osłabienia dynamiki wzrostu cen. Jeśli jednak inwestorzy i spekulanci nie
zostaną przekonani przez ministra i prezesa NBP, że sytuacja naszych finansów
jest pod kontrolą, to te plany spalą na panewce.
Sami politycy rządzącej Platformy Obywatelskiej są zdania, że spotkanie Belka –
Rostowski miało pomóc rządowi i raczej widzą w tym przede wszystkim działania
PR-owskie. – Przecież zawsze tak było i jest, że bank centralny i rząd mają
rozbieżne interesy. NBP musi pilnować inflacji i w razie konieczności podnosić
stopy procentowe. A ponieważ teraz inflacja jest bardzo wysoka, to realna jest
groźba dalszych podwyżek stóp. Ale byłoby to niebezpieczne dla rządu, bo
minister finansów musiałby z budżetu wydawać więcej pieniędzy na obsługę długu.
I tego musimy za wszelką cenę uniknąć, bo budżet trzeszczy w szwach – mówi poseł
PO, członek sejmowej Komisji Finansów Publicznych. – Z drugiej strony rządowi
nie zależy na zbyt mocnym obniżeniu inflacji, bo dzięki temu powinny wzrosnąć
wpływy budżetowe, a to pozwoli na uniknięcie w roku wyborczym dalszych cięć
wydatków państwa – dodaje nasz rozmówca. Poseł nie martwi się też tym, że wysoka
inflacja w tym roku spowoduje, iż wiele wydatków państwa w 2012 roku będzie
wyższych, bo trzeba będzie choćby przeprowadzić waloryzację emerytur, zasiłków i
innych świadczeń, których wypłata jest obowiązkiem rządu. – Ale to już będzie po
wyborach, a ponadto w przyszłym roku kondycja finansów ma się poprawić, więc
wiele problemów i tak zostanie rozwiązanych – przyznaje poseł.

 

Krzysztof Losz

drukuj