Świat jak marnotrawny syn

Polecając siostrze Faustynie odprawienie nowenny przed Świętem
Miłosierdzia Bożego, Chrystus nakazał jej, aby każdego dnia sprowadzała dusze do
zdroju miłosierdzia, by "zaczerpnęły siły, ochłody i wszelkiej łaski, jakiej
potrzebują na trudy życia, a szczególnie w śmierci godzinie" (Dzienniczek,
1209). Przystępując od jutra do jej odprawienia, posłuszni wezwaniu Jezusa,
polecajmy Bogu świat współczesny, odurzony grzechem i zbłąkany, zdezorientowany
moralnie, jak syn marnotrawny cierpiący z powodu głodu Boga, a niechcący do
Niego powrócić.

Dzisiaj jest bardzo trudno mówić o grzechu i grzesznikach. Dlaczego? Dlatego, że
ludzie współcześni zatracili wrażliwość sumienia i zdolność właściwego osądu
moralnego słów, myśli i czynów. Największym grzechem współczesności jest zanik
poczucia grzechu. Zwrócił na to uwagę Jan Paweł II, przestrzegając przed
deformacją sumień: "Wraz z utratą wrażliwości sumienia następuje również
zaćmienie poczucia Boga, a kiedy zagubi się ów decydujący punkt wewnętrznego
odniesienia, zatraca się także poczucie grzechu. Dlatego właśnie mój Poprzednik,
Pius XII, używając zwrotu, który stał się niemal przysłowiowym, oświadczył, że
"grzechem tego wieku jest utrata poczucia grzechu"" (Reconciliatio et
paenitentia nr 18). Określenia "grzech" i "grzesznik" chętniej odnosimy do
innych niż do siebie. Łatwo też ulegamy pokusie "uestetycznienia grzechu",
uznając go jedynie za "brzydki czyn" lub "nieładne zagranie". Spłycamy
rzeczywistość grzechu, sprowadzając ją jedynie do wymiarów horyzontalnych ("źle
zachowałem się wobec innych"). Chętnie odrzucamy świadomość własnego grzechu, by
ocalić dobre samopoczucie i samoocenę. Nie myślimy o grzechu poważnie, gdyż
wydaje się nam, że jest on jakimś dobrem (może ułomnym i niewłaściwie
osiągniętym, ale jednak…).

Grzech
Jan Paweł II, opisując rzeczywistość grzechu, ukazuje jego niszczący charakter,
analizując losy syna marnotrawnego z przypowieści Jezusa (Łk 15, 11-32). Ta
krótka historia chłopca, który postanowił być szczęśliwym z dala od domu
rodzinnego, odsłania ostateczną prawdę o grzechu jako o odejściu od Boga. "Ten
syn, który otrzymuje od ojca przypadającą mu część majątku i z tą częścią
opuszcza dom, aby w dalekich stronach wszystko roztrwonić "żyjąc rozrzutnie", to
poniekąd człowiek wszystkich czasów, począwszy od tego, który po raz pierwszy
utracił dziedzictwo łaski i sprawiedliwości pierwotnej. Analogia jest w tym
miejscu bardzo pojemna. Przypowieść dotyka pośrednio każdego złamania przymierza
miłości, każdej utraty łaski, każdego grzechu" (Dives in misericordia nr 5).
Wybierając grzech, mówimy Bogu: "Nie jesteś mi potrzebny", "Nie jesteś moim
Ojcem". Dramat grzechu polega na zerwaniu więzi miłości. Grzech jest miłością
źle ulokowaną, chybioną. Człowiek sam wyrządza sobie krzywdę, gdy łudzi się, że
bez Boga lub wbrew Niemu potrafi być szczęśliwy. Jest wyrzeczeniem się
Największej Miłości, by zadawalać się miłostkami. To jakby porzucenie wielkiego
skarbu, ewangelicznej "drogocennej perły" na rzecz "świecidełek" imitujących
klejnoty.
Dramatem człowieka współczesnego jest to, że nie chce żałować za grzechy. Co to
znaczy żałować? Sobór Trydencki mówi, że żal za grzechy polega na uznaniu zła
grzechu i odrzuceniu go jako takiego ze wstrętem. Tak więc prawdziwie żałuje za
grzechy ten, kto nazywa zło złem, a dobro dobrem. Kto nie próbuje sam siebie
okłamywać, dostrzegając w złu coś "wartościowego i cennego". Niestety, nie jest
łatwo żałować za grzechy, nie widząc w nich największego nieszczęścia, jakie
może nas spotkać. Grzech jawi się nam zbyt często jako sposób na życie. Jesteśmy
doń przyzwyczajeni i zżyci tak mocno, że jego brak oznacza swoistą pustkę.
Tymczasem bez uznania siebie za grzesznika człowiek nie jest w stanie otworzyć
drogi do miłosiernego Serca Boga. Miłosierdzie Boże, największy przymiot Stwórcy
i Zbawcy, pisała siostra Faustyna w swoim "Dzienniczku", objawia się w
przebaczeniu grzechów. Bóg jest miłosierny dla grzesznika, to znaczy lituje się
nad nim, wyzwala go z tragicznej sytuacji, uwalnia z niewoli grzesznych
przywiązań. Miłosierdzie Boże jest miłością stwarzającą człowieka na nowo i
otwierającą przed nim nowe możliwości. "Miłość taka zdolna jest do pochylenia
się nad każdym synem marnotrawnym, nad każdą ludzką nędzą, nade wszystko zaś nad
nędzą moralną, nad grzechem. Kiedy zaś to czyni, ów, który doznaje miłosierdzia,
nie czuje się poniżony, ale odnaleziony i "dowartościowany"" (Dives in
misericordia nr 6). Miłosierna miłość jedna z Bogiem i obdarowuje wolnością
synów Bożych i pełnią życia.

Modlitwa
Potrzebna jest modlitwa za grzeszników. W pierwszym rzędzie my sami jesteśmy jej
przedmiotem. Winniśmy zatem modlić się najpierw za siebie. Nie zawsze chodzi o
konkretne wykroczenia moralne, ale o coś o wiele głębszego – o brak należytej
miłości do Boga, gorliwości w Jego służbie, nienależytej miłości względem
bliźnich.
Potrzebna jest również modlitwa za innych grzeszników. Jest ona jałmużną, którą
chrześcijanie mogą ofiarować współczesnemu światu. Wielu ludziom wydaje się ona
niepotrzebna. Ale czy możemy pozostać obojętni wobec zła, które niszczy życie
osobiste, społeczne i narodowe? Czy możemy bezczynnie godzić się na to, by świat
tonął w złu? Siostra Faustyna i Jan Paweł II wzywają nas do modlitwy za
grzeszników, zwłaszcza zatwardziałych, zaślepionych i zapatrzonych w siebie,
przekonanych, że Bóg jest im do niczego niepotrzebny.
Trzeba, byśmy modlili się także o nawrócenie tych, którzy pociągają innych do
zła, gorsząc i ucząc łamania Bożego prawa. Grzech ma swoich gorliwych apostołów.
Potrafią oni wiele czasu i energii poświęcić na to, by przekonywać do zła dzieci
i młodzież. Nie szczędzą sił, by poniewierać tym, co Boże. Niestety, także w
naszej Ojczyźnie możemy dostrzec wzmożone ataki na to, co święte. Musimy im
przeciwstawić się naszą pełną ufności modlitwą.

 

ks. Zbigniew Sobolewski

drukuj